Refleksje
Panie wójcie,
Rafale Pstrągowski,
nie potrafił jeden, drugi, trzeci,
UFAM ŻE PAN POTRAFI !!!
Problem z przejazdem kolejowym przy byłym dworcu w Śniadowie, na trasie Warszawa – Łomża, to problem niemalże odwieczny.
Kiedy byłem małym gówniarzem spędzającym wakacje w rodzinnej miejscowości, przemierzałem ten przejazd często z wozakami, którzy na pożydowski kirkut jeździli po piasek. Oni ładowali surowiec na budowę, a ja wraz z rówieśnikami, przez nich nie uświadomieni, bawiliśmy się czaszkami i piszczelami pochowanych tam przed wojną Żydów. Wtedy to niewinna zabawa, wspomnienie dzisiaj budzi zadumę, ale i przerażenie. Puste furmanki podskakiwały na tym przejeździe, a nasze głowy w ich rytm. Wracając, wozacy przejeżdżali przezeń wolno, aby nie zepsuć już i tak nadwątlonych opon. Jednym zdaniem, stan przejazdu był opłakany jak cały ówczesny PRL, jeno ludzie jacyś weseli byli.
Już dorosły, wraz z rodziną, prawie każdego roku przybywałem do Śniadowa, by spędzić w miasteczku rodzinnym urlop. Aby wjechać do Śniadowa, musieliśmy pokonać przejazd przy dworcu PKP, którego stan nie zmienił się z okresu mojego dzieciństwa, kirkut zdecydowanie tak – łąką i drzewkami się pokrył. Wyładniał, choć historia skrywa najgorsze. Na przejeździe zwalniać trzeba było, aby zawieszenia pojazdu tam nie zostawić. Jednym zdaniem, stan przejazdu był nadal opłakany, choć nowe nadchodziło, i tylko ludzie wciąż weseli byli.
Padł system czerwieńszy niż czerwień, wolne nadeszło, a przejazd jak lichy był tak i był, nie zmienił się ani na jotę, lecz zmiany zaszły - ludzie posmutnieli mimo świeżego powietrza.
Dzisiaj mieszkam w Śniadowie, od niemal czterech lat. Jeżdżę jako pasażer, jak inni załatwiać różne sprawy w stolicy powiatu, więc muszę przebrnąć przez przejazd przy dworcu PKP. Stan jego już bardziej fatalny być nie może, a przecież ilość pojazdów przemierzających go każdej doby urosła przez lata tysiąckrotnie.
Panie wójcie, Rafale Pstrągowski, nie potrafił jeden, drugi, trzeci, ufam że pan potrafi. Spraw człowieku, by przejazd po upływie niemal wieku wreszcie zmienił swoje oblicze, byśmy pośmiewiskiem na pół Polski nie byli. I pomińmy aspekt, że droga to wojewódzka, właścicielem nie jest gmina, bo wiemy to wszyscy, ale przejezdni krytykują za przejazd nie "śledzi" lecz władze Śniadowa, czyli nas wszystkich. Ma pan mechanizmy, nacisnąć trza tylko nieco na tego i owego, którzy mieszkańcom Śniadowa co nieco zawdzięczają. I może ludzie przy tym, choć nie przez to zapewne, uśmiechną się choć na chwilę jak przed laty.
Rafale Pstrągowski,
nie potrafił jeden, drugi, trzeci,
UFAM ŻE PAN POTRAFI !!!
Problem z przejazdem kolejowym przy byłym dworcu w Śniadowie, na trasie Warszawa – Łomża, to problem niemalże odwieczny.
Kiedy byłem małym gówniarzem spędzającym wakacje w rodzinnej miejscowości, przemierzałem ten przejazd często z wozakami, którzy na pożydowski kirkut jeździli po piasek. Oni ładowali surowiec na budowę, a ja wraz z rówieśnikami, przez nich nie uświadomieni, bawiliśmy się czaszkami i piszczelami pochowanych tam przed wojną Żydów. Wtedy to niewinna zabawa, wspomnienie dzisiaj budzi zadumę, ale i przerażenie. Puste furmanki podskakiwały na tym przejeździe, a nasze głowy w ich rytm. Wracając, wozacy przejeżdżali przezeń wolno, aby nie zepsuć już i tak nadwątlonych opon. Jednym zdaniem, stan przejazdu był opłakany jak cały ówczesny PRL, jeno ludzie jacyś weseli byli.
Już dorosły, wraz z rodziną, prawie każdego roku przybywałem do Śniadowa, by spędzić w miasteczku rodzinnym urlop. Aby wjechać do Śniadowa, musieliśmy pokonać przejazd przy dworcu PKP, którego stan nie zmienił się z okresu mojego dzieciństwa, kirkut zdecydowanie tak – łąką i drzewkami się pokrył. Wyładniał, choć historia skrywa najgorsze. Na przejeździe zwalniać trzeba było, aby zawieszenia pojazdu tam nie zostawić. Jednym zdaniem, stan przejazdu był nadal opłakany, choć nowe nadchodziło, i tylko ludzie wciąż weseli byli.
Padł system czerwieńszy niż czerwień, wolne nadeszło, a przejazd jak lichy był tak i był, nie zmienił się ani na jotę, lecz zmiany zaszły - ludzie posmutnieli mimo świeżego powietrza.
Dzisiaj mieszkam w Śniadowie, od niemal czterech lat. Jeżdżę jako pasażer, jak inni załatwiać różne sprawy w stolicy powiatu, więc muszę przebrnąć przez przejazd przy dworcu PKP. Stan jego już bardziej fatalny być nie może, a przecież ilość pojazdów przemierzających go każdej doby urosła przez lata tysiąckrotnie.
Panie wójcie, Rafale Pstrągowski, nie potrafił jeden, drugi, trzeci, ufam że pan potrafi. Spraw człowieku, by przejazd po upływie niemal wieku wreszcie zmienił swoje oblicze, byśmy pośmiewiskiem na pół Polski nie byli. I pomińmy aspekt, że droga to wojewódzka, właścicielem nie jest gmina, bo wiemy to wszyscy, ale przejezdni krytykują za przejazd nie "śledzi" lecz władze Śniadowa, czyli nas wszystkich. Ma pan mechanizmy, nacisnąć trza tylko nieco na tego i owego, którzy mieszkańcom Śniadowa co nieco zawdzięczają. I może ludzie przy tym, choć nie przez to zapewne, uśmiechną się choć na chwilę jak przed laty.
Komentarze
Prześlij komentarz