Opinie
Prawda o Smoleńsku
JEST DLA NAS OKRUTNA
Jestem już zmęczony absurdalnymi debatami polityków na temat tragedii, jaka nas spotkała 10 kwietnia 2010 roku. Politycy tak bardzo gmatwają sprawę, że pora dowiedzieć się, co mają do powiedzenia na ten temat fachowcy, którzy na co dzień siedzą za sterami dużych pasażerskich samolotów, a inni ich sprowadzają na różne lotniska.
Pozwalam sobie na przedruk trzech opinii ze strony:
http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne/15-wypadki_i_incydenty_lotnicze/24626-2010_04_10_tu_154_samolot_prezydenta_rp_rozbil_sie_pod_smolenskiem-100.html
Posłuchajmy co mają do powiedzenia Polscy praktycy, którzy m.in. komentują wczorajszą konferencję członków Polskiej Komisji do zbadania przyczyn wypadku.
Opinia I.:
„Obejrzałem konferencję. Powiem krótko. Nie spodziewałem się takiej kompromitacji. Teraz udowadniać cokolwiek „światu”, o Rosjanach nawet nie mówię, będzie praktycznie NIEMOŻLIWE. Panowie zaprezentowali całkowitą NIEZNAJOMOŚĆ danych taktyczno-technicznych systemu RSL, tym niemniej wydają autorytatywne sądy.
1. O pogodzie KL informował załogę już w momencie przejścia na łączność z „Korsażem”, używając słów „warunków dla przyjęcia nie ma”.
2. Nie ma czegoś takiego, że to strona rosyjska powinna informować Warszawę o pogodzie przed wylotem. Rosjanie nie organizowali tego wylotu, o to powinna zadbać strona polska. Jak dbała - widzimy.
3. Kuriozalnym jest stwierdzenie, że załoga nie była informowana o lotnisku zapasowym. Przecież miała swoje zapasy - Witebsk (zamknięte, kolejny ukłon w stronę organizatorów) i Mińsk. O Wnukowie mogli ich poinformować po odejściu na drugie zajście. Co to za zarzut, że nie zrobili tego przed próbnym zajściem?
4. Rozmowy Krasnokutskiego są całkowicie normalne - gorzej gdyby ich nie było. Konsultował z nadrzędnym SD lotnisko zapasowe - w naszym interesie. Nie słyszałem tam NACISKÓW ze strony „Moskwy” (SD było w Twerze, gdzie zastępcą był Krasnokutskij).
5. Na wieży nie słyszałem ŻADNYCH NACISKÓW. Krasnokutskij wymaga tylko wykonania przez Grupę Kierowania Lotami przesłanych jej wytycznych:
„Zgodnie z podpunktem c) punktu 1 rozdziału AD 1.1-1 AIP FR: „Dowódcy zagranicznych statków powietrznych, wykonujący loty do Rosji podejmują samodzielnie decyzję o możliwości startu z lotniska i lądowania na lotnisku docelowym, z przyjęciem na siebie pełnej odpowiedzialności za podjętą decyzję”.
„13 marca 2010 roku, w celu właściwego przygotowania i zabezpieczenia rejsów specjalnych” samolotów z Rzeczpospolitej Polskiej, dowództwom jednostek wojskowych 21350 i 06755 były wydane wskazówki (telegram Nr 134/3/11/102/2), aby uwzględniać wymagania wymienionego wyżej punktu AIP przy wykonywaniu obsługi ruchu powietrznego. Zgodnie z dokonanymi wypisami z dzienników przygotowania do lotów członków Grupy Kierowania Lotami, dany temat wchodził w skład zasadniczych zadań i zadania do samodzielnego przygotowania, w ramach przygotowań do kierowania lotami w dniach 7 i 10 kwietnia”.
Plusnin się opiera (według słów Klicha, bo na konferencji niczego takiego nie usłyszeliśmy). Gdyby Plusnin odmówił załodze, postąpiłby wbrew ww. wytycznym. Nie naruszyli żadnych przepisów. Cała ta sytuacja nie mogła zaważyć na finale zajścia. Nikt nie mógł zakładać, że na wysokości przyjęcia decyzji nie odejdą na drugi krąg. Nawet gdyby warunki były 0x0, nie miałoby to ŻADNEGO ZNACZENIA. Pora sobie to uświadomić.
6. Jak na tym tle brzmi zarzut, że pozwolili im wykonać „próbne” zajście, że „sprowadzamy do 100 m, a dalej niech sami”?
7. Czy to, że Krasnokutskij zadał jedno pytanie załodze, to jakiś ciężki zarzut? I skąd pewność, że nie był uprawniony? Nie miało to wpływu na dowodzenie samolotem, ani na bezpieczeństwo lotu.
8. Mówienie, że w AIP nie było lotniska Smoleńsk-Północny i, w związku z tym, lot na nie nie mógł się odbywać na podstawie zapisów AIP FR to niesłychana kompromitacja „komisji”. Zapisy AIP obejmują zasady lotów międzynarodowych na wszystkie lotniska na terenie FR, nawet nie ujęte w AIP (zamknięte dla ruchu międzynarodowego).
9. Co do podanych parametrów technicznych dotyczących faktycznego położenia samolotu na kursie lądowania. Nie wiem, skąd komisja miała zaprezentowane, ale mówienie że KSL powinien zwracać uwagę załodze, że są nad ścieżką nie odpowiadało temu, co widział KSL na swoim wskaźniku. Przypominam „komisji”, że na ekranie naniesiona była ścieżka pod kątem 3 stopnie 10 minut, a nie 2 st. 40 min. Według naniesionej na ekranie ścieżki, samolot znajdował się cały czas w strefie dopuszczalnych odchyleń.
10. Nie można mieć pretensji do Rosjan, że nie zweryfikowali swojego stanowiska na temat tego, że w kabinie padła komenda dowódcy „odchodzimy na drugie zajście”, zanim padła komenda z ziemi „Gorizont, 101”. O ile wiem, komisja nie dostarczyła nowej transkrypcji nagrań. Mieli uwierzyć nam na słowo? W ponownej deszyfracji nie uczestniczył nikt ze strony rosyjskiej. Nie ma protokołu, nie ma transkrypcji z podpisami osób biorących udział w ponownej deszyfracji ze strony rosyjskiej. O co ten krzyk? Tym bardziej że to, jak wiemy, nie zapobiegło katastrofie. Zdaje się, że chodzi o „HONOR BOHATERSKICH LOTNIKÓW POLSKICH”, jak to powiedział niejaki Macierewicz, wybitny znawca i ekspert lotniczy. W raporcie nie ma miejsca na emocje, czy uczucia. Liczy się stan faktyczny. A my tu mamy bardzo mało na swoją obronę. Kompromitujemy się tylko takimi wystąpieniami, powodując, że nikt nie będzie chciał z nami rozmawiać, jako z ludźmi NIEPOWAŻNYMI.
11. Nie dziwię się Rosjanom, że nie uwzględnili naszych uwag w tej części. Przecież to stek bzdur, ośmieszyliby się tylko.
Niewątpliwie na BSKP nie wszystko było na OTLICZNO (bardzo dobrze). Są komentarze odnośnie meteo, że warunki podawane przez meteorologa nie odpowiadały rzeczywistości. Załoga Ił-76, mimo braku zgody na lądowanie, kontynuowała je. Tu możemy mówić zdecydowanie, gdyż załogę Iła obowiązywały rosyjskie przepisy wojskowe. A tam jest jasno powiedziane, że bez frazy „lądowanie zezwalam” wypowiedzianej przez KL, lądowanie (zejście niżej wysokości decyzji) NIE MIAŁO PRAWA ZAISTNIEĆ - mimo to zezwolili (? - ja nie słyszałem) im powtórne zajście. Pochwalili załogę naszego Jaka, że mimo wszystko udało się jej wylądować. To miły akcent. Konsekwencje wobec nich powinni wyciągnąć u nas w kraju"."
Opinia II:
„Przeczytałem rozmowy z SKP. Sytuacja wygląda inaczej, niż to przedstawiają u nas oficjele z panem Klichem na czele.
Moskwa - to Główne Centrum Kierowania Ruchem Lotniczym (cywile), nie jakiś mityczny ośrodek wywierający naciski na podwładnych (wojskowy), żeby sprowadzać 101 do lądowania - oni zgodnie z planem lotu skierowali 101 po wejściu w Moskiewską strefę odpowiedzialności na lotnisko Smoleńsk-Północny. Na SKP się opierają (wszyscy i do końca). Chcę podkreślić, że Smoleńsk nie ma kontaktu bezpośredniego z Moskwą, kontaktują się za pośrednictwem OD SD Twer (kryptonim "Logika") - i jest to kontak DO, a nie OD. Od Moskwy żadnych poleceń nie otrzymują.
Reszta rozmów najnormalniejsza w świecie - informacje, meldunki. ŻADNYCH NACISKÓW.
KL przypomina KSL przed zajściem Jak-40 o tym, żeby mówił wolniej.
Widać zdenerwowanie, to prawda. Nie mają pewności, czy 101 zna rosyjski - stąd koniecznie chcą, żeby o pogodzie uprzedzili ich cywile z Moskwy, po angielsku, zanim zwalą się na głowę GKL w Smoleńsku. Wbrew temu, co twierdzi Klich, KL zna status lotu (litera "A"). Mówiąc po wojskowemu, w Smoleńsku siedzą osr...ani i cali się trzęsą, na myśl, że taki gość kieruje się w ich stronę. Nikt tu nie chce Pierwszego Polaka w tych warunkach.
Dalej Krasnokutskij mówi wyraźnie, po tym, jak załoga przekazała KL prośbę o "próbne" zajście, że zachodzą na podstawie DECYZJI DOWÓDCY (Protasiuka). We wcześniejszej rozmowie z OD SD "Logika" Krasnokutskij zakładał próbne zajście 101, dokładnie jak to było z Ił-76. Krasnokutskij podpowiada KL, ale to jednoznacznie w poczuciu odpowiedzialności za ten lot. I nie ma to żadnych znamion DOWODZENIA, czy NACISKU. Zdanie: "doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów bez dyskusji" ma charakter informacyjny, gdyż decyzja o zajściu już zapadła na pokładzie samolotu 101 i jest on w trakcie jego wykonywania. Teraz nie ma wyjścia, tylko pomagać im do wysokości decyzji (do meldunku załogi - którego jak wiemy NIE BYŁO). Presję na GKL wywierała OBECNOŚĆ NASZEGO 101, a nie mityczne osoby, podejmujące decyzję zamiast GKL. Krasnokutskij podpowiada KL: "Uprzedź go, u nas 100 metrów, zameldować decyzję na 100 metrach".
Co prawda w ten sposób KL tego nie przekazał: "Polski 101, i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg", ale to rozumie się samo przez się. Na wysokości decyzji (decyzji załogi, a nie GKL) załoga melduje swoją decyzję, po czym dostaje lub nie zgodę na lądowanie.
Widać, jak pracuje Ił-76 z GKL. Kwitują komendy, podają wysokość. Zupełnie inna jakość w porównaniu z naszym.
Nasze zarzuty w tym świetle są jeszcze bardziej bezpodstawne. Kompromitacja do kwadratu.
Chcę sprostować swoje słowa o "Logice". To stanowisko dowodzenia (SD) WTA (wojskowego lotnictwa transportowego) w Moskwie, a nie SD w Twerze (byłe SD dywizji)"."
Opinia III:
"Parametry ścieżki nie mają nic do rzeczy w danym przypadku. Zostało to wyjaśnione w raporcie przekonywająco. Napisano tam, iż praktyka pracy KSL pokazuje, że komenda "na glissadie" podawana jest zawsze w przypadku znajdowania się znacznika samolotu w strefie dopuszczalnych odchyleń. Załoga nie kontrolowała ścieżki na podstawie przyrządów, a co powinno być jej głównym zadaniem podczas podejścia - tu tkwi przyczyna. Na ekranach PRŁ (radiolokator lądowania) widzieli to, co widzieli. Nie dało się z nich wnioskować o wysokości lotu. Dopiero po zestawieniu informacji o wysokości podanej przez załogę z odległością od progu, KSL (kierownik ślepego lądowania) podaje poprawki do położenia samolotu w płaszczyźnie pionowej. Nie ma innej możliwości. Druga sprawa, że załoga powinna robić to sama. Nie robiła. W raporcie jest w związku z tym zdanie, że w praktyce zajście wg RSL nie było wykonywane. Zgadzam się z tym w zupełności. KSL powinien wymusić podawanie wysokości. Tyle że od 300 m załoga korzystała z RW (ponoć taka jest "technologia" w 36 pułku), czym tylko dezinformowaliby KSL. Zasada jest prosta, KSL nie pownien przeszkadzać. A pomagać może tylko pod warunkiem istnienia kontaktu z załogą i otrzymywania od niej prawidłowych danych. Tu tego nie było.
Teraz będą wałkować sprawę komendy dowódcy. Nawet jeżeli padła, jakie działania podjęto, żeby ją realizować? Nic tu nie udowodnimy. Zapis środków OKL (obiektywnej kontroli lotów) jest bezlitosny"."
I na koniec informacja oraz pytanie:
Minimum kpt. TU-154M do podchodzenia w trudnych warunkach wynosiło 120m x 1000m, czemu więc zgodził się schodzić na 100m x 800m, skoro nie miał takich uprawnień? Czemu w ogóle zgodził się na próbne podejście w takich warunkach?
Póki co fachowcy swoje, a politycy swoje. Jesienią przecież wybory, więc gra się tragedią na lewo i prawo, jak komu wygodniej. Ważniejsza od wstydu i prawdy jest władza, władza za wszelką cenę. A świat patrzy z politowaniem!
JEST DLA NAS OKRUTNA
Jestem już zmęczony absurdalnymi debatami polityków na temat tragedii, jaka nas spotkała 10 kwietnia 2010 roku. Politycy tak bardzo gmatwają sprawę, że pora dowiedzieć się, co mają do powiedzenia na ten temat fachowcy, którzy na co dzień siedzą za sterami dużych pasażerskich samolotów, a inni ich sprowadzają na różne lotniska.
Pozwalam sobie na przedruk trzech opinii ze strony:
http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne/15-wypadki_i_incydenty_lotnicze/24626-2010_04_10_tu_154_samolot_prezydenta_rp_rozbil_sie_pod_smolenskiem-100.html
Posłuchajmy co mają do powiedzenia Polscy praktycy, którzy m.in. komentują wczorajszą konferencję członków Polskiej Komisji do zbadania przyczyn wypadku.
Opinia I.:
„Obejrzałem konferencję. Powiem krótko. Nie spodziewałem się takiej kompromitacji. Teraz udowadniać cokolwiek „światu”, o Rosjanach nawet nie mówię, będzie praktycznie NIEMOŻLIWE. Panowie zaprezentowali całkowitą NIEZNAJOMOŚĆ danych taktyczno-technicznych systemu RSL, tym niemniej wydają autorytatywne sądy.
1. O pogodzie KL informował załogę już w momencie przejścia na łączność z „Korsażem”, używając słów „warunków dla przyjęcia nie ma”.
2. Nie ma czegoś takiego, że to strona rosyjska powinna informować Warszawę o pogodzie przed wylotem. Rosjanie nie organizowali tego wylotu, o to powinna zadbać strona polska. Jak dbała - widzimy.
3. Kuriozalnym jest stwierdzenie, że załoga nie była informowana o lotnisku zapasowym. Przecież miała swoje zapasy - Witebsk (zamknięte, kolejny ukłon w stronę organizatorów) i Mińsk. O Wnukowie mogli ich poinformować po odejściu na drugie zajście. Co to za zarzut, że nie zrobili tego przed próbnym zajściem?
4. Rozmowy Krasnokutskiego są całkowicie normalne - gorzej gdyby ich nie było. Konsultował z nadrzędnym SD lotnisko zapasowe - w naszym interesie. Nie słyszałem tam NACISKÓW ze strony „Moskwy” (SD było w Twerze, gdzie zastępcą był Krasnokutskij).
5. Na wieży nie słyszałem ŻADNYCH NACISKÓW. Krasnokutskij wymaga tylko wykonania przez Grupę Kierowania Lotami przesłanych jej wytycznych:
„Zgodnie z podpunktem c) punktu 1 rozdziału AD 1.1-1 AIP FR: „Dowódcy zagranicznych statków powietrznych, wykonujący loty do Rosji podejmują samodzielnie decyzję o możliwości startu z lotniska i lądowania na lotnisku docelowym, z przyjęciem na siebie pełnej odpowiedzialności za podjętą decyzję”.
„13 marca 2010 roku, w celu właściwego przygotowania i zabezpieczenia rejsów specjalnych” samolotów z Rzeczpospolitej Polskiej, dowództwom jednostek wojskowych 21350 i 06755 były wydane wskazówki (telegram Nr 134/3/11/102/2), aby uwzględniać wymagania wymienionego wyżej punktu AIP przy wykonywaniu obsługi ruchu powietrznego. Zgodnie z dokonanymi wypisami z dzienników przygotowania do lotów członków Grupy Kierowania Lotami, dany temat wchodził w skład zasadniczych zadań i zadania do samodzielnego przygotowania, w ramach przygotowań do kierowania lotami w dniach 7 i 10 kwietnia”.
Plusnin się opiera (według słów Klicha, bo na konferencji niczego takiego nie usłyszeliśmy). Gdyby Plusnin odmówił załodze, postąpiłby wbrew ww. wytycznym. Nie naruszyli żadnych przepisów. Cała ta sytuacja nie mogła zaważyć na finale zajścia. Nikt nie mógł zakładać, że na wysokości przyjęcia decyzji nie odejdą na drugi krąg. Nawet gdyby warunki były 0x0, nie miałoby to ŻADNEGO ZNACZENIA. Pora sobie to uświadomić.
6. Jak na tym tle brzmi zarzut, że pozwolili im wykonać „próbne” zajście, że „sprowadzamy do 100 m, a dalej niech sami”?
7. Czy to, że Krasnokutskij zadał jedno pytanie załodze, to jakiś ciężki zarzut? I skąd pewność, że nie był uprawniony? Nie miało to wpływu na dowodzenie samolotem, ani na bezpieczeństwo lotu.
8. Mówienie, że w AIP nie było lotniska Smoleńsk-Północny i, w związku z tym, lot na nie nie mógł się odbywać na podstawie zapisów AIP FR to niesłychana kompromitacja „komisji”. Zapisy AIP obejmują zasady lotów międzynarodowych na wszystkie lotniska na terenie FR, nawet nie ujęte w AIP (zamknięte dla ruchu międzynarodowego).
9. Co do podanych parametrów technicznych dotyczących faktycznego położenia samolotu na kursie lądowania. Nie wiem, skąd komisja miała zaprezentowane, ale mówienie że KSL powinien zwracać uwagę załodze, że są nad ścieżką nie odpowiadało temu, co widział KSL na swoim wskaźniku. Przypominam „komisji”, że na ekranie naniesiona była ścieżka pod kątem 3 stopnie 10 minut, a nie 2 st. 40 min. Według naniesionej na ekranie ścieżki, samolot znajdował się cały czas w strefie dopuszczalnych odchyleń.
10. Nie można mieć pretensji do Rosjan, że nie zweryfikowali swojego stanowiska na temat tego, że w kabinie padła komenda dowódcy „odchodzimy na drugie zajście”, zanim padła komenda z ziemi „Gorizont, 101”. O ile wiem, komisja nie dostarczyła nowej transkrypcji nagrań. Mieli uwierzyć nam na słowo? W ponownej deszyfracji nie uczestniczył nikt ze strony rosyjskiej. Nie ma protokołu, nie ma transkrypcji z podpisami osób biorących udział w ponownej deszyfracji ze strony rosyjskiej. O co ten krzyk? Tym bardziej że to, jak wiemy, nie zapobiegło katastrofie. Zdaje się, że chodzi o „HONOR BOHATERSKICH LOTNIKÓW POLSKICH”, jak to powiedział niejaki Macierewicz, wybitny znawca i ekspert lotniczy. W raporcie nie ma miejsca na emocje, czy uczucia. Liczy się stan faktyczny. A my tu mamy bardzo mało na swoją obronę. Kompromitujemy się tylko takimi wystąpieniami, powodując, że nikt nie będzie chciał z nami rozmawiać, jako z ludźmi NIEPOWAŻNYMI.
11. Nie dziwię się Rosjanom, że nie uwzględnili naszych uwag w tej części. Przecież to stek bzdur, ośmieszyliby się tylko.
Niewątpliwie na BSKP nie wszystko było na OTLICZNO (bardzo dobrze). Są komentarze odnośnie meteo, że warunki podawane przez meteorologa nie odpowiadały rzeczywistości. Załoga Ił-76, mimo braku zgody na lądowanie, kontynuowała je. Tu możemy mówić zdecydowanie, gdyż załogę Iła obowiązywały rosyjskie przepisy wojskowe. A tam jest jasno powiedziane, że bez frazy „lądowanie zezwalam” wypowiedzianej przez KL, lądowanie (zejście niżej wysokości decyzji) NIE MIAŁO PRAWA ZAISTNIEĆ - mimo to zezwolili (? - ja nie słyszałem) im powtórne zajście. Pochwalili załogę naszego Jaka, że mimo wszystko udało się jej wylądować. To miły akcent. Konsekwencje wobec nich powinni wyciągnąć u nas w kraju"."
Opinia II:
„Przeczytałem rozmowy z SKP. Sytuacja wygląda inaczej, niż to przedstawiają u nas oficjele z panem Klichem na czele.
Moskwa - to Główne Centrum Kierowania Ruchem Lotniczym (cywile), nie jakiś mityczny ośrodek wywierający naciski na podwładnych (wojskowy), żeby sprowadzać 101 do lądowania - oni zgodnie z planem lotu skierowali 101 po wejściu w Moskiewską strefę odpowiedzialności na lotnisko Smoleńsk-Północny. Na SKP się opierają (wszyscy i do końca). Chcę podkreślić, że Smoleńsk nie ma kontaktu bezpośredniego z Moskwą, kontaktują się za pośrednictwem OD SD Twer (kryptonim "Logika") - i jest to kontak DO, a nie OD. Od Moskwy żadnych poleceń nie otrzymują.
Reszta rozmów najnormalniejsza w świecie - informacje, meldunki. ŻADNYCH NACISKÓW.
KL przypomina KSL przed zajściem Jak-40 o tym, żeby mówił wolniej.
Widać zdenerwowanie, to prawda. Nie mają pewności, czy 101 zna rosyjski - stąd koniecznie chcą, żeby o pogodzie uprzedzili ich cywile z Moskwy, po angielsku, zanim zwalą się na głowę GKL w Smoleńsku. Wbrew temu, co twierdzi Klich, KL zna status lotu (litera "A"). Mówiąc po wojskowemu, w Smoleńsku siedzą osr...ani i cali się trzęsą, na myśl, że taki gość kieruje się w ich stronę. Nikt tu nie chce Pierwszego Polaka w tych warunkach.
Dalej Krasnokutskij mówi wyraźnie, po tym, jak załoga przekazała KL prośbę o "próbne" zajście, że zachodzą na podstawie DECYZJI DOWÓDCY (Protasiuka). We wcześniejszej rozmowie z OD SD "Logika" Krasnokutskij zakładał próbne zajście 101, dokładnie jak to było z Ił-76. Krasnokutskij podpowiada KL, ale to jednoznacznie w poczuciu odpowiedzialności za ten lot. I nie ma to żadnych znamion DOWODZENIA, czy NACISKU. Zdanie: "doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów bez dyskusji" ma charakter informacyjny, gdyż decyzja o zajściu już zapadła na pokładzie samolotu 101 i jest on w trakcie jego wykonywania. Teraz nie ma wyjścia, tylko pomagać im do wysokości decyzji (do meldunku załogi - którego jak wiemy NIE BYŁO). Presję na GKL wywierała OBECNOŚĆ NASZEGO 101, a nie mityczne osoby, podejmujące decyzję zamiast GKL. Krasnokutskij podpowiada KL: "Uprzedź go, u nas 100 metrów, zameldować decyzję na 100 metrach".
Co prawda w ten sposób KL tego nie przekazał: "Polski 101, i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg", ale to rozumie się samo przez się. Na wysokości decyzji (decyzji załogi, a nie GKL) załoga melduje swoją decyzję, po czym dostaje lub nie zgodę na lądowanie.
Widać, jak pracuje Ił-76 z GKL. Kwitują komendy, podają wysokość. Zupełnie inna jakość w porównaniu z naszym.
Nasze zarzuty w tym świetle są jeszcze bardziej bezpodstawne. Kompromitacja do kwadratu.
Chcę sprostować swoje słowa o "Logice". To stanowisko dowodzenia (SD) WTA (wojskowego lotnictwa transportowego) w Moskwie, a nie SD w Twerze (byłe SD dywizji)"."
Opinia III:
"Parametry ścieżki nie mają nic do rzeczy w danym przypadku. Zostało to wyjaśnione w raporcie przekonywająco. Napisano tam, iż praktyka pracy KSL pokazuje, że komenda "na glissadie" podawana jest zawsze w przypadku znajdowania się znacznika samolotu w strefie dopuszczalnych odchyleń. Załoga nie kontrolowała ścieżki na podstawie przyrządów, a co powinno być jej głównym zadaniem podczas podejścia - tu tkwi przyczyna. Na ekranach PRŁ (radiolokator lądowania) widzieli to, co widzieli. Nie dało się z nich wnioskować o wysokości lotu. Dopiero po zestawieniu informacji o wysokości podanej przez załogę z odległością od progu, KSL (kierownik ślepego lądowania) podaje poprawki do położenia samolotu w płaszczyźnie pionowej. Nie ma innej możliwości. Druga sprawa, że załoga powinna robić to sama. Nie robiła. W raporcie jest w związku z tym zdanie, że w praktyce zajście wg RSL nie było wykonywane. Zgadzam się z tym w zupełności. KSL powinien wymusić podawanie wysokości. Tyle że od 300 m załoga korzystała z RW (ponoć taka jest "technologia" w 36 pułku), czym tylko dezinformowaliby KSL. Zasada jest prosta, KSL nie pownien przeszkadzać. A pomagać może tylko pod warunkiem istnienia kontaktu z załogą i otrzymywania od niej prawidłowych danych. Tu tego nie było.
Teraz będą wałkować sprawę komendy dowódcy. Nawet jeżeli padła, jakie działania podjęto, żeby ją realizować? Nic tu nie udowodnimy. Zapis środków OKL (obiektywnej kontroli lotów) jest bezlitosny"."
I na koniec informacja oraz pytanie:
Minimum kpt. TU-154M do podchodzenia w trudnych warunkach wynosiło 120m x 1000m, czemu więc zgodził się schodzić na 100m x 800m, skoro nie miał takich uprawnień? Czemu w ogóle zgodził się na próbne podejście w takich warunkach?
Póki co fachowcy swoje, a politycy swoje. Jesienią przecież wybory, więc gra się tragedią na lewo i prawo, jak komu wygodniej. Ważniejsza od wstydu i prawdy jest władza, władza za wszelką cenę. A świat patrzy z politowaniem!
Komentarze
Prześlij komentarz