Fakty i opinie
LIST OTWARTY
List otwarty do
Członków Stowarzyszenia „Solidarna Gmina”,
którzy wybiorą się niebawem na Walne Zebranie.
Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy,
podobny list skierowałem do Was pocztą przed kilkoma miesiącami. Według mnie zaistniały okoliczności, które zmuszają mnie do zmodyfikowania jego treści i skierowania go drogą „listu otwartego”, bowiem społeczność gminna zbyt dużo plotkuje na Nasz temat, aby te relacje utajniać. Uważam, że jestem to winien nie tylko Wam, lecz także mieszkańcom gminy.
Drogie Koleżanki i Koledzy,
na najbliższym Walnym Zebraniu zadecydujecie o dalszym losie stowarzyszenia.
Sądzę, że mam moralne prawo skierowania do Was listu otwartego, jako współtwórca stowarzyszenia, współtwórca jego nazwy, jako osoba, która przez czas jego dotychczasowego istnienia odgrywała w niej istotną rolę i bezpośrednio dźwigała za to odpowiedzialność prawną oraz moralną, sygnując każde jego działanie swoim imieniem i nazwiskiem, poddając się jednocześnie pełnej publicznej ocenie.
Chcę się z Wami podzielić moimi obawami i nadziejami.
Uważam, że debatując nad przyszłością stowarzyszenia, powinniście odpowiedzieć sobie na kluczowe pytania: Co zrobiliśmy w okresie dotychczasowego istnienia? Jaki czas przyszedł dla Stowarzyszenia „Solidarna Gmina”?
Skończył się dla Stowarzyszenia „ten czas”, który trwał przez ostatnie trzy lata. Nastał czas próby. Wszystko zależy od Was. Dla Stowarzyszenia skończył się czas bezpośredniej walki, teraz powinien zacząć się czas pracy. Dla gminy Śniadowo, na naszych oczach i przy naszym współudziale, zaczęła się nowa, niekoniecznie łatwa kadencja, ale niewątpliwie wreszcie zmieniająca jej oblicze w kierunku pozytywnym.
Kiedy zaczyna się czas pracy, we wspólnocie jakim jest gmina, pojawia się naturalna potrzeba współdziałania. Współdziałać i współpracować to coś innego, niż rządzić. We wspólnocie, współpraca wyłania się poprzez świadomość głównych celów. Stowarzyszenie to nie tylko - czy nie przede wszystkim - członkowie, ale także grupy, które reprezentują, i w których mają oparcie. W demokratycznym systemie zbiorowym ważnym współpracownikiem może być m.in. organizacja społeczna.
Stowarzyszenie „Solidarna Gmina” jest być może jedyną obecnie organizacją w gminie - z racji czytelnych celów statutowych - która powinna skutecznie ubiegać się o partnerską partycypację i współpracę, jeśli tylko przemyśli swoje błędy i dokona wewnętrznego przegrupowania, afiliacji i filiacji swojego środowiska, czyli dokona reformy o podłożu interferencyjnym i organizacyjnym.
Z tego punktu widzenia trzeba odpowiedzieć na pytanie: Czy jest inna organizacja lub grupa ludzi, która będzie w stanie zaspokoić potrzebę współodpowiedzialności na płaszczyźnie partnerskiego współdziałania i współpracy, pojawiającą się wraz z nadejściem trudnego czasu? Odpowiedź na to pytanie brzmi: Oprócz Stowarzyszenia „Solidarna Gmina” takiej organizacji i grupy o określonych celach i sposobach na rozwój gminy raczej obecnie nie ma. Nie spełniają takich czytelnych warunków żadne z grup, ani skupionych wokół wójta, ani utożsamianych z lokalnymi autorytetami. Obie operują w dużych, ale specyficznych niszach o różnych, nie zawsze zbieżnych celach i już choćby z tego powodu nie mogą ubiegać się o wyłączność na przewodzenie, choć na pewno będą to robić, bo mają do tego prawo. Pierwsza grupa z racji mocnego społecznego mandatu, druga z racji „narzuconego układu”. Musi odejść w przeszłość pogląd tych grup, których podstawowym przesłaniem było sformułowanie w czasie beztroskim i mało odpowiedzialnym a już na szczęście minionym: jest dobrze, tylko pozbądźmy się Stowarzyszenia „Solidarna Gmina”, a będzie jeszcze lepiej, a przy tym lekko, łatwo i przyjemnie.
W obecnym stanie rzeczy, Stowarzyszenie „Solidarna Gmina” jest zdolne do sięgnięcia po współudział. Praktycznie Stowarzyszenie jest jedyną prawnie zorganizowaną grupą, która jest w stanie się o nie skutecznie ubiegać, jeśli tylko przemyśli swoje błędy i dokona wewnętrznej reformy oraz modyfikacji swojego podstawowego przesłania, natomiast marzenia, plany i zamiary przełoży na konkretną pracę, co w tym czasie jest wręcz niezbędne.
Nie należy się okłamywać, że wiele zmieniło posadowienie na kilka miesięcy na urzędzie „komisarza”, które owocowało projektami o pozyskanie środków zewnętrznych na wskazane cele i modernizacją dla sprawnego funkcjonowania gminy, bo tego typu działania, z racji małej świadomości społecznej i mentalności mieszkańców gminy nie trafiają do ogółu. Realizacja celów statutowych funkcjonuje w obrębie przesłania, a przesłania Stowarzyszenie nie pisze, ale tworzy mocą różnych działań w swoich środowiskach składających się na spójną całość. A przesłanie, które niektórzy członkowie Stowarzyszenia wytworzyli po odwołaniu "szkodnika", działało w dużym stopniu przeciwko Stowarzyszeniu.
Po pierwsze. Stowarzyszenie jest postrzegane jako organizacja troszcząca się o Gminę, ale jednocześnie nadąsana na mentalność mieszkańców. Stowarzyszenie nadal nie rozumie przyczyn porażki wyborczej swojego kolegi. Jedyna diagnoza, jaka została sformułowana, to: przegraliśmy przez Dulewicza, no i może trochę z powodu tego, że ludzie w poczuciu braku odpowiedzialności za gminę byli przeciwko nam. Jest prawdą, że Stowarzyszenie i „komisarz” byli po odwołaniu byłego wójta przedmiotem szczególnej kampanii insynuacji, nienawiści, kalumni i pomówień ze strony dużej grupy społeczności gminnej. Jest prawdą, że miało to wpływ na wynik jesiennych wyborów. Ale jest też prawdą, że pewna część członków wbrew interesowi stowarzyszenia, z racji pilnowania osobistych interesów, również na ten niekorzystny wizerunek pracowała. Ponadto wstydzenie się Dulewicza, próba ukrycia jego osoby, brak publicznego ujawnienia zakresu jego pracy z chwilą zatrudnienia w administracji, brak otwartego poparcia dla niesionych idei, obrona niezrozumiałych stref wpływów, wzmaganie dystansu mieszkańców do niego a jednocześnie poważny jego drenaż intelektualny odnosiły skutek odwrotny do zamierzonego. W konsekwencji dochodziło do wypaczonych opinii i ocen mojej osoby i roli, jaką wypełniałem niekoniecznie z własnej woli, a już na pewno nie we własnym interesie.
Po drugie. W wyniku ww. działań pojawiły się ówcześnie nowe powody, by znaczna część wyborców obawiała się zdobycia władzy przez stowarzyszenie. Ten powód, to obawa przed instrumentalnym potraktowaniem, to utrata wiarygodności w roli organizacji zaufania. Wyborca bombardowany komunikatami o rozdźwiękach w stowarzyszeniu i obnoszenie się z tym na zewnątrz, a także z powodu nadań personalnych i walki o etaty mogła (według rachunku prawdopodobieństwa) dojść do przykrego wniosku: Ci ludzie powiedzą wszystko i zrobią wszystko, żeby zdobyć władzę, a potem liczyć się z nami nie będą. Walczyli o porządek i normalność w gminie, a teraz się okazuje, że szli wyłącznie po władzę i pracę, zatracając reguły obowiązujące w społecznej organizacji mającej statutem jasno określone cele. Nie ma partycypacji bez głęboko zakorzenionego zaufania publicznego. Stowarzyszenie nie powinno troszczyć się o siebie, ale przede wszystkim myśleć jak pozyskać zaufanie.
Po trzecie. Warunkiem osiągnięcia przez Stowarzyszenia partnerstwa w gminie jest przerwanie, właśnie przez członków Stowarzyszenia, zaklętego kręgu plotkarstwa, strojenia z prozaicznych powodów fochów i jałowości konfliktów. Jałowość i jarmarczność konfliktów została wpisana w plan klakierów byłego wójta. Przy jego rządach miało być fajnie, przyjemnie, gdy nie będzie Stowarzyszenia. I takie realne zagrożenie ponownie wraca, albowiem część tego zaplecza nadal funkcjonuje pod parasolem ochronnym bagatelizowania, układzików i niewiedzy. Stowarzyszenie powinno od takich uwarunkowań uciekać i je piętnować.
Wraz z nadejściem „normalnego czasu” dla gminy, zmienia się klimat celów i celowości. Dlatego Stowarzyszenie, które zdecydowanie, ale wiarygodnie i konsekwentnie, odrzuci obecną jałowość konfliktów w swoim łonie, a wystąpi - zgodnie z zapisami statutowymi - z programem pomocy dla przywrócenia gminie powagi i impetu do rozwoju, uzyska tytuł do ubiegania się o partnerstwo w gminie. Zreformowanie myślenia, odrzucenie partykularyzmu i śmiesznej prywaty oraz zaakceptowanie poglądu, że może być dobrze i wspólnie, ma ogromne możliwości odnieść sukces. Przeszłość jest dowodem, że tego typu organizacja jest gminie niezbędna, może być strażnikiem praworządności, zgodnego z ustawą funkcjonowania samorządu i władz, ale i dać z siebie wszystko na potrzeby sprawnego funkcjonowania gminy. Drugi raz takiej szansy sobie nie dacie. Zanim podejmiecie decyzje o przyszłości stowarzyszenia, zastanówcie się głęboko, bo według mnie już następna okazja dla wypełnienia pustej przestrzeni się nie zdarzy. Było to pierwszy i, jak mniemam, ostatni raz.
Szanowne Koleżanki i Koledzy,
w obliczu okoliczności, zdarzeń i tego wszystkiego, w czym wspólnie uczestniczyliśmy przez trzy lata, jest mi przykro, że dokonuje się fałszywych ocen, przekłamań faktów, konfabulacji, co skutkuje brakiem introspekcji i samooceny. Twierdzeniem, że stowarzyszenie „wypełniło swoją misję i należy się zastanowić nad jego dalszym istnieniem”, stawia się moją osobę pod murem, ale i kompromituje ideę powstania tej organizacji. W obliczu takich postaw i zachowań czuję się człowiekiem wykorzystanym i bardzo oszukanym, potraktowanym bardzo instrumentalnie. Być może przegrałem z wiarą w człowieka? Nie wiem, czy jestem w tym odczuciu odosobniony. Teraz, z perspektywy czasu, postrzegam namacalne dowody, które świadczą, że nie wykluczone, iż ta organizacja została powołana dla osiągnięcia osobistych celów dla sporej części jej członków. A teraz, w obliczu zdarzeń i rzeczywistości przeszkadza w zaspakajaniu ich dalszych, moim zdaniem, indywidualnych ambicji. Podejmijcie się próby zatarcia tych niemiłych skojarzeń. Warto.
Nie żałuję tych trzech lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń, przyjmowania gróźb i pomówień, odejmowania od ust, nieprzespanych nocy, przykrych konsekwencji stanowczych działań, odwagi cywilnej, poświęcenia autorytetu własnego i rodziny oraz wzięcia na siebie pełnej odpowiedzialności prawnej. Poznanie ludzi, zgłębienie środowiska to kolejne doświadczenia. Nie jest mi ciężko z rzeczywistością, bowiem moje doświadczenie w pracy społeczno-politycznej pozwalało wiele przewidzieć. Dużo by pisać, ale uznałem, że nie ma sensu ponowna analiza tego wszystkiego, w tym także co stowarzyszenie osiągnęło i jakie zmiany spowodowało w historii gminy. Uważam, że podobnie jak mieszkańcy gminy, tak i członkowie stowarzyszenia dopiero za parę lat uświadomią sobie skalę i efekty naszych działań na rzecz naprawienia gminy. Zgadzam się z obecnym poglądem, że diametralnie zmienia się oblicze gminy. Ale w tym miejscu nieodzowne jest precyzyjne określenie z Waszej strony, co głównie spowodowało, iż taki proces mógł nabrać pozytywnego impetu. Że tak naprawdę nazwijmy to uczciwie sukcesem nas wszystkich.
Okoliczności zaistniałe w roku minionym, a także ostatnie wydarzenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie jestem już stowarzyszeniu i pewnej grupie ludzi potrzebny, że wręcz moja osoba blokuje możliwość ich rozwoju i działania oraz chęci Bycia przez duże „B”. Na pewno w wielu sprawach popełniałem błędy, nie jestem istotą nieomylną, nikt nią nie jest. Potrzebujecie głębokiego oddechu, nowego powiewu, beze mnie będzie to możliwe, naturalne i nieskrępowane. Być może nie nadążamy za sobą? A i wielu wreszcie odsapnie. Dość szukania przyczyn. Nabrałem świadomego i pełnego przekonania, że nie powinienem wziąć udziału w obradach najbliższego Walnego Zebrania, że nie powinienem być nadal prezesem i członkiem tej organizacji. Sądzę, że wyczerpała się możliwość naszej dalszej współpracy, została zatracona płaszczyzna kompromisów i zafałszowano faktyczny podział odpowiedzialności. Uważam, że wielu członków stowarzyszenia powinno uczciwie odpowiedzieć Walnemu Zebraniu, w jakim celu współtworzyli stowarzyszenie i jakie wiązali z tym oczekiwania, i na ile według własnych ocen spełnili się w tym co robili.
Serdecznie wszystkim dziękuję za pomoc, wsparcie w moich działaniach podczas pełnienia przeze mnie funkcji prezesa stowarzyszenia. Szczególne podziękowania kieruję do Ryszarda Krajewskiego, ale także Bożeny Cienkus i Cezarego Polkowskiego. Wykonaliśmy wspólnie kawał morderczej pracy. Szczerze Wam dziękuję!
Serdecznie wszystkich Członków stowarzyszenia pozdrawiam, życząc jednocześnie spełniania się we wszelkich pozytywnych działaniach, szczególnie tych w obszarze społecznym.
Poniżej upubliczniam swoją rezygnację, aby nie było spekulacji i niedomówień.
Śniadowo, dnia 22 stycznia 2011 r.
List otwarty do
Członków Stowarzyszenia „Solidarna Gmina”,
którzy wybiorą się niebawem na Walne Zebranie.
Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy,
podobny list skierowałem do Was pocztą przed kilkoma miesiącami. Według mnie zaistniały okoliczności, które zmuszają mnie do zmodyfikowania jego treści i skierowania go drogą „listu otwartego”, bowiem społeczność gminna zbyt dużo plotkuje na Nasz temat, aby te relacje utajniać. Uważam, że jestem to winien nie tylko Wam, lecz także mieszkańcom gminy.
Drogie Koleżanki i Koledzy,
na najbliższym Walnym Zebraniu zadecydujecie o dalszym losie stowarzyszenia.
Sądzę, że mam moralne prawo skierowania do Was listu otwartego, jako współtwórca stowarzyszenia, współtwórca jego nazwy, jako osoba, która przez czas jego dotychczasowego istnienia odgrywała w niej istotną rolę i bezpośrednio dźwigała za to odpowiedzialność prawną oraz moralną, sygnując każde jego działanie swoim imieniem i nazwiskiem, poddając się jednocześnie pełnej publicznej ocenie.
Chcę się z Wami podzielić moimi obawami i nadziejami.
Uważam, że debatując nad przyszłością stowarzyszenia, powinniście odpowiedzieć sobie na kluczowe pytania: Co zrobiliśmy w okresie dotychczasowego istnienia? Jaki czas przyszedł dla Stowarzyszenia „Solidarna Gmina”?
Skończył się dla Stowarzyszenia „ten czas”, który trwał przez ostatnie trzy lata. Nastał czas próby. Wszystko zależy od Was. Dla Stowarzyszenia skończył się czas bezpośredniej walki, teraz powinien zacząć się czas pracy. Dla gminy Śniadowo, na naszych oczach i przy naszym współudziale, zaczęła się nowa, niekoniecznie łatwa kadencja, ale niewątpliwie wreszcie zmieniająca jej oblicze w kierunku pozytywnym.
Kiedy zaczyna się czas pracy, we wspólnocie jakim jest gmina, pojawia się naturalna potrzeba współdziałania. Współdziałać i współpracować to coś innego, niż rządzić. We wspólnocie, współpraca wyłania się poprzez świadomość głównych celów. Stowarzyszenie to nie tylko - czy nie przede wszystkim - członkowie, ale także grupy, które reprezentują, i w których mają oparcie. W demokratycznym systemie zbiorowym ważnym współpracownikiem może być m.in. organizacja społeczna.
Stowarzyszenie „Solidarna Gmina” jest być może jedyną obecnie organizacją w gminie - z racji czytelnych celów statutowych - która powinna skutecznie ubiegać się o partnerską partycypację i współpracę, jeśli tylko przemyśli swoje błędy i dokona wewnętrznego przegrupowania, afiliacji i filiacji swojego środowiska, czyli dokona reformy o podłożu interferencyjnym i organizacyjnym.
Z tego punktu widzenia trzeba odpowiedzieć na pytanie: Czy jest inna organizacja lub grupa ludzi, która będzie w stanie zaspokoić potrzebę współodpowiedzialności na płaszczyźnie partnerskiego współdziałania i współpracy, pojawiającą się wraz z nadejściem trudnego czasu? Odpowiedź na to pytanie brzmi: Oprócz Stowarzyszenia „Solidarna Gmina” takiej organizacji i grupy o określonych celach i sposobach na rozwój gminy raczej obecnie nie ma. Nie spełniają takich czytelnych warunków żadne z grup, ani skupionych wokół wójta, ani utożsamianych z lokalnymi autorytetami. Obie operują w dużych, ale specyficznych niszach o różnych, nie zawsze zbieżnych celach i już choćby z tego powodu nie mogą ubiegać się o wyłączność na przewodzenie, choć na pewno będą to robić, bo mają do tego prawo. Pierwsza grupa z racji mocnego społecznego mandatu, druga z racji „narzuconego układu”. Musi odejść w przeszłość pogląd tych grup, których podstawowym przesłaniem było sformułowanie w czasie beztroskim i mało odpowiedzialnym a już na szczęście minionym: jest dobrze, tylko pozbądźmy się Stowarzyszenia „Solidarna Gmina”, a będzie jeszcze lepiej, a przy tym lekko, łatwo i przyjemnie.
W obecnym stanie rzeczy, Stowarzyszenie „Solidarna Gmina” jest zdolne do sięgnięcia po współudział. Praktycznie Stowarzyszenie jest jedyną prawnie zorganizowaną grupą, która jest w stanie się o nie skutecznie ubiegać, jeśli tylko przemyśli swoje błędy i dokona wewnętrznej reformy oraz modyfikacji swojego podstawowego przesłania, natomiast marzenia, plany i zamiary przełoży na konkretną pracę, co w tym czasie jest wręcz niezbędne.
Nie należy się okłamywać, że wiele zmieniło posadowienie na kilka miesięcy na urzędzie „komisarza”, które owocowało projektami o pozyskanie środków zewnętrznych na wskazane cele i modernizacją dla sprawnego funkcjonowania gminy, bo tego typu działania, z racji małej świadomości społecznej i mentalności mieszkańców gminy nie trafiają do ogółu. Realizacja celów statutowych funkcjonuje w obrębie przesłania, a przesłania Stowarzyszenie nie pisze, ale tworzy mocą różnych działań w swoich środowiskach składających się na spójną całość. A przesłanie, które niektórzy członkowie Stowarzyszenia wytworzyli po odwołaniu "szkodnika", działało w dużym stopniu przeciwko Stowarzyszeniu.
Po pierwsze. Stowarzyszenie jest postrzegane jako organizacja troszcząca się o Gminę, ale jednocześnie nadąsana na mentalność mieszkańców. Stowarzyszenie nadal nie rozumie przyczyn porażki wyborczej swojego kolegi. Jedyna diagnoza, jaka została sformułowana, to: przegraliśmy przez Dulewicza, no i może trochę z powodu tego, że ludzie w poczuciu braku odpowiedzialności za gminę byli przeciwko nam. Jest prawdą, że Stowarzyszenie i „komisarz” byli po odwołaniu byłego wójta przedmiotem szczególnej kampanii insynuacji, nienawiści, kalumni i pomówień ze strony dużej grupy społeczności gminnej. Jest prawdą, że miało to wpływ na wynik jesiennych wyborów. Ale jest też prawdą, że pewna część członków wbrew interesowi stowarzyszenia, z racji pilnowania osobistych interesów, również na ten niekorzystny wizerunek pracowała. Ponadto wstydzenie się Dulewicza, próba ukrycia jego osoby, brak publicznego ujawnienia zakresu jego pracy z chwilą zatrudnienia w administracji, brak otwartego poparcia dla niesionych idei, obrona niezrozumiałych stref wpływów, wzmaganie dystansu mieszkańców do niego a jednocześnie poważny jego drenaż intelektualny odnosiły skutek odwrotny do zamierzonego. W konsekwencji dochodziło do wypaczonych opinii i ocen mojej osoby i roli, jaką wypełniałem niekoniecznie z własnej woli, a już na pewno nie we własnym interesie.
Po drugie. W wyniku ww. działań pojawiły się ówcześnie nowe powody, by znaczna część wyborców obawiała się zdobycia władzy przez stowarzyszenie. Ten powód, to obawa przed instrumentalnym potraktowaniem, to utrata wiarygodności w roli organizacji zaufania. Wyborca bombardowany komunikatami o rozdźwiękach w stowarzyszeniu i obnoszenie się z tym na zewnątrz, a także z powodu nadań personalnych i walki o etaty mogła (według rachunku prawdopodobieństwa) dojść do przykrego wniosku: Ci ludzie powiedzą wszystko i zrobią wszystko, żeby zdobyć władzę, a potem liczyć się z nami nie będą. Walczyli o porządek i normalność w gminie, a teraz się okazuje, że szli wyłącznie po władzę i pracę, zatracając reguły obowiązujące w społecznej organizacji mającej statutem jasno określone cele. Nie ma partycypacji bez głęboko zakorzenionego zaufania publicznego. Stowarzyszenie nie powinno troszczyć się o siebie, ale przede wszystkim myśleć jak pozyskać zaufanie.
Po trzecie. Warunkiem osiągnięcia przez Stowarzyszenia partnerstwa w gminie jest przerwanie, właśnie przez członków Stowarzyszenia, zaklętego kręgu plotkarstwa, strojenia z prozaicznych powodów fochów i jałowości konfliktów. Jałowość i jarmarczność konfliktów została wpisana w plan klakierów byłego wójta. Przy jego rządach miało być fajnie, przyjemnie, gdy nie będzie Stowarzyszenia. I takie realne zagrożenie ponownie wraca, albowiem część tego zaplecza nadal funkcjonuje pod parasolem ochronnym bagatelizowania, układzików i niewiedzy. Stowarzyszenie powinno od takich uwarunkowań uciekać i je piętnować.
Wraz z nadejściem „normalnego czasu” dla gminy, zmienia się klimat celów i celowości. Dlatego Stowarzyszenie, które zdecydowanie, ale wiarygodnie i konsekwentnie, odrzuci obecną jałowość konfliktów w swoim łonie, a wystąpi - zgodnie z zapisami statutowymi - z programem pomocy dla przywrócenia gminie powagi i impetu do rozwoju, uzyska tytuł do ubiegania się o partnerstwo w gminie. Zreformowanie myślenia, odrzucenie partykularyzmu i śmiesznej prywaty oraz zaakceptowanie poglądu, że może być dobrze i wspólnie, ma ogromne możliwości odnieść sukces. Przeszłość jest dowodem, że tego typu organizacja jest gminie niezbędna, może być strażnikiem praworządności, zgodnego z ustawą funkcjonowania samorządu i władz, ale i dać z siebie wszystko na potrzeby sprawnego funkcjonowania gminy. Drugi raz takiej szansy sobie nie dacie. Zanim podejmiecie decyzje o przyszłości stowarzyszenia, zastanówcie się głęboko, bo według mnie już następna okazja dla wypełnienia pustej przestrzeni się nie zdarzy. Było to pierwszy i, jak mniemam, ostatni raz.
Szanowne Koleżanki i Koledzy,
w obliczu okoliczności, zdarzeń i tego wszystkiego, w czym wspólnie uczestniczyliśmy przez trzy lata, jest mi przykro, że dokonuje się fałszywych ocen, przekłamań faktów, konfabulacji, co skutkuje brakiem introspekcji i samooceny. Twierdzeniem, że stowarzyszenie „wypełniło swoją misję i należy się zastanowić nad jego dalszym istnieniem”, stawia się moją osobę pod murem, ale i kompromituje ideę powstania tej organizacji. W obliczu takich postaw i zachowań czuję się człowiekiem wykorzystanym i bardzo oszukanym, potraktowanym bardzo instrumentalnie. Być może przegrałem z wiarą w człowieka? Nie wiem, czy jestem w tym odczuciu odosobniony. Teraz, z perspektywy czasu, postrzegam namacalne dowody, które świadczą, że nie wykluczone, iż ta organizacja została powołana dla osiągnięcia osobistych celów dla sporej części jej członków. A teraz, w obliczu zdarzeń i rzeczywistości przeszkadza w zaspakajaniu ich dalszych, moim zdaniem, indywidualnych ambicji. Podejmijcie się próby zatarcia tych niemiłych skojarzeń. Warto.
Nie żałuję tych trzech lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń, przyjmowania gróźb i pomówień, odejmowania od ust, nieprzespanych nocy, przykrych konsekwencji stanowczych działań, odwagi cywilnej, poświęcenia autorytetu własnego i rodziny oraz wzięcia na siebie pełnej odpowiedzialności prawnej. Poznanie ludzi, zgłębienie środowiska to kolejne doświadczenia. Nie jest mi ciężko z rzeczywistością, bowiem moje doświadczenie w pracy społeczno-politycznej pozwalało wiele przewidzieć. Dużo by pisać, ale uznałem, że nie ma sensu ponowna analiza tego wszystkiego, w tym także co stowarzyszenie osiągnęło i jakie zmiany spowodowało w historii gminy. Uważam, że podobnie jak mieszkańcy gminy, tak i członkowie stowarzyszenia dopiero za parę lat uświadomią sobie skalę i efekty naszych działań na rzecz naprawienia gminy. Zgadzam się z obecnym poglądem, że diametralnie zmienia się oblicze gminy. Ale w tym miejscu nieodzowne jest precyzyjne określenie z Waszej strony, co głównie spowodowało, iż taki proces mógł nabrać pozytywnego impetu. Że tak naprawdę nazwijmy to uczciwie sukcesem nas wszystkich.
Okoliczności zaistniałe w roku minionym, a także ostatnie wydarzenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie jestem już stowarzyszeniu i pewnej grupie ludzi potrzebny, że wręcz moja osoba blokuje możliwość ich rozwoju i działania oraz chęci Bycia przez duże „B”. Na pewno w wielu sprawach popełniałem błędy, nie jestem istotą nieomylną, nikt nią nie jest. Potrzebujecie głębokiego oddechu, nowego powiewu, beze mnie będzie to możliwe, naturalne i nieskrępowane. Być może nie nadążamy za sobą? A i wielu wreszcie odsapnie. Dość szukania przyczyn. Nabrałem świadomego i pełnego przekonania, że nie powinienem wziąć udziału w obradach najbliższego Walnego Zebrania, że nie powinienem być nadal prezesem i członkiem tej organizacji. Sądzę, że wyczerpała się możliwość naszej dalszej współpracy, została zatracona płaszczyzna kompromisów i zafałszowano faktyczny podział odpowiedzialności. Uważam, że wielu członków stowarzyszenia powinno uczciwie odpowiedzieć Walnemu Zebraniu, w jakim celu współtworzyli stowarzyszenie i jakie wiązali z tym oczekiwania, i na ile według własnych ocen spełnili się w tym co robili.
Serdecznie wszystkim dziękuję za pomoc, wsparcie w moich działaniach podczas pełnienia przeze mnie funkcji prezesa stowarzyszenia. Szczególne podziękowania kieruję do Ryszarda Krajewskiego, ale także Bożeny Cienkus i Cezarego Polkowskiego. Wykonaliśmy wspólnie kawał morderczej pracy. Szczerze Wam dziękuję!
Serdecznie wszystkich Członków stowarzyszenia pozdrawiam, życząc jednocześnie spełniania się we wszelkich pozytywnych działaniach, szczególnie tych w obszarze społecznym.
Z wyrazami szacunku, Zbigniew Dulewicz.
Poniżej upubliczniam swoją rezygnację, aby nie było spekulacji i niedomówień.
Komentarze
Prześlij komentarz