Refleksje

Jeśli ślub to
TYLKO KOŚCIELNY


   Przeciwnik na tyle pozbawiony jest argumentów i możliwości uczciwej gry, że walczy metodami nie tylko poniżej pasa, lecz wręcz żałośnie i mechanizmami urągającymi wszelkim zasadom przyzwoitości. Na mój temat wylał tyle pomyj, że niejedną gminę paszkwilami by nakarmił do syta. Nie powinienem na te jego bzdety reagować, obraża to bowiem moją inteligencję. Jednakże skala głupoty, jaką reprezentuje w walce o fotel a jednocześnie pomówienia, jakie niekiedy w pewniki zamienia, które następnie są przez nieświadomych plotkarzy gminnych powielane – zmuszają mnie do wyjawienia wszystkim nie mającym amnezji prawdy dobrze znanej.
   Dla wyjaśnienia powiem, iż snuje się po gminie głośno noszona plotka z ust do ust, że aż dech zapiera. Przeciwnik nie ma już czym elektoratu nakarmić, więc plecie bzdury i zmarłych oraz Bogu ducha winnych w kamasze kłamstwa ubiera, sam ociekając obślizgłym starokawalerstwem. Plecie więc, że ani moi rodzice, ani ja zawierając związki małżeńskie ślubów kościelnych nie braliśmy. I żeby plótł to ot tak sobie, nie dla celów kampanii, słowa na ten temat bym nie napisał. A że robi to wrednie dla celów bardzo partykularnych, bowiem tonie i brzytwy się chwyta, pozwalam sobie wyjaśnienia krótkiego udzielić, aby owe plugastwa przestały przynajmniej wśród ludzi zacnych być brane za aksjomat.

Wyjaśniam więc publicznie i odpowiedzialnie, że:

1.   Moi dziadkowie ze strony ojca, Michalina Zoń i Tomasz Dulewicz, zawarli związek małżeński przed Bogiem i licznie zgromadzonymi świadkami w kościele pw. św. Wawrzyńca w Kleczkowie, a ślubu udzielił im Proboszcz ks. Franciszek Myśliński.

2.   Moi dziadkowie ze strony matki, Genowefa Lachowska i Julian Zwierzyński, zawarli związek małżeński przed Bogiem i licznie zgromadzonymi świadkami w kościele pw. św. Wojciecha BM w Szczepankowie, a ślubu im udzielił Proboszcz ks. Franciszek Mateuszczyk.

3.   Moim rodzice, Julia Zwierzyńska i Marian Dulewicz, zawarli związek małżeński przed Bogiem i licznie zgromadzonymi świadkami w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Śniadowie, a ślubu im udzielił Proboszcz ks. Kazimierz Romanowski.

4.   Ja i moja małżonka zawarliśmy związek małżeński przed Bogiem i licznie zgromadzonymi świadkami przed trzydziestoma laty w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Redle, a ślubu nam udzielił Proboszcz ks. Kazimierz Tomasiewicz.

5. Mój brat (jest nas dwoje rodzeństwa) Tomasz Dulewicz zawarł związek małżeński z Anną Szymkowiak przed Bogiem i licznie zgromadzonymi świadkami w kościele pw. NMP w Aachen (Niemcy), a ślubu im udzielił Proboszcz ks. Jan Urbanek.

   Okoliczności zaś uiszczenia mojej ofiary za ślub na tyle są ciekawe, że warte dla ogółu upublicznienia. I proszę tego źle nie zrozumieć. Podaje to raczej jako obyczajową ciekawostkę, która dla wścibskich prawników przedawnioną jest i dociekania już nie wartą. Ślub bowiem „dużo mnie kosztował”, a tak naprawdę ofiara w pomoc się zamieniła życzliwemu Proboszczowi, który w ówczesnym okresie w potrzebie był.
   A było tak. Kiedy odwiedziłem ks. Tomasiewicza na plebanii, aby szczegóły ślubu omówić, doszliśmy w końcówce ciekawego dyskursu do wysokości ofiary, jaką miałbym złożyć „co łaska” za ślubu udzielenie. Padały różne kwoty, targowaliśmy się po ludzku, a nie jak kutwy pazerne. I nagle Proboszcz zwierzył się, że problem ma, a z wiedzy jego wynika – powiada – iż mogę go z kłopotu wybawić. Otóż w tamtych czasach trudno było nabyć wiele towarów. Ksiądz plebanię remontował i centralne ogrzewanie instalował. Sieć podłączył, piec walny zamontował, tylko brakowało grzejników. Powiada, że ja, gdybym chciał – a możliwości mam przez szwagra zamieszkałego w Kołobrzegu, dodał – to takich z 40. grzejników załatwiłbym minimum w dwie niedziele. Sztuk tyle trzeba, powiada, bo i w kościele kilka by zamontował. Słowa tak zacnego Proboszcza dla mnie rozkazem. Przystałem. Nie minęła jedna niedziela, a grzejniki na plebanię dotarły, w ramach prezentu, bo inaczej nie wypadało w tych czasach trudnych. Ślub więc „nienaturalnie” opłacony, ale satysfakcja w słusznej sprawie świeża przez wszystkie trzydzieści lat małżeństwa.

   PS. Plecie kamasz, kłamie, pomawia, łamie prawo dzień w dzień. A zaplecze za kamaszem murem i tak stoi. Nie wierzę, że w imię Boga, Honoru i Ojczyzny. Nie wierzę, że w tym tkwi zagadka. Toż to niemodne już, by w kamasze się odziewać. Dzisiaj kamasze na obstalunek to lichy i krótkotrwały towar. Jesteśmy wolni, wybór obuwia na życzenie, jakie komu pasuje takie odziewa. A naprawdę jest z czego wybierać!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prowokacje

Wspomnijmy

Opinie