Fakty i opinie

Taktyka
SPALONEJ ZIEMI


     Jeśli informacje, jakie otrzymałem wczoraj wieczorem i dzisiejszego ranka pokrywają się z prawdą, to weekend i dni najbliższe zaowocują u mnie gigantycznym bólem głowy i zupełnym niezrozumieniem postawy niektórych osób, których obecne działania – mówiąc delikatnie – są dla mnie zupełnie niezrozumiałe i są zaprzeczeniem wartości, które w nich dostrzegałem i ceniłem. Przypomina mi to „taktykę spalonej ziemi”, która w efekcie może pchnąć gminę w jeszcze większe podziały i dać sukces człowiekowi, który w ciągu ostatnich lat rozmienił potencjał gminy na drobne, budżet spustoszył w komuszym stylu, a niektóre obszary życia społecznego sprowadził do poziomu absurdu.

     Pojęcie „taktyka spalonej ziemi” jest dobrze znane. Stosowali ją różni stratedzy, najczęściej pokonani, którzy w zastosowaniu tej skrajności upatrywali szansy na odniesienie nie teraz, to później, ale jednak zwycięstwa. Nierzadko odnosiło to zamierzony skutek. Jednakże wartym jest zastanowienia, czy taka taktyka przed drugą turą wyborów na wójta gminy Śniadowo ma jakikolwiek sens, nawet jeśli nosi to znamiona polityki długofalowej, mającej w bliżej nieokreślonym czasie dać sukces. Wiąże się to z ogromną odpowiedzialnością oraz niesie przecież poważne koszty społeczno-moralno-ekonomiczne, których ponownie gmina raczej nie jest w stanie udźwignąć.

     Spekulacja pewnej grupy, że wygrana Andrzeja Zaremby będzie na krótką metę, bo po przegranej sprawie o pomówienie ponownie wojewoda go odwoła i zostaną rozpisane nowe wybory jest funta kłaków warta. Jest to błędne rozumowanie, bowiem nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć czasookresu tej przepychanki i jej ostatecznego efektu. Możemy zaś bez ryzyka przewidzieć skutki ponownego wyboru tego szkodnika na najważniejszy urząd. I to jest istotą problemu. Pozostaje się zastanowić, czy zastosowanie „taktyki spalonej ziemi” równoważy się z celem i kosztami.

     Roznoszenie informacji, że dogadałem się po pierwszej turze z Rafałem Pstrągowskim jest dla mnie i, mniemam, zapewne dla niego bardzo krzywdzące. Deliberacja, że puszczenie takiej wiadomości w obieg może mu zaszkodzić świadczy o miałkości jego przeciwników, a poza tym jest grą co najmniej zabawną, na którą nikt zdroworozsądkowy nie da się nabrać. A już gwoli ścisłości dodam, że po pierwszej turze wyborów z panem Pstrągowskim oraz kimkolwiek z jego komitetu wyborczego nie miałem kontaktu i żadnych rozmów nie prowadziłem, nawet telefonicznych. Bo i po cóż mieliby ze mną rozmawiać? Próba związania mnie z tym kandydatem dla niecnych celów, miast smucić – wyłącznie śmieszy.

     Pomysł i ewentualne wprowadzenia w czyn „taktyki spalonej ziemi” świadczy o braku troski o gminę i może być casusem, z jakim mieliśmy do czynienia w wyborach prezydenckich, kiedy tuż po nich okazało się, że dopuszczono się oszustwa, gdyż jeden z kandydatów jest zupełnie innym człowiekiem niż postrzegali go ludzie w kampanii wyborczej. Pomysłodawcy „taktyki spalonej ziemi” na gruncie naszej gminy zamykają sobie wszystkie furtki, aby w przyszłości móc zaistnieć jako osoby publiczne, potrzebne gminie.

     Jak zawsze siedzę przy kawie i patrzę na gminę. Robię to od wielu lat. Od wielu też lat stałem po jakiejś stronie, i nadal po tej stronie stoję, nie zmieniam postrzegania. Ale kiedy dochodzi do moich uszu, że człowiek, który zapowiada wszem i wobec, iż zrobi ostrą rewolucję w szkole i w urzędzie i wszędzie, gdzie się da i ma zamiar ponownie wprowadzić politykę personalną i finansową rodem z piekła – może te wybory wygrać, a jakaś grupa ludzi, w których widziałem bardzo pozytywne wartości mu w tej wygranej chce pomóc, to niestety, ale z mojej strony zgody na to nie będzie. Ja też jestem wyborcą, i jak inni szukam od lat spokoju dla gminy. Ten względny spokój jest w zasięgu naszych rąk. Pomóżmy sobie. Otrzeźwiejmy. Przetrawmy wynik wyborów rozsądnie. Szukajmy alternatywy. Czas najwyższy na zmianę oblicza tej gminy. Nie doszło do tego w osobie Cezarego Polkowskiego, szkoda, gdyż realizacja jego wizji przyspieszyłaby rozwój; niech dojdzie w osobie Rafała Pstrągowskiego, też niesie spokój i postęp. I naprawdę jest mi zupełnie obojętne, jak będę postrzegany przez tę publikację, gdyż podobnie jak wielu mieszkańców gminy, także jestem zmęczony i głodny działania na rzecz pomyślności gminy, a nie jej degradacji, co uparcie czynił i chce czynić przez następne lata pusty intelektualnie człowieczek. I tyle.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prowokacje

Wspomnijmy

Opinie