Fakty i opinie
RZEKA – 2
Tadeusz BERNATOWICZ: Przypadło mi w udziale przeprowadzenie z tobą drugiej części rozmowy – wywiadu – rzeki.
Zacznę tak. Obchodziliśmy 11 listopada Święto Niepodległości. Nie było w gminie lasu flag, jest natomiast las plakatów wyborczych.
Zbigniew Dulewicz: Słuszna uwaga, ale nie sądzę, by było to objawem braku patriotyzmu ze strony społeczności. Prędzej składałbym to na karb lenistwa i braku poczucia tego ważnego obowiązku, który powinien skutkować m.in. wywieszeniem flagi w tym ważnym dla nas dniu. Las plakatów jest, bo i kandydatów do samorządu mamy bardzo dużo. Nie dopatrywałbym się w tym podtekstów, to normalna kolej rzeczy.
T. BERNATOWICZ: Wspomniałeś słowo patriotyzm, że nam go nie brakuje...
Z. Dulewicz: Upraszczasz pojęcie, powiedziałem to w odniesieniu do konkretnej sprawy, wywieszania flag a nie generalnie o patriotyzmie.
T. BERNATOWICZ: A według ciebie jesteśmy patriotami? Czym powinien się objawiać patriotyzm?
Z. Dulewicz: To rozległy temat. Jego omówienie wymaga podziału na dwie części: patriotyzm w tym klasyczny, modelowym znaczeniu oraz patriotyzm współczesny, przełożony na codzienne działanie człowieka. Według mnie taki podział jest konieczny, wymusza to na nas pęd postępu, choć oczywiście oba wymienione aspekty są ze sobą nierozłączne.
T. BERNATOWICZ: Zacznijmy od tego klasycznego, modelowego, jak powiedziałeś.
Z. Dulewicz: Mówiąc najprościej, patriotyzm to postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a często także gotowością do poświęcenia własnego zdrowia lub życia dla jej dobra. To jest słownikowy, bardzo ogólny, ale dość trafny i precyzyjny model.
T. BERNATOWICZ: Jak to się ma do naszej codzienności?
Z. Dulewicz: Współcześnie patriota to człowiek interesujący się przeszłością kraju, jego dorobkiem kulturalnym i gospodarczym, tradycjami i wartościami. Patriotyzm to również poznawanie życiorysów wielkich rodaków, ważnych wydarzeń historycznych, to respektowanie świąt narodowych. Patriotyzmem jest również szacunek i cześć składana symbolom naszej ojczyzny, a więc godłu, fladze i hymnowi narodowemu. Przejawem tego jest m.in. wywieszanie flagi biało-czerwonej w dni obchodzenia świąt.
Każdy kraj jest silny przede wszystkim siłą swych obywateli. Patriotyzm oznacza troskę danego człowieka o własny rozwój, o zdrowie fizyczne, o dojrzałość psychiczną, moralną, duchową i religijną. Dużo mają do powiedzenia młode pokolenia, które decydując o swoich losach, wybierają przyszłość własnego narodu i kraju. Zauważ, Tadeusz, że najłatwiej jest „uciec” od odpowiedzialności za kraj, region, gminę czyli po prostu wyjechać za granicę w poszukiwaniu nie zawsze lepszego życia. I to już, moim zdaniem, nie ma nic wspólnego z poczuciem patriotyzmu.
T. BERNATOWICZ: Zejdźmy na grunt gminny, odnieśmy to do środowiska, w którym na co dzień żyjemy.
Z. Dulewicz: Wszystkie wymienione przeze mnie wcześniej wartości mają odniesienie do naszego środowiska, bo żyjemy w tym samym kraju. Społeczność lokalna powinna brać współodpowiedzialność za losy gminy, gdyż tak postępuje prawdziwy patriota. Patriota, to człowiek przeciwstawiający się nadużyciom władzy, korupcji, niekompetencji, organizujący grupy kontroli wobec urzędujących, czego dobrym przykładem jest Stowarzyszenie „Solidarna Gmina”. O obowiązku tym często zapominamy albo uchylamy się od niego, argumentując, że „nie ma na kogo głosować”, że „nic nie zrobię w pojedynkę”, albo co gorsza świadomie, czy nieświadomie – wspierają łapówkarstwo i inne działania sprzeczne z prawem. Ostatnie lata w gminie obfitowały w przykłady braku troski o te wartości, a działania ludzi mających wpływ na losy gminy i jej mieszkańców często stały w sprzeczności z właściwie rozumianym patriotyzmem. Pustymi hasłami i populizmem oraz kosztownymi działaniami pod publikę zafałszowano obraz dobrze rozumianego patriotyzmu.
T. BERNATOWICZ: Masz rację, patriotyzm w naszej gminie w odniesieniu do praktyki stosowanej przez rządzących, z czym mieliśmy w ostatnich latach do czynienia ma wiele do życzenia. Co jeszcze kryje się pod hasłem „patriotyzm”?
Z. Dulewicz: Dobrym przejawem patriotyzmu, a więc miłości do ojczyzny jest troska o rodzinę. Niepewnym jest los kraju i narodu, w którym rodzina jest nietrwała, rozbita, biedna materialnie czy duchowo, patologiczna, wrogo nastawiona do dzieci. Zagrożona staje się ta społeczność, w której znaczna część obywateli to ludzie bezrobotni, źle wykształceni, niedbale pracujący, bierni. W tej sytuacji patriotyzm przejawia się poprzez wkład w jej rozwój gospodarczy. To oznacza, że współczesny patriota to ktoś, kto jest przedsiębiorczy, zdolny do podejmowania własnych inicjatyw, do tworzenia miejsc pracy.
Można by dużo mówić. Zakończę to moralizatorstwo, przytoczeniem słów naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II, który wielokrotnie wskazywał nam, jak realizować mamy swoje patriotyczne powołanie. Jego zdaniem cały naród polski musi żyć we wzajemnym zaufaniu, a to zaufanie opiera się na prawdzie. Jan Paweł II powiedział: „Jest to sprawa zupełnie podstawowa. Nie zawaham się powiedzieć, że od tego przede wszystkim: od zaufania zbudowanego na prawdzie, zależy przyszłość Ojczyzny”. Nie powinniśmy bać się prawdy, bo patriotyzm w każdym swoim znaczeniu i działaniu powinien być oparty wyłącznie na prawdzie. Nieodzowna jest na koniec jeszcze parafraza słów J. F. Kennedy’ego, którą dedykuję mieszkańcom naszej gminy: Nie pytaj, co gmina zrobiła dla ciebie. Zapytaj, co ty zrobiłeś dla gminy?
T. BERNATOWICZ: Mamy dziewięciu kandydatów chętnych objąć funkcję wójta, jak to się ma w kontekście tego, o czym przed chwilą rozmawialiśmy?
Z. Dulewicz: Nie chcę się powtarzać, o kandydatach wyraziłem swoją opinię w pierwszej części wywiadu. Mogę jedynie dodać, że kampania w naszej gminie obfituje w wiele lokalnych obyczajowych skandali, nie obca jest również od bezczelnych pomówień oraz opowiadania potencjalnym wyborcom rzeczy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Opowiadacze, jak ich nazywam, snują często fantastyczne opowieści, licząc na naiwność wyborców. Do tego trzeba dodać serwowanie obiecanek bez pokrycia. Ponadto często kandydaci nie walczą na programy, tylko poddają negatywnej ocenie kontrkandydatów. Ilu z wyborców się na to nabierze? Ja osobiście nie widzę w tym nawet zachowania podstawowych zasad kultury i poprawności, a cóż dopiero określonego wcześniej patriotyzmu.
T. BERNATOWICZ: Przejdźmy do przykładów.
Z. Dulewicz: Jednym ze skandali obyczajowych, ale i podstawowym łamaniem prawa zapisanego w ordynacji wyborczej, jest przynoszenie na spotkania wyborcze przez niektórych kandydatów dużych ilości alkoholu. O tym mówi już młodzież a nawet dzieci. Tolerowanie takich zachowań zaczyna się wpisywać w dziwną tradycję kampanii wyborczych. Każdy przechodzi nad tym do porządku dziennego, jakby była to prawidłowość. Pomijając aspekt ordynacji, to jak to się ma do samej koedukacji społecznej? Dla mnie przynajmniej, kandydaci stawiający alkohol na spotkaniach powinni 21 listopada otrzymać przy urnach „wilczy bilet”, bo świadczy to, iż nie dorośli do sprawowania najważniejszej funkcji w gminie, gdyż nie mają wyborcy nic prócz alkoholu do zaproponowania. To jest smutne.
T. BERNATOWICZ: Spotkałem się z opinią krążącą po gminie, że obecny wójt Cezary Polkowski w ciągu kilku miesięcy zadłużył gminę?
Z. Dulewicz: Też słyszałem tę plotkę, roznoszoną przez bardzo nieodpowiedzialnych ludzi, którym nie w głowie los gminy. Ta plotka, bardzo niebezpieczna, niesie w swej treści skandaliczne pomówienie, warte natychmiastowego potępienia. Krzywdzenie w ten sposób bardzo mocnego kandydata na wójta w osobie Cezarego Polkowskiego, świadczy o braku kontrargumentów u przeciwnika. Ludziom tworzącym takie pomówienia los gminy jest obojętny, pragną widać władzy dla władzy, smakuje im publiczny tort, za który w zamian nie są w stanie gminie i jej społeczności nic dać. Prawda jest zupełnie inna, co jest w stanie na pewno potwierdzić skarbnik gminy oraz rozsądni radni. Pan Polkowski nie zadłużył gminy nawet o pół złotego. Nieznajomość tego jest kolejnym dowodem, że przeciwnicy grający pomówieniami nie mają zielonego pojęcia o finansach naszej gminy, stopniu zadłużenia gminy przed objęciem funkcji przez pana Polkowskiego oraz tego, czego dokonał – mimo zastania bardzo tragicznej sytuacji – praktycznie w każdej dziedzinie naszego gminnego życia. Powtarzam odpowiedzialnie, nie dajmy się nabrać na tak dyskredytujące pana Polkowskiego plotki, ten człowiek w marcu zakasał rękawy i zabrał się za pracę jak dobry gospodarz i podczas pełnienia funkcji wójta nie zadłużył gminy nawet o pięćdziesiąt groszy. A wręcz przeciwnie, ubogacił gminę o wartości wymierne i niewymierne. Trzeba tylko chcieć to zauważyć.
T. BERNATOWICZ: Powiedzmy o konkretach, jak w zakresie finansów i inwestycji wygląda sytuacja?
Z. Dulewicz: Wiele na ten temat powiedział pan Polkowski w wywiadach, których udzielił prasie regionalnej. Każdy, kto czytał jego wypowiedzi w tych publikacjach, pod warunkiem że czytał oczywiście ze zrozumieniem i wolą troski o gminę, zrozumie, że takiego gospodarza na urzędzie nam potrzeba. Myślę, że pan Cezary Polkowski nie będzie mi miał za złe, jeśli uronię rąbka tajemnicy z zakulisowych spraw dotyczących tegorocznych inwestycji. Mam pełną wiedzę o jego licznych rozmowach w różnych departamentach, których celem była możliwość pozyskanie środków zewnętrznych na inwestycje. Podziwiam tego człowieka, bowiem w przeciągu kilku miesięcy otworzył wiele drzwi w różnych instytucjach, aby pozyskać znaczne środki, które jeszcze w tym miesiącu wpłyną do gminy. Mam również pełną wiedzę o konsultacjach, jakie pan Polkowski i zespół pod kierunkiem kierownika Referatu Rozwoju Gospodarczego prowadzili wielokrotnie w Urzędzie Marszałkowskim i Urzędzie Wojewódzkim na te tematy. Owoce tych zabiegów są ogromne, biorąc pod uwagę krótki czas, jaki mieli na dopracowanie wniosków, złożenie ich i sfinalizowanie. Każdy wyjazd służbowy to nie była wycieczka krajoznawcza, lecz ustawiczne zabieganie o pieniądze, których w konsekwencji tych działań wpłynie w tym roku do budżetu gminy ok. 2.500.000 złotych. Jak to się ma do zadłużenia w wysokości ok. 3.000.000 zł, które zastał? Mówienie więc, że pan Polkowski zadłużył gminę jest rozsiewaniem kłamstw, pomówieniami i brzydką grą wyborczą niektórych kontrkandydatów.
T. BERNATOWICZ: Zbyszku, prosiłem o przykłady!
Z. Dulewicz: Ależ oczywiście, Tadeusz, już podaję. Jeden z radnych (już od 12 listopada były na szczęście), który według mojej oceny chyba jest po udanym zabiegu laryngologicznym, bowiem raptem po trzech latach milczenia przemówił, zarzucił wójtowi, że robiąc skwerek zadłużył gminę, bo nie dostał na tę inwestycję pieniędzy. Już sam fakt postawienia takiego zarzutu świadczy, że radny ten nigdy więcej radnym być nie powinien, bo absolutnie nie jest zorientowany w procedurach, jakie mają miejsce przy realizacji takich inwestycji. Otóż prawda jest prozaiczna, a dla człowieka interesującego się sprawami samorządu bardzo prosta. Już tłumaczę. Gmina złożyła w tym roku wniosek o pozyskanie środków zewnętrznych na renowację rynku w Śniadowie. Rozporządzenie ministra infrastruktury mówi wyraźnie, że aby dostać zwrot 75% poniesionych kosztów na ten cel przez gminę, należy inwestycję najpierw wykonać. Znam przebieg rozmowy pana Polkowskiego w stosownym departamencie i wiem, że gmina, w związku z zakończeniem prac, w nadchodzącym tygodniu otrzyma z Urzędu Marszałkowskiego zwrot poniesionych wydatków właśnie w wysokości wymienionych 75 procent. Jakim więc prawem człowiek posiadający mandat radnego, zadaje takie idiotyczne pytania w formie zarzutu? Proszę o to zapytać tegoż radnego. Przy okazji proszę go zapytać, czemu milczał jako radny w roku 2008 i w roku 2009, kiedy ówczesny wójt zaniechał pozyskania na te cele środków, które w łącznej wysokości ok. 1.000.000 zł mogły wpłynąć do budżetu gminy. Przecież to przestępstwo zaniechania! Czemu wtedy nie poszedł do laryngologa, tylko brał diety i milczał z uśmiechem na ustach? Proszę również zapytać tego wesołego radnego, co zrobił dla Śniadowa w ciągu ostatnich kilku lat mając mandat radnego? Czy aby nie tylko tyle, że upomniał się o grunt na boisku KS Śniadowo? Należy zapytać, ile chodników z jego inicjatywy naprawiono? Co uczynił, aby poprawić wizerunek Śniadowa? O co walczył dla Śniadowa, jako radny? A może tylko, jako jedyny z radnych walczył o wyższy podatek rolny? Czy aby nie pora na uczciwą samoocenę własnych dokonań w ostatniej kadencji?
T. BERNATOWICZ: Co jeszcze gmina zyskała w tym roku?
Z. Dulewicz: Wystarczyła jedna wizyta pana Polkowskiego w Urzędzie Marszałkowskim, po której przekazano gminie kwotę 40.000 zł na drogi żwirowe. Kwota niewielka, ale też mająca znaczenie, bo mieć a nie mieć to zasadnicza różnica. W nadchodzącym tygodniu zostanie sfinalizowana najważniejsza, moim zdaniem sprawa, która leży w trosce obecnego wójta. A mianowicie pieniądze ze środków zewnętrznych w wysokości 711.000 zł na zakup samochodu dla OSP w Śniadowie. Sprawa tylko dla niezainteresowanych bezpośrednio pozornie rozciągała się w czasie. Najpóźniej do 19 listopada gminie zostaną przyznane te znaczne środki. Mało tego, został złożony kolejny wniosek mający ogromne szanse realizacji tj. na zakup wozu bojowego dla OSP w Szczepankowie. I to jest właśnie troska o całą gminę, a nie na zasadzie widzi mi się, jak było przez ostatnie lata. Z tym widzi mi się przejechano tysiące kilometrów na koszt podatnika, a zostało zrealizowane kompletne zero. I to są różnice, które bez okularów można zauważyć – nie mieliśmy gospodarza, a teraz mamy i nadal mieć możemy. Podobnie ma się rzecz z odcinkiem ok. 3,5 km drogi Jemielite Wypychy i Stare Jemielite oraz Sierzputy Marki i Sierzputy Zagajne. Pomimo pewnych perturbacji, pan Polkowski dopiął swego dla interesu gminy i na ten cel dostaniemy ok. 750.000 zł z rezerwy Wojewody Podlaskiego, dlatego już został ogłoszony przetarg na wykonanie tej inwestycji. I to jest, Tadeusz, gospodarz a nie obiecywacz. Dodajmy do tego profesjonalną koparkę i samochód techniczny dla ZUK, co w sumie kosztowało ok. 360.000 zł, no i oczywiście 10 kilometrowy odcinek wodociągu, obiecywany latami przez poprzednika. Uratowano także sporą kwotę poprzez wypowiedzenie dzierżawy zrujnowanego dworca PKP. Nie słuchajmy więc wyborczych bzdur, opierajmy swe opinie na konkretach. Reasumując. Dziewięć miesięcy rządzenia pana Polkowskiego, to naprawdę wymierne efekty. To dopiero jest patriotyzm, bardzo namacalny patriotyzm w wydaniu lokalnym, z przełożeniem na korzyści dla mieszkańców i gminy. Pan Polkowski i jego zaplecze, to dowód, że trzeba mniej gadać a więcej robić. W tym przypadku laryngolog nie jest potrzebny, lecz uczciwe zrozumienia, a kiedy trzeba – merytoryczne wsparcie. Gmina ma szansę iść milowymi krokami do przodu. Noszę w sobie nadzieje, że wyborca to doceni 21 listopada. Mam również nadzieję, że ten sam wyborca oceni dorobek, lub raczej niedorobek wiecznie uśmiechniętego radnego.
T. BERNATOWICZ: Plotek krąży więcej, operują nimi mieszkańcy, ale i bezpośrednio niektórzy kandydaci. Mówiono o zwolnieniach, o ruchach w administracji, o twojej w tym roli itd. itp.
Z. Dulewicz: Kto to mówi?! Tych wszystkich plotkarzy kieruję na BIP Śniadowo, aby uważnie sobie przeczytali protokół kontroli RIO. Tam jest pokazane, jak funkcjonował urząd, jaką prowadzono politykę personalną, jakie straty ponosiła gmina za rządów człowieka, który się podpierał szczytnymi hasłami, kłamstwami i obiecankami bez pokrycia. Protokół udowadnia, że były wójt Śniadowa był osobą nadzwyczaj niekompetentną, a wręcz dużym szkodnikiem. Dlatego rozumiem wielu wyborców, którzy twierdzą, że trzeba mieć zupełny brak poczucia wstydu, aby z takim dorobkiem stawać ponownie w szranki wyborcze. Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że pan Polkowski zastał w urzędzie gminy gigantyczny bałagan organizacyjny i administracyjny. Wykonał wraz z zespołem kompetentnych ludzi gigantyczną robotę naprawczą. Obecnie ta cała administracyjna maszyna pracuje, jak przysłowiowy szwajcarski zegarek. Nie jestem gołosłowny, proszę popytać urzędników, petentów. Nikt również, chyba że na własne życzenie, nie został zwolniony z pracy. Pan Polkowski zagospodarował kadrę, przygotował odpowiedni warsztat pracy dla każdego, dał komfort pracy, pracownicy się spełniają w tym co robią a atmosfera przybrała wreszcie formę normalnego urzędu. To wcale, jak się niektórym wydaje, nie było łatwe. W dużej części wymieniani przez ciebie plotkarze, po prostu zazdroszczą, że to wszystko się udało, bez posiłkowania się ludźmi, którzy chcieli wejść drugi raz do tej samej rzeki. Podziwiam pana Polkowskiego i urzędników, że z tą trudną materią dali sobie radę.
A więc widzisz, upływające miesiące obfitowały w tak wiele zagadnień, że naprawdę trudno wszystko wymienić, mimo, iż mamy do czynienia z wywiadem rzeką. I jeszcze o mojej w tymi roli. Robię to, co do mnie należy. Uważam, że robię dużo w obszarze, jaki mi w zakresie obowiązków wyznaczył ustawodawca. Sądzę, że w przyszłości będzie okazja, aby to bardzo precyzyjnie podsumować.
T. BERNATOWICZ: W gminie po mandaty w samorządzie próbuje sięgnąć 101 kandydatów. To według ciebie patriotyzm, czy gonitwa po diety?
Z. Dulewicz: Nie widzę w tym sensacji, Jesteśmy młodą demokracją, musimy przez to przejść. Ja skłaniałbym się w kierunku poczucia patriotyzmu, bez względu na osobiste intencje poszczególnych kandydatów. Uważam, że jest to prawidłowość w nauce demokracji. W wyborach radnych wyborca zupełnie inaczej to postrzega. Kieruje się przede wszystkim interesem swojego okręgu, a nie całej gminy, co nie do końca jest słuszne. Bo wybrany radny nie jest radnym okręgu, ale gminy. I musi postrzegać swoją pracę w samorządzie przez pryzmat całej gminy. Ja to rozumiem. Jestem przekonany, że z tak licznej grupy ludzi zostaną wybrane osoby, które stworzą nowy wymiar w samorządzie gminy Śniadowo. Takie osoby wśród kandydatów są i uważam, że wyborca ich zauważy. W dobrym gospodarzu, nowym przewodniczącym rady rozumiejącym ideę samorządu i rozsądnej radzie należy upatrywać przyszłość dla gminy. Nie ma innej drogi. W poszczególnych sołectwach i okręgach ludzie najlepiej wiedzą, kto jest w stanie temu sprostać. Nie powinniśmy nosić w sobie obaw, że będą to ludzie z przypadku. Moim zdaniem wyborca dojrzał do bardzo świadomego wyboru. Natomiast sugestie tych, którzy nie powinni się wtrącać w wybory, choć to systematycznie robią mimo zapowiedzi, że będą neutralni, nie będą miały większego znaczenia na wynik wyborczy. Uważam, że czasy dyktowania i działania z pozycji siły minęły bezpowrotnie, z korzyścią dla samej gminy, jak i jej mieszkańców. Najwyższa pora, aby społeczność gminna sama decydowała o sobie. Patriotyzm lokalny nabiera właściwego znaczenia, czy to się komuś podoba czy też nie.
T. BERNATOWICZ: Czy zauważasz w tym wszystkim jakieś wątki polityczne, czy któryś z kandydatów gra tą kartą?
Z. Dulewicz: Poza jednym, panem Rafałem Pstrągowskim, takich nie widzę. Z całym szacunkiem dla jego osoby, on próbuje ciągnąć za sobą w tle co najmniej dwie partie polityczne, plus, jak sądzę, zaplecze byłego władcy, o czym wspominałem w poprzedniej części wywiadu. Silnie wspiera go osoba, która funkcjonuje w samorządzie powiatowym i reprezentuje koalicjanta obecnie rządzącej koalicji w kraju, a jednocześnie nic dla gminy przez lata namacalnego nie załatwił. Natomiast kandydat przez niego wspierany nie ukrywa, że wybory do sejmiku podlaskiego wygra rozsypująca się z dnia na dzień partia i on w przypadku zwycięstwa będzie ciągnął pieniądze dla gminy. A jak ta partia nie wygra, a wszystko wskazuje iż nie wygra, to co? Figa i dalszy pasywizm? Wegetacja? To mrzonki, bowiem reprezentanci tej opcji rządzili krajem przez jakiś czas w okresie rządów wygaszonego kierownika i jakoś kasy nie przybyło, a odwrotnie – ubyło. Znakiem tego ten „niby silny” kandydat jest sterowany, bo osobiście nie ma większego pojęcia, na czym wątki polityczne w tym wszystkim polegają. Dodam w tym miejscu ważną informację, która jest świadectwem, że wbrew opiniom mogę być jednak kochany. Może fałszywie, ale jednak. Jedna osoba z komitetu wyborczego tegoż „niby silnego” kandydata na wójta, wszystkim znany kandydat na radnego, złożył mi dwukrotnie dziwną propozycję o ewentualnej współpracy po wyborach, a nawet zapewnienia pracy. Prosił, abym w związku z tym nie palił mostów. To co, raptem Dulewicz już nie jest be?! Nie mam wiedzy, czy był do tego upoważniony. Ale to nie ma znaczenia. Zapomina, że w przeciwieństwie do niego – mam zasady i brzydzę się nepotyzmem, nie lubię zdrad oraz rozwodów. Wszystko co robię, robię w interesie gminy i stronię od układów oraz układzików. Taka forma szukania zabezpieczenia, to dyskwalifikacja. To bardzo obraża moją inteligencję. Natomiast zapewniam, że bez względu na wynik wyborów, będę wszystko robił dla pomyślności gminy, ale na pewno z pozycji, którą dotychczas reprezentowałem wraz z bliskimi mi osobami oraz każdym chcącym wspólnego dobra na zdrowych zasadach. W przeszłości nieraz udowadniałem, że jestem w stanie dogadać się z każdą partią, każdą grupą i każdym, kto ma wolę do ubogacenia swojego regionu, ale wyłącznie na zasadzie partnerstwa i nie do rządzenia za wszelką cenę. I tym się różnimy. Innymi słowy, nie jestem na sprzedaż, wolę chodzić w dziurawych skarpetkach. Ja nie namawiam do głosowania na pana Polkowskiego podstępem, czy kłamstwami. Ja nie mówię wszem i wobec, że nie wtrącam się w kampanię, a jednocześnie łamię dane słowo i kaperuję na „jedynie słusznego”, mówiąc, że jedynie „ten” nie jest z całej dziewiątki w nic uwikłany. A niby w co jest uwikłany pan Polkowski? W co jest uwikłany pan Truszkowski? W co jest uwikłany pan Korytkowski czy pan Jemielity? Wolne żarty. Takimi stwierdzeniami, ktoś nieodpowiedzialnie rozmienia na drobne swój autorytet. Jesteśmy szczelną społecznością, nic nie da się ukryć. Ja stawiam publicznie opinie i daję szereg dowodów, aby każdy mógł dokonać oceny kandydata, który ma mocne predyspozycje do objęcia funkcji wójta. Tym samym jestem jednym z reprezentantów niezafałszowanego patriotyzmu.
Oficjalnie żaden z kandydatów nie reprezentuje partii politycznej, poza kandydatem PO w osobie Pawła Jemielity. I chyba ta apolityczność jest drogą słuszną. Ja również uważam, że wójtowie nie powinni należeć do żadnej partii politycznej. To pozwala w każdej sytuacji rozmawiać z każdym w interesie gminy w ogóle.
T. BERNATOWICZ: Niektórzy kandydaci nie ukrywają krytyki czasów niedawno minionych?
Z. Dulewicz: Część z nich rozumiem, ale nie pojmuję tych, którzy biernie przez te lata przyglądali się dewastacji gminy, a obecnie mają raptem dużo do powiedzenia. Niektórzy brali nawet pośrednio udział w tym rujnowaniu, byli nawet dobrze opłacani. Niestety, ówcześnie konsumowali dobra i milczeli, apatycznie przyglądając się czemuś, co teraz wyraża się w ich raptownym niezadowoleniu. Czyli kowal zawinił a Cygana powiesili, lub odwrotnie – Cygan zawinił a kowala powiesili. Jakby nie patrzeć, jest to z ich strony nieuczciwe, raczej takie wątki powinni przemilczać, by się nie kompromitować.
T. BERNATOWICZ: Podsumujmy.
Z. Dulewicz: Nie trzeba wielkich słów. Gmina Śniadowo stoi przed wielkim wyzwaniem – rozwój na miarę czasów, lub marazm i wegetacja przez kolejne cztery lata. Szanuję wyborców, wierzę w ich rozsądek. Mają tyle dowodów, opinii, przykładów i możliwości oceny, że nie powinni mieć problemów z wyborem. Proszę tylko, aby nie zostawać w niedzielę 21 listopada w domach, bo wzięcie odpowiedzialności za gminę, za los mieszkańców, za siebie jest najwłaściwszą formą okazania patriotyzmu.
T. BERNATOWICZ: W pełni się z tym zgadzam. Zbyszku, dziękuję za rozmowę.
Tadeusz BERNATOWICZ: Przypadło mi w udziale przeprowadzenie z tobą drugiej części rozmowy – wywiadu – rzeki.
Zacznę tak. Obchodziliśmy 11 listopada Święto Niepodległości. Nie było w gminie lasu flag, jest natomiast las plakatów wyborczych.
Zbigniew Dulewicz: Słuszna uwaga, ale nie sądzę, by było to objawem braku patriotyzmu ze strony społeczności. Prędzej składałbym to na karb lenistwa i braku poczucia tego ważnego obowiązku, który powinien skutkować m.in. wywieszeniem flagi w tym ważnym dla nas dniu. Las plakatów jest, bo i kandydatów do samorządu mamy bardzo dużo. Nie dopatrywałbym się w tym podtekstów, to normalna kolej rzeczy.
T. BERNATOWICZ: Wspomniałeś słowo patriotyzm, że nam go nie brakuje...
Z. Dulewicz: Upraszczasz pojęcie, powiedziałem to w odniesieniu do konkretnej sprawy, wywieszania flag a nie generalnie o patriotyzmie.
T. BERNATOWICZ: A według ciebie jesteśmy patriotami? Czym powinien się objawiać patriotyzm?
Z. Dulewicz: To rozległy temat. Jego omówienie wymaga podziału na dwie części: patriotyzm w tym klasyczny, modelowym znaczeniu oraz patriotyzm współczesny, przełożony na codzienne działanie człowieka. Według mnie taki podział jest konieczny, wymusza to na nas pęd postępu, choć oczywiście oba wymienione aspekty są ze sobą nierozłączne.
T. BERNATOWICZ: Zacznijmy od tego klasycznego, modelowego, jak powiedziałeś.
Z. Dulewicz: Mówiąc najprościej, patriotyzm to postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a często także gotowością do poświęcenia własnego zdrowia lub życia dla jej dobra. To jest słownikowy, bardzo ogólny, ale dość trafny i precyzyjny model.
T. BERNATOWICZ: Jak to się ma do naszej codzienności?
Z. Dulewicz: Współcześnie patriota to człowiek interesujący się przeszłością kraju, jego dorobkiem kulturalnym i gospodarczym, tradycjami i wartościami. Patriotyzm to również poznawanie życiorysów wielkich rodaków, ważnych wydarzeń historycznych, to respektowanie świąt narodowych. Patriotyzmem jest również szacunek i cześć składana symbolom naszej ojczyzny, a więc godłu, fladze i hymnowi narodowemu. Przejawem tego jest m.in. wywieszanie flagi biało-czerwonej w dni obchodzenia świąt.
Każdy kraj jest silny przede wszystkim siłą swych obywateli. Patriotyzm oznacza troskę danego człowieka o własny rozwój, o zdrowie fizyczne, o dojrzałość psychiczną, moralną, duchową i religijną. Dużo mają do powiedzenia młode pokolenia, które decydując o swoich losach, wybierają przyszłość własnego narodu i kraju. Zauważ, Tadeusz, że najłatwiej jest „uciec” od odpowiedzialności za kraj, region, gminę czyli po prostu wyjechać za granicę w poszukiwaniu nie zawsze lepszego życia. I to już, moim zdaniem, nie ma nic wspólnego z poczuciem patriotyzmu.
T. BERNATOWICZ: Zejdźmy na grunt gminny, odnieśmy to do środowiska, w którym na co dzień żyjemy.
Z. Dulewicz: Wszystkie wymienione przeze mnie wcześniej wartości mają odniesienie do naszego środowiska, bo żyjemy w tym samym kraju. Społeczność lokalna powinna brać współodpowiedzialność za losy gminy, gdyż tak postępuje prawdziwy patriota. Patriota, to człowiek przeciwstawiający się nadużyciom władzy, korupcji, niekompetencji, organizujący grupy kontroli wobec urzędujących, czego dobrym przykładem jest Stowarzyszenie „Solidarna Gmina”. O obowiązku tym często zapominamy albo uchylamy się od niego, argumentując, że „nie ma na kogo głosować”, że „nic nie zrobię w pojedynkę”, albo co gorsza świadomie, czy nieświadomie – wspierają łapówkarstwo i inne działania sprzeczne z prawem. Ostatnie lata w gminie obfitowały w przykłady braku troski o te wartości, a działania ludzi mających wpływ na losy gminy i jej mieszkańców często stały w sprzeczności z właściwie rozumianym patriotyzmem. Pustymi hasłami i populizmem oraz kosztownymi działaniami pod publikę zafałszowano obraz dobrze rozumianego patriotyzmu.
T. BERNATOWICZ: Masz rację, patriotyzm w naszej gminie w odniesieniu do praktyki stosowanej przez rządzących, z czym mieliśmy w ostatnich latach do czynienia ma wiele do życzenia. Co jeszcze kryje się pod hasłem „patriotyzm”?
Z. Dulewicz: Dobrym przejawem patriotyzmu, a więc miłości do ojczyzny jest troska o rodzinę. Niepewnym jest los kraju i narodu, w którym rodzina jest nietrwała, rozbita, biedna materialnie czy duchowo, patologiczna, wrogo nastawiona do dzieci. Zagrożona staje się ta społeczność, w której znaczna część obywateli to ludzie bezrobotni, źle wykształceni, niedbale pracujący, bierni. W tej sytuacji patriotyzm przejawia się poprzez wkład w jej rozwój gospodarczy. To oznacza, że współczesny patriota to ktoś, kto jest przedsiębiorczy, zdolny do podejmowania własnych inicjatyw, do tworzenia miejsc pracy.
Można by dużo mówić. Zakończę to moralizatorstwo, przytoczeniem słów naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II, który wielokrotnie wskazywał nam, jak realizować mamy swoje patriotyczne powołanie. Jego zdaniem cały naród polski musi żyć we wzajemnym zaufaniu, a to zaufanie opiera się na prawdzie. Jan Paweł II powiedział: „Jest to sprawa zupełnie podstawowa. Nie zawaham się powiedzieć, że od tego przede wszystkim: od zaufania zbudowanego na prawdzie, zależy przyszłość Ojczyzny”. Nie powinniśmy bać się prawdy, bo patriotyzm w każdym swoim znaczeniu i działaniu powinien być oparty wyłącznie na prawdzie. Nieodzowna jest na koniec jeszcze parafraza słów J. F. Kennedy’ego, którą dedykuję mieszkańcom naszej gminy: Nie pytaj, co gmina zrobiła dla ciebie. Zapytaj, co ty zrobiłeś dla gminy?
T. BERNATOWICZ: Mamy dziewięciu kandydatów chętnych objąć funkcję wójta, jak to się ma w kontekście tego, o czym przed chwilą rozmawialiśmy?
Z. Dulewicz: Nie chcę się powtarzać, o kandydatach wyraziłem swoją opinię w pierwszej części wywiadu. Mogę jedynie dodać, że kampania w naszej gminie obfituje w wiele lokalnych obyczajowych skandali, nie obca jest również od bezczelnych pomówień oraz opowiadania potencjalnym wyborcom rzeczy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Opowiadacze, jak ich nazywam, snują często fantastyczne opowieści, licząc na naiwność wyborców. Do tego trzeba dodać serwowanie obiecanek bez pokrycia. Ponadto często kandydaci nie walczą na programy, tylko poddają negatywnej ocenie kontrkandydatów. Ilu z wyborców się na to nabierze? Ja osobiście nie widzę w tym nawet zachowania podstawowych zasad kultury i poprawności, a cóż dopiero określonego wcześniej patriotyzmu.
T. BERNATOWICZ: Przejdźmy do przykładów.
Z. Dulewicz: Jednym ze skandali obyczajowych, ale i podstawowym łamaniem prawa zapisanego w ordynacji wyborczej, jest przynoszenie na spotkania wyborcze przez niektórych kandydatów dużych ilości alkoholu. O tym mówi już młodzież a nawet dzieci. Tolerowanie takich zachowań zaczyna się wpisywać w dziwną tradycję kampanii wyborczych. Każdy przechodzi nad tym do porządku dziennego, jakby była to prawidłowość. Pomijając aspekt ordynacji, to jak to się ma do samej koedukacji społecznej? Dla mnie przynajmniej, kandydaci stawiający alkohol na spotkaniach powinni 21 listopada otrzymać przy urnach „wilczy bilet”, bo świadczy to, iż nie dorośli do sprawowania najważniejszej funkcji w gminie, gdyż nie mają wyborcy nic prócz alkoholu do zaproponowania. To jest smutne.
T. BERNATOWICZ: Spotkałem się z opinią krążącą po gminie, że obecny wójt Cezary Polkowski w ciągu kilku miesięcy zadłużył gminę?
Z. Dulewicz: Też słyszałem tę plotkę, roznoszoną przez bardzo nieodpowiedzialnych ludzi, którym nie w głowie los gminy. Ta plotka, bardzo niebezpieczna, niesie w swej treści skandaliczne pomówienie, warte natychmiastowego potępienia. Krzywdzenie w ten sposób bardzo mocnego kandydata na wójta w osobie Cezarego Polkowskiego, świadczy o braku kontrargumentów u przeciwnika. Ludziom tworzącym takie pomówienia los gminy jest obojętny, pragną widać władzy dla władzy, smakuje im publiczny tort, za który w zamian nie są w stanie gminie i jej społeczności nic dać. Prawda jest zupełnie inna, co jest w stanie na pewno potwierdzić skarbnik gminy oraz rozsądni radni. Pan Polkowski nie zadłużył gminy nawet o pół złotego. Nieznajomość tego jest kolejnym dowodem, że przeciwnicy grający pomówieniami nie mają zielonego pojęcia o finansach naszej gminy, stopniu zadłużenia gminy przed objęciem funkcji przez pana Polkowskiego oraz tego, czego dokonał – mimo zastania bardzo tragicznej sytuacji – praktycznie w każdej dziedzinie naszego gminnego życia. Powtarzam odpowiedzialnie, nie dajmy się nabrać na tak dyskredytujące pana Polkowskiego plotki, ten człowiek w marcu zakasał rękawy i zabrał się za pracę jak dobry gospodarz i podczas pełnienia funkcji wójta nie zadłużył gminy nawet o pięćdziesiąt groszy. A wręcz przeciwnie, ubogacił gminę o wartości wymierne i niewymierne. Trzeba tylko chcieć to zauważyć.
T. BERNATOWICZ: Powiedzmy o konkretach, jak w zakresie finansów i inwestycji wygląda sytuacja?
Z. Dulewicz: Wiele na ten temat powiedział pan Polkowski w wywiadach, których udzielił prasie regionalnej. Każdy, kto czytał jego wypowiedzi w tych publikacjach, pod warunkiem że czytał oczywiście ze zrozumieniem i wolą troski o gminę, zrozumie, że takiego gospodarza na urzędzie nam potrzeba. Myślę, że pan Cezary Polkowski nie będzie mi miał za złe, jeśli uronię rąbka tajemnicy z zakulisowych spraw dotyczących tegorocznych inwestycji. Mam pełną wiedzę o jego licznych rozmowach w różnych departamentach, których celem była możliwość pozyskanie środków zewnętrznych na inwestycje. Podziwiam tego człowieka, bowiem w przeciągu kilku miesięcy otworzył wiele drzwi w różnych instytucjach, aby pozyskać znaczne środki, które jeszcze w tym miesiącu wpłyną do gminy. Mam również pełną wiedzę o konsultacjach, jakie pan Polkowski i zespół pod kierunkiem kierownika Referatu Rozwoju Gospodarczego prowadzili wielokrotnie w Urzędzie Marszałkowskim i Urzędzie Wojewódzkim na te tematy. Owoce tych zabiegów są ogromne, biorąc pod uwagę krótki czas, jaki mieli na dopracowanie wniosków, złożenie ich i sfinalizowanie. Każdy wyjazd służbowy to nie była wycieczka krajoznawcza, lecz ustawiczne zabieganie o pieniądze, których w konsekwencji tych działań wpłynie w tym roku do budżetu gminy ok. 2.500.000 złotych. Jak to się ma do zadłużenia w wysokości ok. 3.000.000 zł, które zastał? Mówienie więc, że pan Polkowski zadłużył gminę jest rozsiewaniem kłamstw, pomówieniami i brzydką grą wyborczą niektórych kontrkandydatów.
T. BERNATOWICZ: Zbyszku, prosiłem o przykłady!
Z. Dulewicz: Ależ oczywiście, Tadeusz, już podaję. Jeden z radnych (już od 12 listopada były na szczęście), który według mojej oceny chyba jest po udanym zabiegu laryngologicznym, bowiem raptem po trzech latach milczenia przemówił, zarzucił wójtowi, że robiąc skwerek zadłużył gminę, bo nie dostał na tę inwestycję pieniędzy. Już sam fakt postawienia takiego zarzutu świadczy, że radny ten nigdy więcej radnym być nie powinien, bo absolutnie nie jest zorientowany w procedurach, jakie mają miejsce przy realizacji takich inwestycji. Otóż prawda jest prozaiczna, a dla człowieka interesującego się sprawami samorządu bardzo prosta. Już tłumaczę. Gmina złożyła w tym roku wniosek o pozyskanie środków zewnętrznych na renowację rynku w Śniadowie. Rozporządzenie ministra infrastruktury mówi wyraźnie, że aby dostać zwrot 75% poniesionych kosztów na ten cel przez gminę, należy inwestycję najpierw wykonać. Znam przebieg rozmowy pana Polkowskiego w stosownym departamencie i wiem, że gmina, w związku z zakończeniem prac, w nadchodzącym tygodniu otrzyma z Urzędu Marszałkowskiego zwrot poniesionych wydatków właśnie w wysokości wymienionych 75 procent. Jakim więc prawem człowiek posiadający mandat radnego, zadaje takie idiotyczne pytania w formie zarzutu? Proszę o to zapytać tegoż radnego. Przy okazji proszę go zapytać, czemu milczał jako radny w roku 2008 i w roku 2009, kiedy ówczesny wójt zaniechał pozyskania na te cele środków, które w łącznej wysokości ok. 1.000.000 zł mogły wpłynąć do budżetu gminy. Przecież to przestępstwo zaniechania! Czemu wtedy nie poszedł do laryngologa, tylko brał diety i milczał z uśmiechem na ustach? Proszę również zapytać tego wesołego radnego, co zrobił dla Śniadowa w ciągu ostatnich kilku lat mając mandat radnego? Czy aby nie tylko tyle, że upomniał się o grunt na boisku KS Śniadowo? Należy zapytać, ile chodników z jego inicjatywy naprawiono? Co uczynił, aby poprawić wizerunek Śniadowa? O co walczył dla Śniadowa, jako radny? A może tylko, jako jedyny z radnych walczył o wyższy podatek rolny? Czy aby nie pora na uczciwą samoocenę własnych dokonań w ostatniej kadencji?
T. BERNATOWICZ: Co jeszcze gmina zyskała w tym roku?
Z. Dulewicz: Wystarczyła jedna wizyta pana Polkowskiego w Urzędzie Marszałkowskim, po której przekazano gminie kwotę 40.000 zł na drogi żwirowe. Kwota niewielka, ale też mająca znaczenie, bo mieć a nie mieć to zasadnicza różnica. W nadchodzącym tygodniu zostanie sfinalizowana najważniejsza, moim zdaniem sprawa, która leży w trosce obecnego wójta. A mianowicie pieniądze ze środków zewnętrznych w wysokości 711.000 zł na zakup samochodu dla OSP w Śniadowie. Sprawa tylko dla niezainteresowanych bezpośrednio pozornie rozciągała się w czasie. Najpóźniej do 19 listopada gminie zostaną przyznane te znaczne środki. Mało tego, został złożony kolejny wniosek mający ogromne szanse realizacji tj. na zakup wozu bojowego dla OSP w Szczepankowie. I to jest właśnie troska o całą gminę, a nie na zasadzie widzi mi się, jak było przez ostatnie lata. Z tym widzi mi się przejechano tysiące kilometrów na koszt podatnika, a zostało zrealizowane kompletne zero. I to są różnice, które bez okularów można zauważyć – nie mieliśmy gospodarza, a teraz mamy i nadal mieć możemy. Podobnie ma się rzecz z odcinkiem ok. 3,5 km drogi Jemielite Wypychy i Stare Jemielite oraz Sierzputy Marki i Sierzputy Zagajne. Pomimo pewnych perturbacji, pan Polkowski dopiął swego dla interesu gminy i na ten cel dostaniemy ok. 750.000 zł z rezerwy Wojewody Podlaskiego, dlatego już został ogłoszony przetarg na wykonanie tej inwestycji. I to jest, Tadeusz, gospodarz a nie obiecywacz. Dodajmy do tego profesjonalną koparkę i samochód techniczny dla ZUK, co w sumie kosztowało ok. 360.000 zł, no i oczywiście 10 kilometrowy odcinek wodociągu, obiecywany latami przez poprzednika. Uratowano także sporą kwotę poprzez wypowiedzenie dzierżawy zrujnowanego dworca PKP. Nie słuchajmy więc wyborczych bzdur, opierajmy swe opinie na konkretach. Reasumując. Dziewięć miesięcy rządzenia pana Polkowskiego, to naprawdę wymierne efekty. To dopiero jest patriotyzm, bardzo namacalny patriotyzm w wydaniu lokalnym, z przełożeniem na korzyści dla mieszkańców i gminy. Pan Polkowski i jego zaplecze, to dowód, że trzeba mniej gadać a więcej robić. W tym przypadku laryngolog nie jest potrzebny, lecz uczciwe zrozumienia, a kiedy trzeba – merytoryczne wsparcie. Gmina ma szansę iść milowymi krokami do przodu. Noszę w sobie nadzieje, że wyborca to doceni 21 listopada. Mam również nadzieję, że ten sam wyborca oceni dorobek, lub raczej niedorobek wiecznie uśmiechniętego radnego.
T. BERNATOWICZ: Plotek krąży więcej, operują nimi mieszkańcy, ale i bezpośrednio niektórzy kandydaci. Mówiono o zwolnieniach, o ruchach w administracji, o twojej w tym roli itd. itp.
Z. Dulewicz: Kto to mówi?! Tych wszystkich plotkarzy kieruję na BIP Śniadowo, aby uważnie sobie przeczytali protokół kontroli RIO. Tam jest pokazane, jak funkcjonował urząd, jaką prowadzono politykę personalną, jakie straty ponosiła gmina za rządów człowieka, który się podpierał szczytnymi hasłami, kłamstwami i obiecankami bez pokrycia. Protokół udowadnia, że były wójt Śniadowa był osobą nadzwyczaj niekompetentną, a wręcz dużym szkodnikiem. Dlatego rozumiem wielu wyborców, którzy twierdzą, że trzeba mieć zupełny brak poczucia wstydu, aby z takim dorobkiem stawać ponownie w szranki wyborcze. Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że pan Polkowski zastał w urzędzie gminy gigantyczny bałagan organizacyjny i administracyjny. Wykonał wraz z zespołem kompetentnych ludzi gigantyczną robotę naprawczą. Obecnie ta cała administracyjna maszyna pracuje, jak przysłowiowy szwajcarski zegarek. Nie jestem gołosłowny, proszę popytać urzędników, petentów. Nikt również, chyba że na własne życzenie, nie został zwolniony z pracy. Pan Polkowski zagospodarował kadrę, przygotował odpowiedni warsztat pracy dla każdego, dał komfort pracy, pracownicy się spełniają w tym co robią a atmosfera przybrała wreszcie formę normalnego urzędu. To wcale, jak się niektórym wydaje, nie było łatwe. W dużej części wymieniani przez ciebie plotkarze, po prostu zazdroszczą, że to wszystko się udało, bez posiłkowania się ludźmi, którzy chcieli wejść drugi raz do tej samej rzeki. Podziwiam pana Polkowskiego i urzędników, że z tą trudną materią dali sobie radę.
A więc widzisz, upływające miesiące obfitowały w tak wiele zagadnień, że naprawdę trudno wszystko wymienić, mimo, iż mamy do czynienia z wywiadem rzeką. I jeszcze o mojej w tymi roli. Robię to, co do mnie należy. Uważam, że robię dużo w obszarze, jaki mi w zakresie obowiązków wyznaczył ustawodawca. Sądzę, że w przyszłości będzie okazja, aby to bardzo precyzyjnie podsumować.
T. BERNATOWICZ: W gminie po mandaty w samorządzie próbuje sięgnąć 101 kandydatów. To według ciebie patriotyzm, czy gonitwa po diety?
Z. Dulewicz: Nie widzę w tym sensacji, Jesteśmy młodą demokracją, musimy przez to przejść. Ja skłaniałbym się w kierunku poczucia patriotyzmu, bez względu na osobiste intencje poszczególnych kandydatów. Uważam, że jest to prawidłowość w nauce demokracji. W wyborach radnych wyborca zupełnie inaczej to postrzega. Kieruje się przede wszystkim interesem swojego okręgu, a nie całej gminy, co nie do końca jest słuszne. Bo wybrany radny nie jest radnym okręgu, ale gminy. I musi postrzegać swoją pracę w samorządzie przez pryzmat całej gminy. Ja to rozumiem. Jestem przekonany, że z tak licznej grupy ludzi zostaną wybrane osoby, które stworzą nowy wymiar w samorządzie gminy Śniadowo. Takie osoby wśród kandydatów są i uważam, że wyborca ich zauważy. W dobrym gospodarzu, nowym przewodniczącym rady rozumiejącym ideę samorządu i rozsądnej radzie należy upatrywać przyszłość dla gminy. Nie ma innej drogi. W poszczególnych sołectwach i okręgach ludzie najlepiej wiedzą, kto jest w stanie temu sprostać. Nie powinniśmy nosić w sobie obaw, że będą to ludzie z przypadku. Moim zdaniem wyborca dojrzał do bardzo świadomego wyboru. Natomiast sugestie tych, którzy nie powinni się wtrącać w wybory, choć to systematycznie robią mimo zapowiedzi, że będą neutralni, nie będą miały większego znaczenia na wynik wyborczy. Uważam, że czasy dyktowania i działania z pozycji siły minęły bezpowrotnie, z korzyścią dla samej gminy, jak i jej mieszkańców. Najwyższa pora, aby społeczność gminna sama decydowała o sobie. Patriotyzm lokalny nabiera właściwego znaczenia, czy to się komuś podoba czy też nie.
T. BERNATOWICZ: Czy zauważasz w tym wszystkim jakieś wątki polityczne, czy któryś z kandydatów gra tą kartą?
Z. Dulewicz: Poza jednym, panem Rafałem Pstrągowskim, takich nie widzę. Z całym szacunkiem dla jego osoby, on próbuje ciągnąć za sobą w tle co najmniej dwie partie polityczne, plus, jak sądzę, zaplecze byłego władcy, o czym wspominałem w poprzedniej części wywiadu. Silnie wspiera go osoba, która funkcjonuje w samorządzie powiatowym i reprezentuje koalicjanta obecnie rządzącej koalicji w kraju, a jednocześnie nic dla gminy przez lata namacalnego nie załatwił. Natomiast kandydat przez niego wspierany nie ukrywa, że wybory do sejmiku podlaskiego wygra rozsypująca się z dnia na dzień partia i on w przypadku zwycięstwa będzie ciągnął pieniądze dla gminy. A jak ta partia nie wygra, a wszystko wskazuje iż nie wygra, to co? Figa i dalszy pasywizm? Wegetacja? To mrzonki, bowiem reprezentanci tej opcji rządzili krajem przez jakiś czas w okresie rządów wygaszonego kierownika i jakoś kasy nie przybyło, a odwrotnie – ubyło. Znakiem tego ten „niby silny” kandydat jest sterowany, bo osobiście nie ma większego pojęcia, na czym wątki polityczne w tym wszystkim polegają. Dodam w tym miejscu ważną informację, która jest świadectwem, że wbrew opiniom mogę być jednak kochany. Może fałszywie, ale jednak. Jedna osoba z komitetu wyborczego tegoż „niby silnego” kandydata na wójta, wszystkim znany kandydat na radnego, złożył mi dwukrotnie dziwną propozycję o ewentualnej współpracy po wyborach, a nawet zapewnienia pracy. Prosił, abym w związku z tym nie palił mostów. To co, raptem Dulewicz już nie jest be?! Nie mam wiedzy, czy był do tego upoważniony. Ale to nie ma znaczenia. Zapomina, że w przeciwieństwie do niego – mam zasady i brzydzę się nepotyzmem, nie lubię zdrad oraz rozwodów. Wszystko co robię, robię w interesie gminy i stronię od układów oraz układzików. Taka forma szukania zabezpieczenia, to dyskwalifikacja. To bardzo obraża moją inteligencję. Natomiast zapewniam, że bez względu na wynik wyborów, będę wszystko robił dla pomyślności gminy, ale na pewno z pozycji, którą dotychczas reprezentowałem wraz z bliskimi mi osobami oraz każdym chcącym wspólnego dobra na zdrowych zasadach. W przeszłości nieraz udowadniałem, że jestem w stanie dogadać się z każdą partią, każdą grupą i każdym, kto ma wolę do ubogacenia swojego regionu, ale wyłącznie na zasadzie partnerstwa i nie do rządzenia za wszelką cenę. I tym się różnimy. Innymi słowy, nie jestem na sprzedaż, wolę chodzić w dziurawych skarpetkach. Ja nie namawiam do głosowania na pana Polkowskiego podstępem, czy kłamstwami. Ja nie mówię wszem i wobec, że nie wtrącam się w kampanię, a jednocześnie łamię dane słowo i kaperuję na „jedynie słusznego”, mówiąc, że jedynie „ten” nie jest z całej dziewiątki w nic uwikłany. A niby w co jest uwikłany pan Polkowski? W co jest uwikłany pan Truszkowski? W co jest uwikłany pan Korytkowski czy pan Jemielity? Wolne żarty. Takimi stwierdzeniami, ktoś nieodpowiedzialnie rozmienia na drobne swój autorytet. Jesteśmy szczelną społecznością, nic nie da się ukryć. Ja stawiam publicznie opinie i daję szereg dowodów, aby każdy mógł dokonać oceny kandydata, który ma mocne predyspozycje do objęcia funkcji wójta. Tym samym jestem jednym z reprezentantów niezafałszowanego patriotyzmu.
Oficjalnie żaden z kandydatów nie reprezentuje partii politycznej, poza kandydatem PO w osobie Pawła Jemielity. I chyba ta apolityczność jest drogą słuszną. Ja również uważam, że wójtowie nie powinni należeć do żadnej partii politycznej. To pozwala w każdej sytuacji rozmawiać z każdym w interesie gminy w ogóle.
T. BERNATOWICZ: Niektórzy kandydaci nie ukrywają krytyki czasów niedawno minionych?
Z. Dulewicz: Część z nich rozumiem, ale nie pojmuję tych, którzy biernie przez te lata przyglądali się dewastacji gminy, a obecnie mają raptem dużo do powiedzenia. Niektórzy brali nawet pośrednio udział w tym rujnowaniu, byli nawet dobrze opłacani. Niestety, ówcześnie konsumowali dobra i milczeli, apatycznie przyglądając się czemuś, co teraz wyraża się w ich raptownym niezadowoleniu. Czyli kowal zawinił a Cygana powiesili, lub odwrotnie – Cygan zawinił a kowala powiesili. Jakby nie patrzeć, jest to z ich strony nieuczciwe, raczej takie wątki powinni przemilczać, by się nie kompromitować.
T. BERNATOWICZ: Podsumujmy.
Z. Dulewicz: Nie trzeba wielkich słów. Gmina Śniadowo stoi przed wielkim wyzwaniem – rozwój na miarę czasów, lub marazm i wegetacja przez kolejne cztery lata. Szanuję wyborców, wierzę w ich rozsądek. Mają tyle dowodów, opinii, przykładów i możliwości oceny, że nie powinni mieć problemów z wyborem. Proszę tylko, aby nie zostawać w niedzielę 21 listopada w domach, bo wzięcie odpowiedzialności za gminę, za los mieszkańców, za siebie jest najwłaściwszą formą okazania patriotyzmu.
T. BERNATOWICZ: W pełni się z tym zgadzam. Zbyszku, dziękuję za rozmowę.
Komentarze
Prześlij komentarz