Refleksje
Nie jestem przerażony
MAM SATYSFAKCJĘ
z dobrze wypełnianego obowiązku
W otaczającej mnie codzienności zaczęli coraz częściej pojawiać się mali ludzie. Uwierzcie mi, naprawdę mali. Niektórzy są tak mali, że momentami trudno dostrzec ich obecność. Zjawisko przedziwne, albowiem wielu z nich postrzegałem jeszcze nie tak dawno jako ludzi słusznego wzrostu, niektórych nawet o źdźbło wyższych. Nagle maleć zaczęli, kurczyć się, filcować jak materiał kiepskiego gatunku po pierwszym praniu. Proces ten już jakiś czas trwa, miesięcy kilka, a teraz się nasilił. A może bezkrytyczny byłem, może oślepiony, może oni mali zawsze byli, tylko tego w gonitwie dnia codziennego nie zauważałem.
Nie stawiam znaku zapytania, choć zdanie powyższe pytające. Od jakiegoś czasu znaków zapytania nie stawiam w ogóle. Odwykłem od tego, bo znam na nie odpowiedzi. Opuściły mnie sprzeczności, wahania w ocenach, na pewno też nie mam wątpliwości. Życie chlasnęło mnie po tyłku na własne życzenie, za sprawą osobistej akceptacji, wewnętrznej aprobaty. Na pewno nie presji chwili, czy pod wpływem osób trzecich. Zawierzyłem szczerości i zaufałem uczciwej, ale i racjonalnej, z domieszką zdrowego rozsądku, zespołowej grze. Szczerość zawsze kończy się tym samym. Szczerość kończy przyjaźnie i zażyłości. Szczerość jest odhumanizowana. Ale szczerość ma zaletę niewątpliwą – jest istotną ingrediencją uczciwości w relacji człowieka z człowiekiem. To prawidłowość. To pozwala powiedzieć słynne: „sprawdzam”. Człowiek normalnego wzrostu od tego nie ucieknie. Sfilcowany zaś nigdy nie zgłębi tej prostej tajemnicy, gdyż urodził się i umrze z wykoślawionym, bezdusznym oraz bezbronnym i zawsze nieporadnym „superego!” okraszonym bezustannymi fochami.
Na szczęście ten etap życiowej drogi mam za sobą. Jest mi lekko na sercu, bo z niczego nie muszę się tłumaczyć. Pocieszam się, że odkrywając po raz kolejny tajemnice ludzkiej ułomności odniosłem w kulminacyjnym punkcie sukces. I mówię to szczerze i odpowiedzialnie, mimo że niewątpliwie o sarkazm to moje wynaturzenie się ociera.
Mierzi brak zrozumienia dla realizmu, niepokojąco zadziwia. Krótkowzroczność do tego dodana, wykoślawia ludzkie postawy i wściekle ułomnymi je czyni. Urażone ambicje, próby osiągnięcia doraźnych satysfakcji, chore zapędy, prostackie oceny, narcyzm, egoizm, zazdrość, kolesiostwo, plotkarstwo, lizusostwo i włazidupstwo zawsze mi obce były, miałkie są i w rzeczywistości czynią niepotrzebne kolizje na jednokierunkowej drodze, na którą gmina Śniadowo pomyślnie wjechała. Cieszę się, bo na jednokierunkowej na szczęście zawrócić się nie da. W tym wszystkim zauważam jednak zatracenie poczucia winy. W przeciwieństwie do tracących wzrost, kurczących się, sfilcowanych lub wiecznie małych mam pełną świadomość tego poważnego stanu. Może dlatego jeszcze bardziej intensywnie pracuję. Mam radość i satysfakcję, że ktoś tej pracy oczekuje, ocenia ją i postrzega pozytywnie. Czegoś się podjąłem, dźwigam to bezustannie i doniosę do celu. Jak będzie trzeba, to nawet ostatkiem sił. Sfilcowani zaś muszą uważać, bo idzie zimno i mogą się stać jeszcze mniejsi. Pokrzepieniem zaś jest, że tych o słusznym wzroście przybywa w geometrycznym postępie. To fakt.
P.S. Wiele razy spotykałem na swojej drodze ludzi z wielką kasą. Wielu z nich okazało się ludźmi małymi. Nie można w nich było zauważyć niczego więcej prócz pieniędzy. Bo oni niestety mają tylko „flotę”. Udowodniłem to mojemu koledze, który mieści się obecnie w setce najbogatszych Polaków. Zszedł na ziemię, jest teraz wspaniałym człowiekiem. Teraz widzi wiele rzeczy, a dopiero później pieniądze. Współpracuje z jednym z samorządów, widzi potrzeby innych, szanuje innych, nosi w sobie radość, imponuje pokorą, nie traktuje społeczności w swojej gminie instrumentalnie, nie prowadzi podstępnych gier w interesie swoich kieszeni. Można. Naprawdę można.
MAM SATYSFAKCJĘ
z dobrze wypełnianego obowiązku
W otaczającej mnie codzienności zaczęli coraz częściej pojawiać się mali ludzie. Uwierzcie mi, naprawdę mali. Niektórzy są tak mali, że momentami trudno dostrzec ich obecność. Zjawisko przedziwne, albowiem wielu z nich postrzegałem jeszcze nie tak dawno jako ludzi słusznego wzrostu, niektórych nawet o źdźbło wyższych. Nagle maleć zaczęli, kurczyć się, filcować jak materiał kiepskiego gatunku po pierwszym praniu. Proces ten już jakiś czas trwa, miesięcy kilka, a teraz się nasilił. A może bezkrytyczny byłem, może oślepiony, może oni mali zawsze byli, tylko tego w gonitwie dnia codziennego nie zauważałem.
Nie stawiam znaku zapytania, choć zdanie powyższe pytające. Od jakiegoś czasu znaków zapytania nie stawiam w ogóle. Odwykłem od tego, bo znam na nie odpowiedzi. Opuściły mnie sprzeczności, wahania w ocenach, na pewno też nie mam wątpliwości. Życie chlasnęło mnie po tyłku na własne życzenie, za sprawą osobistej akceptacji, wewnętrznej aprobaty. Na pewno nie presji chwili, czy pod wpływem osób trzecich. Zawierzyłem szczerości i zaufałem uczciwej, ale i racjonalnej, z domieszką zdrowego rozsądku, zespołowej grze. Szczerość zawsze kończy się tym samym. Szczerość kończy przyjaźnie i zażyłości. Szczerość jest odhumanizowana. Ale szczerość ma zaletę niewątpliwą – jest istotną ingrediencją uczciwości w relacji człowieka z człowiekiem. To prawidłowość. To pozwala powiedzieć słynne: „sprawdzam”. Człowiek normalnego wzrostu od tego nie ucieknie. Sfilcowany zaś nigdy nie zgłębi tej prostej tajemnicy, gdyż urodził się i umrze z wykoślawionym, bezdusznym oraz bezbronnym i zawsze nieporadnym „superego!” okraszonym bezustannymi fochami.
Na szczęście ten etap życiowej drogi mam za sobą. Jest mi lekko na sercu, bo z niczego nie muszę się tłumaczyć. Pocieszam się, że odkrywając po raz kolejny tajemnice ludzkiej ułomności odniosłem w kulminacyjnym punkcie sukces. I mówię to szczerze i odpowiedzialnie, mimo że niewątpliwie o sarkazm to moje wynaturzenie się ociera.
Mierzi brak zrozumienia dla realizmu, niepokojąco zadziwia. Krótkowzroczność do tego dodana, wykoślawia ludzkie postawy i wściekle ułomnymi je czyni. Urażone ambicje, próby osiągnięcia doraźnych satysfakcji, chore zapędy, prostackie oceny, narcyzm, egoizm, zazdrość, kolesiostwo, plotkarstwo, lizusostwo i włazidupstwo zawsze mi obce były, miałkie są i w rzeczywistości czynią niepotrzebne kolizje na jednokierunkowej drodze, na którą gmina Śniadowo pomyślnie wjechała. Cieszę się, bo na jednokierunkowej na szczęście zawrócić się nie da. W tym wszystkim zauważam jednak zatracenie poczucia winy. W przeciwieństwie do tracących wzrost, kurczących się, sfilcowanych lub wiecznie małych mam pełną świadomość tego poważnego stanu. Może dlatego jeszcze bardziej intensywnie pracuję. Mam radość i satysfakcję, że ktoś tej pracy oczekuje, ocenia ją i postrzega pozytywnie. Czegoś się podjąłem, dźwigam to bezustannie i doniosę do celu. Jak będzie trzeba, to nawet ostatkiem sił. Sfilcowani zaś muszą uważać, bo idzie zimno i mogą się stać jeszcze mniejsi. Pokrzepieniem zaś jest, że tych o słusznym wzroście przybywa w geometrycznym postępie. To fakt.
P.S. Wiele razy spotykałem na swojej drodze ludzi z wielką kasą. Wielu z nich okazało się ludźmi małymi. Nie można w nich było zauważyć niczego więcej prócz pieniędzy. Bo oni niestety mają tylko „flotę”. Udowodniłem to mojemu koledze, który mieści się obecnie w setce najbogatszych Polaków. Zszedł na ziemię, jest teraz wspaniałym człowiekiem. Teraz widzi wiele rzeczy, a dopiero później pieniądze. Współpracuje z jednym z samorządów, widzi potrzeby innych, szanuje innych, nosi w sobie radość, imponuje pokorą, nie traktuje społeczności w swojej gminie instrumentalnie, nie prowadzi podstępnych gier w interesie swoich kieszeni. Można. Naprawdę można.
Komentarze
Prześlij komentarz