Fakty i opinie
RZEKA
Bożena Cienkus: Pomysł tego wywiadu powstał podczas naszego wspólnego spotkania. Omawialiśmy wiele spraw, ocenialiśmy okres mijającej kadencji samorządu w Śniadowie, rozmawialiśmy o stowarzyszeniu. To wówczas powiedziałeś, że aby wszystko zebrać w całość, potrzebny jest wywiad, długi wywiad, czyli rzeka.
Zbigniew Dulewicz: Głównym powodem, aby taki wywiad się ukazał są niewątpliwie nadchodzące wybory. Cała mijająca kadencja, cały ten okres, potrzebuje podsumowania. Takie usystematyzowanie wydarzeń praktycznie we wszystkich dziedzinach naszego życia gminnego jest wręcz konieczne. Ostatnia kadencja powinna być nauczką, jak samorząd nie powinien wyglądać, i jak nie powinien zarządzać taką poważną jednostką administracyjną człowiek nie posiadający do tego kompetencji, a nawet predyspozycji. Podsumowanie tego czterolecia ma jeszcze jedną zaletę – tłumaczy bowiem, jakich wyborów powinniśmy dokonać, aby nie wpaść z deszczu pod rynnę. Skala wydarzeń, zmienność panującej atmosfery społecznej oraz ilość kandydatów chcących brać udział w budowaniu naszej codzienności przez samorząd, świadczy, że takiej oceny ktoś musi dokonać. Brałem bezpośredni udział w wielu wydarzeniach, na kilka z nich miałem też wpływ, wiele z nich kreowali członkowie stowarzyszenia i jego sympatycy. Jestem członkiem tej społeczności, martwię się o przyszłość gminy, a poza tym żyjemy w wolnym kraju, więc czemu nie miałbym dokonać takiej oceny. Wolno mi, to przecież tylko moja opinia i tylko mój pogląd na sprawy.
B. Cienkus: Zbyszek, ta rzeka miała początek bodajże w końcu grudnia 2007 roku. To wtedy zasiedliśmy do stołu, aby porozmawiać, co trzeba zrobić, by odmienić sytuację w gminie.
Z. Dulewicz: Bożena, uważam, że pomyliłaś się co najmniej o rok. Dla mnie przynajmniej zaczęły się prawdziwe zmagania o przyszłość i obraz gminy Śniadowo jesienią 2006 roku, kiedy jeszcze mieszkałem w innym regionie Polski. Faktem jest, że gminą, a przede wszystkim Śniadowem interesowałem się od zawsze, czułem wewnątrz siebie ciągoty do korzeni, tu się urodziłem, tylko tu spędzałem wakacje, i tylko tu bywałem na urlopach. To wówczas otrzymałem telefon od znajomego, który wprowadził mnie w złe myśli i smutek. Było to po pierwszej turze wyborów. Perspektywa, jaka się rysowała na najbliższe lata zapowiadała marazm i eliminację samorządu w kierunku jedynowładztwa i zalewu niekompetencji. Doskonale znałem mechanizmy i sposób zarządzania preferowany przez człowieka, któremu groziło objęcie władzy. Podobne obawy tkwiły również w sporej grupie ludzi, skoro takie telefony do mnie wykonywali. Z perspektywy tego, co działo się w Śniadowie na początku lat dziewięćdziesiątych, obawy mieszkańców były w moim odczuciu naturalne. Już początek kadencji, w większości dziwne jednoosobowe decyzje, dysponowanie w sposób chaotyczny i nieracjonalny potężnymi środkami publicznymi kazały przewidywać krach, pasywność oraz pozorowanie władzy. Ale i działania w obszarze nadań personalnych i ich sposób w tamtym okresie zapowiadały zapaść o podłożu moralnym, co bardzo szybko stało się na tyle czytelne, że ludzie zaczęli załamywać ręce. Dalej była już tylko śmieszność, kompromitacja gminy, upadlanie ludzi i szastanie pieniędzmi. Wybrany decydent okazał się człowiekiem wybitnie nieodpowiedzialnym, czego konsekwencje będziemy odczuwać przynajmniej przez kilka następnych lat. Nie wchodzę w szczegóły, bo na tym blogu przez ponad dwa lata bardzo precyzyjnie to przedstawiałem.
B. Cienkus: Rozumiem, ale faktycznie działania przeciw sianemu złu rozpoczęliśmy z początkiem 2008 roku. To wtedy doszło do formalnego spotkania, co ewentualnie trzeba przedsięwziąć, aby zablokować marnotrawstwo pieniędzy i uwstecznianie gminy.
Z. Dulewicz: Zgadza się. Przecież brałaś Bożenka w tym udział. Podczas mojego pobytu na urlopie w 2007 roku, w sierpniu, powstał pomysł powołania stowarzyszenia, które skupi wokół siebie zdrowe siły, mogące zatrzymać proces degradacji gminy. Nie bardzo tylko jeszcze wtedy rozumiałem, czemu to ja miałbym zająć się próbą uporządkowania tych spraw. Przeważyło jedno ze spotkań po sesji rady gminy. Podszedł do mnie młody mężczyzna, przedstawił się z imienia i nazwiska – Cezary Polkowski, i oznajmił śmiało, że trzeba coś robić, nie można być biernym, trzeba ratować gminę przed ekonomicznym i moralnym upadkiem. Wyraził wolę uczestniczenia w takim projekcie. Zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, przekonał mnie, iż musi się źle dziać skoro padają tak jednoznaczne i dramatyczne słowa. Natomiast zgadza się, do spotkania, które określiło ramy tworzenia stowarzyszenia doszło z początkiem 2008 roku. Zostałem zaproszony do restauracji w Konopkach, gdzie kilka osób bardziej szczegółowo przedstawiło sytuację w gminie i zarysowało kształt takiej organizacji. Byłem pod wrażeniem, jak duża musiała być w tych ludziach determinacja i troska o gminę, że potrafili się tak licznie zmobilizować. Poza tym, co najistotniejsze, wiedzieli i umieli powiedzieć, co chcą robić i dlaczego, faktem jest, że liczyli z mojej strony na merytoryczne wsparcie. Zaakceptowałem to na tyle, że zgodziłem się w realizacji tego projektu uczestniczyć. Wczesną wiosną tego samego roku na spotkanie założycielskie przyszło 23 osoby, co wprawiło mnie w pozytywny szok. Nie spodziewałem się, że w tak trudnym mentalnie środowisku zbierze się tak liczna grupa ludzi chcąca zatrzymać lawinę niekompetencji.
B. Cienkus: Padają zarzuty, że tak naprawdę stowarzyszenie powołali ludzie, którzy nie mogli pogodzić się z porażka wyborczą i chcą wrócić do władzy.
Z. Dulewicz: Coś w tym było, bowiem z rozmów z niektórymi członkami stowarzyszenia można było wyczytać takie zamiary. Jednakże ja nie brałem takiej ewentualności pod uwagę. Nie jestem zwolennikiem, by ci sami ludzie wchodzili dwa razy do tej samej rzeki. Tego poglądu nigdy nie ukrywałem, często mówiłem głośno, iż droga dla tych, którzy rządzili w tamtym okresie powinna być zamknięta. Uważam, że ich pomysły się wyczerpały, a i sam sposób sprawowania władzy nie ulegał reformie, spoczęli na laurach, co wpędziło ich w trudne do zrozumienia lenistwo. Poza tym zarządzanie gminą wiejską zza biurka to nieporozumienie i brak szacunku dla społeczności. Wiele z osób, które sprawowały rządy do 2006 roku stworzyły coś na kształt kastowości, zatracili kontakt z rzeczywistością, uważam, że niemały wpływ miał na takie postawy także były Proboszcz. System nakazowy się wyczerpał, ludzie chcieli decydować, brać udział, a to im odebrano. Zatracono również poczucie priorytetów w gminie. Wynik wyborów przed czterema laty nie był wypadkową braku inwestycji, bo te przygotowywano na następne lata, lecz zupełnym brakiem partnerstwa z mieszkańcami. Ludzie wybrali coś, czego do końca nie akceptowali, chcieli po prostu zmiany. W rezultacie zamienił stryjek siekierkę na kijek. Po wyborach 2006 roku kryzys został pogłębiony, stworzył autorytaryzm w tragicznym wymiarze, ubezwłasnowolniający samorząd, radni przestali mieć cokolwiek do powiedzenia, urzędnikom zabrano możliwość spełniania się, wykorzystania kompetencji, doświadczenia, a wielu z nich w nieładny sposób się pozbyto. W kilku przypadkach ta droga wiodła przez gabinety psychiatrów. Przykre, bardzo przykre. W sposobie zarządzania gminą cofnęliśmy się w mroczne czasy peerelu. Ostatnie lata to smutny okres w historii gminy Śniadowo.
B. Cienkus: Z tego co dziś wiemy, te anomalia trafiły również do szkoły w Śniadowie.
Z. Dulewicz: Masz Bożenka rację. Tak jak wielu ludzi, nie miałem pojęcia co się w tej placówce dzieje. Przejrzałem na oczy jesienią 2008 roku, kiedy mój dom odwiedziło bodajże osiem nauczycielek. Przyszły zmartwione i zalęknione, popłynęły łzy. Oznajmiły, że proszą o pomoc w naprawieniu sytuacji, bowiem wyczerpały już wszelkie możliwości uzdrowienia sytuacji w szkole. To po tej wizycie ukazał się wywiad ze mną w „Oknie na Powiat”, gdzie upubliczniłem sytuację w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Śniadowie. Dzisiaj, z perspektywy czasu okazuje się, że nikt nie kłamał, że sytuacja w szkole była tragiczna. Sądzę, że zasługuje na uznanie zdecydowana reakcja na tę sprawę wójta Cezarego Polkowskiego, który odpowiedzialnie rozwiązał problem i atmosfera w szkole zdecydowanie się poprawiła. Nauczyciele uczą, a dzieci chłoną wiedzę. Jak w porządnej szkole.
B. Cienkus: W tych wszystkich działaniach jesteś mimo wszystko postrzegany bardzo negatywnie. Bardzo krytycznie mówi się o twoim radykalizmie. Ludzie postrzegają ciebie, jak zwariowanego rewolucjonistę.
Z. Dulewicz: To nie rewolucja, to porządkowanie chaosu. Te oceny są krzywdzące. Szczególnie, kiedy oceniają mnie ludzie, którzy nigdy nie zamienili ze mną słowa. Kiedy poznałem sytuację w gminie, kiedy poznałem niezdrowe zależności i strach grasujący po różnych lokalnych instytucjach, doszedłem do wniosku, że aby to uzdrowić potrzeba bardzo radykalnych, niekiedy nawet bezczelnych i odważnych posunięć. W przeciwnym razie walka ze złem nie odniosłaby żadnego skutku, a dzisiaj wybieralibyśmy ponownie decydenta nie spełniającego oczekiwań, którego marzeniem było wójtowanie do emerytury. Jedynowładztwo za daleko zabrnęło, to stało się chore, wypłukane z rozsądku, a wydatki społecznych pieniędzy zatraciły jakąkolwiek racjonalność. Niekompetencja kierownika gminy doprowadziła do tego, że jako jedna z nielicznych gmin zaczęliśmy zjadać własny ogon. Dla przykładu powiem, że dochody własne gminy w ubiegłym roku wyniosły ok. 2.200.000 złotych i niemal tyle samo wydano na samą administrację, bez wzrostu płac w analogicznym okresie, w tym samym czasie dług gminy urósł do kwoty ok. 3.100.000 złotych. Szliśmy w prostym kierunku do likwidacji gminy. To już jest tragedia, współczuję człowiekowi, który wygra w listopadzie wybory, bo kiesa prawie pusta. Reasumując powiem, że mam pełną świadomość, iż moje publikacje i działanie często oparte były na bezczelności i walenia prawdy bez skrupułów. Była to według mnie konieczność, robiłem to świadomie, bo tylko taka skrajna metoda mogła uzdrowić sytuację. To między innymi dlatego mamy tylu kandydatów, nie boją się, chcą współdecydować, co jeszcze nie tak dawno byłoby nie do pomyślenia.
B. Cienkus: Ty, jak i całe stowarzyszenie „Solidarna Gmina” zostaliśmy posądzeni o tworzenie niezdrowych podziałów.
Z. Dulewicz: Taki pogląd jest absurdalny i nie ma nic wspólnego z prawdą. Stowarzyszenie powstając zastało podziały – na tych co z kierownikiem gminy, i na tych co przeciwko niemu. To on te podziały stworzył wraz ze swoimi klakierami, ale i lokalnymi autorytetami. Dzielili bardzo konsekwentnie. Stowarzyszenie i ja osobiście czyniliśmy coś zgoła innego, po prostu łączyliśmy ludzi przeciwko nienormalności, która urastała do gigantycznych rozmiarów. Dochodziło do sytuacji, że ludzie nie mogli ze sobą porozmawiać, bo zaraz byli karceni, że nie rozmawiają z tymi co trzeba. To człowiek odsunięty od władzy to stworzył, a nie stowarzyszenie. Oskarżanie Dulewicza i stowarzyszenia o tworzenie podziałów jest nieuprawnione i jest wierutnym kłamstwem, nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością. Ludzie powinni jeszcze poznać prawdę o inwigilacji, której w brzydki sposób była władza najprawdopodobniej się dopuszczała poprzez zainstalowanie systemu kamer. Istnieją przesłanki, które prowadzą do przypuszczenia, że kierownik mógł mieć możliwość podglądu pracowników urzędu nie wychodząc z domu na zasadzie elektronicznego przekierowania podglądu z tych kamer. Dlatego zszokowała mnie ulotka jednego z kandydatów na radnych, który mówi o powstałych podziałach. Mógł dodać, kto i co było tego powodem. Przykre jest także to, że czytelne sygnały o niegospodarności i nieprawości kierowaliśmy do lokalnych autorytetów, także na piśmie, a one milczały, jakby wszystko było w porządku. Teraz, w obliczu nadchodzących wyborów raptem mają wiele do powiedzenia.
B. Cienkus: Na twoim blogu pokazała się i znikła bajka o rycerzu w spódnicy. Bardzo ostry tekst, czemu ta publikacja miała służyć?
Z. Dulewicz: Ta bajka od początku do końca jest fikcją literacką, nie mającą konkretnego personalnego odpowiednika w rzeczywistości. Napisałem ją w proteście przed obłudą, jaka towarzyszy stosunkom międzyludzkim w niemal każdym zakątku kraju. Ta bajka jest tego trawestacją. Ludzie się kochają, a następnie porzucają, tratują znajomości i przyjaźnie, później kłamią i konfabulują. Od dawna mnie ten temat mierził, bowiem tym bardziej trudne do zrozumienia są takie postawy ludzkie w środowiskach katolickich. Brak szacunku człowieka do człowieka się pogłębia, młodym ludziom coraz trudniej napotkać wzorce do naśladowania w tym pozytywnym znaczeniu. To przybrało zły kierunek, gdyż edukacja w tym obszarze naszego życia kończy się na szkole, później to już wyłącznie puste frazesy, bardzo wygodne wyłącznie na niedzielne spotkania. Tak, usunąłem bajkę z bloga na wyraźną sugestię jednego z kandydatów w tegorocznych wyborach samorządowych. Nie do końca rozumiem jego intencje, być może obawiał się niepotrzebnych skojarzeń wśród wyborców. Nie wiem, naprawdę nie wiem, i powiem szczerze, że uczyniłem to niechętnie. Nie mogę przecież odpowiadać za interpretacje i konfabulacje czytelników.
B. Cienkus: W tegorocznych wyborach mamy wysyp kandydatów. Żadna z gmin naszego powiatu nie ma takiej ilości walczących osób o miejsca w samorządzie oraz chęci objęcia funkcji wójta. Tego jeszcze w gminie Śniadowo nie było.
Z. Dulewicz: Uważam, że to kolejny dowód, iż stowarzyszenie oraz moja działalność uczynniła ludzi. Przemogli strach i jedni mniej, drudzy bardziej świadomie podjęli decyzję, aby wziąć odpowiedzialność za przyszłość gminy. Bez względu na przygotowanie tych ludzi i skalę ich predyspozycji do działania w samorządzie, sądzę, iż jest to w swym wymiarze bardzo pozytywne. Wyborca ma nie lada zadanie, aby spośród tej dużej liczby kandydatów wybrać tych właściwych. Jakby nie patrzeć, mieszkańcy gminy Śniadowo w pozytywnym sensie rozpoczęli marsz ku demokracji. Każdy z nas ma w tym niemały udział. W tej chwili gmina wkroczyła na nowe tory swojej historii i tylko od mieszkańców zależy, na ile przyspieszymy kroku, aby dogonić innych. Nikt inny, a jedynie wyborca może podyktować to tempo. Podkreślić trzeba, że w tych wyborach mamy dużo pań w roli kandydatów. Z tego naprawdę należy być zadowolonym, bowiem są one w stanie wnieść nowy powiew w struktury samorządu, być może też nową jakość.
B. Cienkus: Sprawę wyborów i kandydatów potraktowałeś bardzo ogólnikowo.
Z. Dulewicz: Bo moja ocena zawsze będzie subiektywna, odebrana przez czytelnika w sposób intencjonalny, gdyż jestem kojarzony z pewnymi osobami. Ale mogę parę słów na ten temat powiedzieć. Do wyborów idzie dziewięciu kandydatów na wójtów. Najprościej ich siłę i możliwości można rozpoznać przez skład osobowy ludzi, którzy z tych komitetów starają się o mandaty radnych. Według mnie taki komitet jest jak drużyna, siła drużyny stanowi o sile kandydata na wójta. Dodane do tego cechy, zaplecze i mobilność kandydata, który chce zostać wójtem stanowią kwintesencję walorów, które powinien ocenić wyborca i dopiero wówczas oddać głos, głos świadomy. Według mnie z najsilniejszą drużyną idzie do wyborów jej kapitan Cezary Polkowski. Pomimo kilku słabych punktów, jest to bezsprzecznie zalążek przyszłej rady, która zapoczątkuje nowy wymiar w samorządzie gminy Śniadowo. Drużyna ma na dodatek znakomitego kapitana, z dobrym charakterem i z dużym doświadczeniem samorządowym oraz naprawdę dobrym zapleczem, mogącym w szybkim tempie odmienić wizerunek gminy pod każdym względem, ale głównie w obszarze infrastruktury. Na ile jestem zorientowany, Cezary Polkowski podczas kampanii nie obiecuje, lecz gwarantuje, bo wie gdzie znaleźć środki w tym trudnym czasie dla gminy. Jeśli spojrzymy na zadłużenie gminy, bezproduktywny drenaż budżetu jakiego dokonano podczas ostatniej kadencji, to dopiero wówczas możemy ocenić zasadność i konieczność realizacji wizji pana Polkowskiego.
B. Cienkus: Skupiłeś się na jednej osobie lub jednym komitecie. A inni kandydaci?
Z. Dulewicz: Nie oszukujmy się. Spora część kandydatów na wójta to według mnie wyłącznie element promocji danej osoby, a w niektórych przypadkach nawet chęć zaistnienia. Wysoko oceniam Cezarego Truszkowskiego. To młody, odważny człowiek, który udowadnia swą kandydaturą i kampanią, że młodzi ludzie chcą się odpowiedzialnie wpisać w walkę o przyszłość gminy. Jest to młody rozsądny człowiek, który zapewne ma świadomość średniej szansy w tych wyborach, choć niewątpliwie zaabsorbuje młody elektorat wokół siebie. Według mnie osoba ta w przyszłości odegra ważną rolę w życiu społecznym naszej gminy, tacy ludzie są gwarantem wypełnienia luki pokoleniowej, która w niedalekiej przyszłości mogłaby nam zagrażać. O takich ludzi, jako społeczność powinniśmy zadbać. Andrzej Zaremba jest zagadką w tych wyborach. Nie chcę tego komentować, zbyt wiele na temat tej osoby przez ostatnie lata napisałem i powiedziałem. Każdy z czytelników doskonale wie, jaki mam pogląd na tę kandydaturę. Natomiast Bogdan Zaremba jest słabo utożsamiany z naszą gminą, jest osobą mało rozpoznawalną, jakby przez lata do wyborów żył równolegle obok niej, a nie bezpośrednio z nią. Trudno tę kandydaturę ocenić w wymiarze szans. Osobiście nie sądzę, by odniósł sukces wyborczy. Kandydat Platformy Obywatelskiej, Paweł Jemielity, jego kandydatura, w moim odczuciu jest jedynie promocją tego ugrupowania, nie można więc tego rozpatrywać w kategorii szans wyborczych. Józef Saniewski na pewno nie jest czarnym koniem tych wyborów. Osoba, która za pięć dwunasta decyduje się wystąpić w roli kandydata na wójta nie powinna odegrać w wyborach większej roli. Pan Saniewski nie jest w stanie moim zdaniem skupić wokół siebie znacznego elektoratu. Podobnie oceniam szanse Jana Kuśmirka, na którego zagłosuje atroficzny elektorat. Osoba ta straciła kontakt z gminą przed paroma laty. W ogóle ta kandydatura jest dla mnie dziwna i niezrozumiała. Także Kazimierz Korytkowski w obliczu kontrkandydatów nie jest w stanie zdobyć większej ilości głosów wyborców.
B. Cienkus: Pozostaje do omówienia kandydatura Rafała Pstrągowskiego?
Z. Dulewicz: Świadomie zostawiłem ocenę tego kandydata na koniec swej wypowiedzi. Jest to młody człowiek, zdaniem wielu wyborców, z którymi rozmawiam, zbyt jeszcze młody aby objąć taką funkcję. Ma walory. Jest to dobrze ułożony człowiek, merytoryczny w tym co obecnie robi. A mimo to uważam, że ta kandydatura nie jest dobra na ten czas. Jest to, poza oczywiście Cezarym Polkowskim, jedyna kandydatura mająca zaplecze. Tyle, że znacznie się oba między sobą różnią. Zaplecze pana Polkowskiego, jak wspomniałem, daje gwarancje na szybki rozwój gminy. Natomiast odnoszę wrażenie, że zaplecze pana Pstrągowskiego jest tym samym zapleczem, które przed czterema laty wyniosło na stołek byłego kierownika gminy. Wydaje mi się, a mówię to z wielkim przekonaniem, gdyż jest na to mnóstwo przesłanek, że zaplecze Rafała Pstrągowskiego stało za byłym kierownikiem gminy. Przez trzy lata biernie przyglądało się marazmowi, szkodnictwu, a poprzez tę bierność jakby dawało przyzwolenie na niegospodarność i inne dziejące się nieprawidłowości w obszarze społeczno-ekonomicznym. Zaplecze to, dopiero kiedy zauważyło wyraźnie, że następuje krach byłego faworyta przeniosło obiekt swojego zainteresowania na inną osobę. W moim przekonaniu jest to podstępne wobec wyborcy. To również jedna z najbardziej aktywnych osób w tej kampanii na rzecz Rafała Pstrągowskiego, kiedy „padał dotychczasowy układ”, przez osoby trzecie sugerowała tematy, jakie powinienem poruszyć na blogu. Według mojej oceny zaplecze to bardzo instrumentalnie traktuje swojego kandydata, dla zaspokojenia bardziej spraw ambicjonalnych niż w trosce o gminę, czym wystawia młodego człowieka na taką, a nie inną ocenę wielu wyborców, w tym i moją. Oczywiście człowiek ten ma szanse osiągnąć sukces w wyborach, i nie za sprawą programu, który jest dwójkowy, ale właśnie za sprawą zaplecza, które przeniosło środek ciężkości z byłego faworyta na nowego kandydata. Być może jest to również działanie wielotorowe, aby zamknąć drogę najlepszemu na ten czas kandydatowi na wójta, jakim niewątpliwie w tych wyborach jest Cezary Polkowski. Trochę mi to wygląda na działanie na zasadzie „pies ogrodnika” – sam nie wezmę, ale i jemu nie dam.
B. Cienkus: Docierają plotki, że Cezary Polkowski odniósłby zdecydowany sukces, gdyby w tym wszystkim nie było twojej osoby.
Z. Dulewicz: Kompletna bzdura. Jest to krzywdzenie mojej osoby, ale przede wszystkim pana Polkowskiego. A co znaczy moja osoba? W świetle tego, o czym rozmawialiśmy, gdyby nie moja osoba tegoroczne wybory byłyby wyborem jednego, no może między dwoma kandydatami. Konfiguracja, jaka się za rządów wygaszonego kierownika kształtowała skazywała gminę na kolejne cztery lata marazmu. Ten rok wyborczy doprowadziłby jedynie do wzrostu zadłużenia, bo kampania na zwycięstwo za wszelką cenę jest zawsze kosztowna. Czemu nikt nie pofatyguje się na trzeźwą ocenę tego, do czego doprowadziło moje działanie i stowarzyszenia. Przecież nie kto innych, jak my wprowadziliśmy gminę w nowy świat. Radni mogą na komisjach w pełni wyrażać swoje zdanie, swój punkt widzenia. Racjonalnie dysponuje się środkami, a urzędnicy nie drżą jak osika idąc do pracy każdego dnia. W szkole nauczyciele uczą, a dzieci wchłaniają wiedzę, nie ma sporów i kłótni. Gmina powinna podziękować Wojewodzie Podlaskiemu, że komisarzem został Cezary Polkowski a nie ktoś z nadania kierownika gminy, czy ktoś z zewnątrz. Byłby to kolejny stracony czas, a wiele spraw by ukryto. Czemu nikt nie postawi mi otwarcie konkretnych zarzutów, bo ja wciąż nie rozumiem co ma się mi do zarzucenia. Ludzie pieprzą na mój temat niestworzone rzeczy, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Zapraszam, porozmawiajmy, wymieńmy poglądy i opinie, podzielmy się wiedzą dla dobra gminy, a nie koterii, która uzurpuje sobie prawo do bycia kimś nie mając do tego żadnych predyspozycji. Uważam, że na spotkaniach wyborca powinien pytać kandydata Polkowskiego, jaka jest moja rola w urzędzie, co robię, jakie mam zadania, a nie pieprzyć, że nie powinienem tam pracować. Wyborca powinien czytać programy, słuchać propozycji, zauważać gwarancje spełnienia obietnic wyborczych, a nie skupiać się na Dulewiczu. A jeśli już, to poznać obie strony przysłowiowego medalu. Bo ja uważam, że dałem tej gminie wiele, bardzo dużo. Życzę każdemu, żeby tyle gminie dał. Wiem również, że mogę dać jeszcze więcej nie uzurpując sobie prawa do rządzenia, gdyż takich zamiarów i ciągot nie miałem nigdy. Wyborca powinien się zastanowić, czy chce rozwoju gminy, czy też wyboru ludzi na zasadzie „nie bo nie”; czy rządzenie ma wreszcie polegać na prawdzie i partnerstwie wójta – samorządu – społeczności, czy na zaspokojeniu aspiracji wąskiej grupy lokalnych autorytetów i ich klakierów. Ja osobiście chcę rozwoju gminy, i jestem w stanie w znacznym stopniu się do tego przyczynić i pomóc. Wszystkie moje kroki i działania zmierzają tylko w tym kierunku. Bez względu, gdzie będę pracował, będę to robił, bo jestem członkiem tej społeczności, któremu los gminy nie jest obojętny. I jeszcze jedno. Twierdzenie, że Cezary Polkowski jest pod moim wpływem jest kompletną bzdurą, nie mającą potwierdzenia w faktach. Podrywanie w ten sposób autorytetu pana Polkowskiego jest nieodpowiedzialne, nieuprawnione i krzywdzące. Jeżeli już jest pod jakimś wpływem, to na pewno swojego rozumu, rozsądku, logiki oraz doświadczenia.
Myślę, że będzie jeszcze niejedna okazja, aby porozmawiać o kulisach wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich lat, a mających wpływ na zmianę oblicza gminy i roli w tym poszczególnych osób.
B. Cienkus: Z gminnej komisji wyborczej w Śniadowie usunięto jedna osobę, ciebie obarczają niektóre osoby za to winą.
Z. Dulewicz: Potwierdzam, że jedna z osób została usunięta z tej komisji z przyczyn ustawowych mocą Postanowienia Komisarza Wyborczego w Łomży. Nie rozumiem natomiast, czemu mnie obarcza się za to winą? Zdarzenie dotyczyło zgłoszenia listy przez pełnomocnika komitetu z zewnątrz i wypraszam sobie łączenie mnie z tą sprawą. Podkreślam, że obciążanie mnie winą za to zdarzenie jest w całości nieuprawnione. Nie mam zamiaru być kozłem ofiarnym.
B. Cienkus: W sprawie pomówienia naszego kolegi ze stowarzyszenia przez ówczesnego wójta jesteś jednym z kluczowych świadków.
Z. Dulewicz: Toczy się ponowne rozpoznanie, trzecie już. Tym razem na wniosek Sądu Najwyższego, który pozytywnie rozpatrzył kasację złożoną przez naszego kolegę. Powiem tylko, że dla mnie jest to kpina z wymiaru sprawiedliwości, a postawa przewodniczącego funkcjonującej jeszcze rady gminy, jako kluczowego świadka, nawet w ocenie Sądu Najwyższego jest w swym wymiarze kompromitacją samorządu oraz brakiem zupełnego szacunku tego człowieka do dokumentów i prawdy w ogóle. Sprawa trwa , więc pozostawmy ją Sądowi.
B. Cienkus: Wróćmy do wyborów. Oprócz tego z gminy Śniadowo startują osoby do samorządu powiatowego.
Z. Dulewicz: Zgadza się. Komitety zarejestrowały kilka osób, które są mieszkańcami naszej gminy. Kiedyś pisałem o dotychczasowym umocowaniu Śniadowa w radzie powiatu. Przez długi okres mieliśmy i mamy tam trzech radnych. Tylko co z tego wynika. Mogę zrozumieć brak aktywności przez jakiś czas Leszka Szabłowskiego, który na ówczesnego wójta działał jak płachta na byka i nawet kiedy chciał, nie korzystano z jego pomocy. Natomiast pozostali dwaj, a głównie w mojej ocenie Jarosław Kulesza, wykazali się niespotykaną biernością w zakresie wsparcia dla gminy. Zasługujemy nadal na trzyosobową reprezentację w powiecie, ale uważam, że wyborca powinien dokonać weryfikacji jakości. Czas na nowe twarze, które wykażą się większą chęcią wsparcia powiatu na rzecz gminy Śniadowo, będą autentycznie zabiegać o środki głównie na modernizacje dróg, ale i inne projekty korzystne dla gminy. Rada Powiatu nie powinna być przechowalnią, czy formą zabezpieczenia, lecz forum zabiegania o pomyślność okręgów, które się tam reprezentuje.
B. Cienkus: Zakończmy prognozą wyniku tegorocznych wyborów.
Z. Dulewicz: Powiem krótko. Zmiany w postrzeganiu istotnych spraw w gminie pozwolą na wybór ludzi, którzy pomyślnie poprowadzą nas przez najbliższe cztery lata drogą rozwoju i zaspokojenia potrzeb. Noszę w sobie taką nadzieję. Wierzę w wyborców, w ich rozsądek i troskę o gminę.
Pozwolisz, że skorzystam z tej szczególnej okazji. Kieruję gorące podziękowania do wszystkich członków stowarzyszenia „Solidarna Gmina” oraz naszych sympatyków za wsparcie, zaangażowanie, pomoc oraz wytrwałość. Im oraz wszystkim mieszkańcom gminy życzę w dniu 21 listopada trafnych wyborów.
B. Cienkus: Zbyszek, dziękuje za rozmowę.
Bożena Cienkus: Pomysł tego wywiadu powstał podczas naszego wspólnego spotkania. Omawialiśmy wiele spraw, ocenialiśmy okres mijającej kadencji samorządu w Śniadowie, rozmawialiśmy o stowarzyszeniu. To wówczas powiedziałeś, że aby wszystko zebrać w całość, potrzebny jest wywiad, długi wywiad, czyli rzeka.
Zbigniew Dulewicz: Głównym powodem, aby taki wywiad się ukazał są niewątpliwie nadchodzące wybory. Cała mijająca kadencja, cały ten okres, potrzebuje podsumowania. Takie usystematyzowanie wydarzeń praktycznie we wszystkich dziedzinach naszego życia gminnego jest wręcz konieczne. Ostatnia kadencja powinna być nauczką, jak samorząd nie powinien wyglądać, i jak nie powinien zarządzać taką poważną jednostką administracyjną człowiek nie posiadający do tego kompetencji, a nawet predyspozycji. Podsumowanie tego czterolecia ma jeszcze jedną zaletę – tłumaczy bowiem, jakich wyborów powinniśmy dokonać, aby nie wpaść z deszczu pod rynnę. Skala wydarzeń, zmienność panującej atmosfery społecznej oraz ilość kandydatów chcących brać udział w budowaniu naszej codzienności przez samorząd, świadczy, że takiej oceny ktoś musi dokonać. Brałem bezpośredni udział w wielu wydarzeniach, na kilka z nich miałem też wpływ, wiele z nich kreowali członkowie stowarzyszenia i jego sympatycy. Jestem członkiem tej społeczności, martwię się o przyszłość gminy, a poza tym żyjemy w wolnym kraju, więc czemu nie miałbym dokonać takiej oceny. Wolno mi, to przecież tylko moja opinia i tylko mój pogląd na sprawy.
B. Cienkus: Zbyszek, ta rzeka miała początek bodajże w końcu grudnia 2007 roku. To wtedy zasiedliśmy do stołu, aby porozmawiać, co trzeba zrobić, by odmienić sytuację w gminie.
Z. Dulewicz: Bożena, uważam, że pomyliłaś się co najmniej o rok. Dla mnie przynajmniej zaczęły się prawdziwe zmagania o przyszłość i obraz gminy Śniadowo jesienią 2006 roku, kiedy jeszcze mieszkałem w innym regionie Polski. Faktem jest, że gminą, a przede wszystkim Śniadowem interesowałem się od zawsze, czułem wewnątrz siebie ciągoty do korzeni, tu się urodziłem, tylko tu spędzałem wakacje, i tylko tu bywałem na urlopach. To wówczas otrzymałem telefon od znajomego, który wprowadził mnie w złe myśli i smutek. Było to po pierwszej turze wyborów. Perspektywa, jaka się rysowała na najbliższe lata zapowiadała marazm i eliminację samorządu w kierunku jedynowładztwa i zalewu niekompetencji. Doskonale znałem mechanizmy i sposób zarządzania preferowany przez człowieka, któremu groziło objęcie władzy. Podobne obawy tkwiły również w sporej grupie ludzi, skoro takie telefony do mnie wykonywali. Z perspektywy tego, co działo się w Śniadowie na początku lat dziewięćdziesiątych, obawy mieszkańców były w moim odczuciu naturalne. Już początek kadencji, w większości dziwne jednoosobowe decyzje, dysponowanie w sposób chaotyczny i nieracjonalny potężnymi środkami publicznymi kazały przewidywać krach, pasywność oraz pozorowanie władzy. Ale i działania w obszarze nadań personalnych i ich sposób w tamtym okresie zapowiadały zapaść o podłożu moralnym, co bardzo szybko stało się na tyle czytelne, że ludzie zaczęli załamywać ręce. Dalej była już tylko śmieszność, kompromitacja gminy, upadlanie ludzi i szastanie pieniędzmi. Wybrany decydent okazał się człowiekiem wybitnie nieodpowiedzialnym, czego konsekwencje będziemy odczuwać przynajmniej przez kilka następnych lat. Nie wchodzę w szczegóły, bo na tym blogu przez ponad dwa lata bardzo precyzyjnie to przedstawiałem.
B. Cienkus: Rozumiem, ale faktycznie działania przeciw sianemu złu rozpoczęliśmy z początkiem 2008 roku. To wtedy doszło do formalnego spotkania, co ewentualnie trzeba przedsięwziąć, aby zablokować marnotrawstwo pieniędzy i uwstecznianie gminy.
Z. Dulewicz: Zgadza się. Przecież brałaś Bożenka w tym udział. Podczas mojego pobytu na urlopie w 2007 roku, w sierpniu, powstał pomysł powołania stowarzyszenia, które skupi wokół siebie zdrowe siły, mogące zatrzymać proces degradacji gminy. Nie bardzo tylko jeszcze wtedy rozumiałem, czemu to ja miałbym zająć się próbą uporządkowania tych spraw. Przeważyło jedno ze spotkań po sesji rady gminy. Podszedł do mnie młody mężczyzna, przedstawił się z imienia i nazwiska – Cezary Polkowski, i oznajmił śmiało, że trzeba coś robić, nie można być biernym, trzeba ratować gminę przed ekonomicznym i moralnym upadkiem. Wyraził wolę uczestniczenia w takim projekcie. Zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, przekonał mnie, iż musi się źle dziać skoro padają tak jednoznaczne i dramatyczne słowa. Natomiast zgadza się, do spotkania, które określiło ramy tworzenia stowarzyszenia doszło z początkiem 2008 roku. Zostałem zaproszony do restauracji w Konopkach, gdzie kilka osób bardziej szczegółowo przedstawiło sytuację w gminie i zarysowało kształt takiej organizacji. Byłem pod wrażeniem, jak duża musiała być w tych ludziach determinacja i troska o gminę, że potrafili się tak licznie zmobilizować. Poza tym, co najistotniejsze, wiedzieli i umieli powiedzieć, co chcą robić i dlaczego, faktem jest, że liczyli z mojej strony na merytoryczne wsparcie. Zaakceptowałem to na tyle, że zgodziłem się w realizacji tego projektu uczestniczyć. Wczesną wiosną tego samego roku na spotkanie założycielskie przyszło 23 osoby, co wprawiło mnie w pozytywny szok. Nie spodziewałem się, że w tak trudnym mentalnie środowisku zbierze się tak liczna grupa ludzi chcąca zatrzymać lawinę niekompetencji.
B. Cienkus: Padają zarzuty, że tak naprawdę stowarzyszenie powołali ludzie, którzy nie mogli pogodzić się z porażka wyborczą i chcą wrócić do władzy.
Z. Dulewicz: Coś w tym było, bowiem z rozmów z niektórymi członkami stowarzyszenia można było wyczytać takie zamiary. Jednakże ja nie brałem takiej ewentualności pod uwagę. Nie jestem zwolennikiem, by ci sami ludzie wchodzili dwa razy do tej samej rzeki. Tego poglądu nigdy nie ukrywałem, często mówiłem głośno, iż droga dla tych, którzy rządzili w tamtym okresie powinna być zamknięta. Uważam, że ich pomysły się wyczerpały, a i sam sposób sprawowania władzy nie ulegał reformie, spoczęli na laurach, co wpędziło ich w trudne do zrozumienia lenistwo. Poza tym zarządzanie gminą wiejską zza biurka to nieporozumienie i brak szacunku dla społeczności. Wiele z osób, które sprawowały rządy do 2006 roku stworzyły coś na kształt kastowości, zatracili kontakt z rzeczywistością, uważam, że niemały wpływ miał na takie postawy także były Proboszcz. System nakazowy się wyczerpał, ludzie chcieli decydować, brać udział, a to im odebrano. Zatracono również poczucie priorytetów w gminie. Wynik wyborów przed czterema laty nie był wypadkową braku inwestycji, bo te przygotowywano na następne lata, lecz zupełnym brakiem partnerstwa z mieszkańcami. Ludzie wybrali coś, czego do końca nie akceptowali, chcieli po prostu zmiany. W rezultacie zamienił stryjek siekierkę na kijek. Po wyborach 2006 roku kryzys został pogłębiony, stworzył autorytaryzm w tragicznym wymiarze, ubezwłasnowolniający samorząd, radni przestali mieć cokolwiek do powiedzenia, urzędnikom zabrano możliwość spełniania się, wykorzystania kompetencji, doświadczenia, a wielu z nich w nieładny sposób się pozbyto. W kilku przypadkach ta droga wiodła przez gabinety psychiatrów. Przykre, bardzo przykre. W sposobie zarządzania gminą cofnęliśmy się w mroczne czasy peerelu. Ostatnie lata to smutny okres w historii gminy Śniadowo.
B. Cienkus: Z tego co dziś wiemy, te anomalia trafiły również do szkoły w Śniadowie.
Z. Dulewicz: Masz Bożenka rację. Tak jak wielu ludzi, nie miałem pojęcia co się w tej placówce dzieje. Przejrzałem na oczy jesienią 2008 roku, kiedy mój dom odwiedziło bodajże osiem nauczycielek. Przyszły zmartwione i zalęknione, popłynęły łzy. Oznajmiły, że proszą o pomoc w naprawieniu sytuacji, bowiem wyczerpały już wszelkie możliwości uzdrowienia sytuacji w szkole. To po tej wizycie ukazał się wywiad ze mną w „Oknie na Powiat”, gdzie upubliczniłem sytuację w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Śniadowie. Dzisiaj, z perspektywy czasu okazuje się, że nikt nie kłamał, że sytuacja w szkole była tragiczna. Sądzę, że zasługuje na uznanie zdecydowana reakcja na tę sprawę wójta Cezarego Polkowskiego, który odpowiedzialnie rozwiązał problem i atmosfera w szkole zdecydowanie się poprawiła. Nauczyciele uczą, a dzieci chłoną wiedzę. Jak w porządnej szkole.
B. Cienkus: W tych wszystkich działaniach jesteś mimo wszystko postrzegany bardzo negatywnie. Bardzo krytycznie mówi się o twoim radykalizmie. Ludzie postrzegają ciebie, jak zwariowanego rewolucjonistę.
Z. Dulewicz: To nie rewolucja, to porządkowanie chaosu. Te oceny są krzywdzące. Szczególnie, kiedy oceniają mnie ludzie, którzy nigdy nie zamienili ze mną słowa. Kiedy poznałem sytuację w gminie, kiedy poznałem niezdrowe zależności i strach grasujący po różnych lokalnych instytucjach, doszedłem do wniosku, że aby to uzdrowić potrzeba bardzo radykalnych, niekiedy nawet bezczelnych i odważnych posunięć. W przeciwnym razie walka ze złem nie odniosłaby żadnego skutku, a dzisiaj wybieralibyśmy ponownie decydenta nie spełniającego oczekiwań, którego marzeniem było wójtowanie do emerytury. Jedynowładztwo za daleko zabrnęło, to stało się chore, wypłukane z rozsądku, a wydatki społecznych pieniędzy zatraciły jakąkolwiek racjonalność. Niekompetencja kierownika gminy doprowadziła do tego, że jako jedna z nielicznych gmin zaczęliśmy zjadać własny ogon. Dla przykładu powiem, że dochody własne gminy w ubiegłym roku wyniosły ok. 2.200.000 złotych i niemal tyle samo wydano na samą administrację, bez wzrostu płac w analogicznym okresie, w tym samym czasie dług gminy urósł do kwoty ok. 3.100.000 złotych. Szliśmy w prostym kierunku do likwidacji gminy. To już jest tragedia, współczuję człowiekowi, który wygra w listopadzie wybory, bo kiesa prawie pusta. Reasumując powiem, że mam pełną świadomość, iż moje publikacje i działanie często oparte były na bezczelności i walenia prawdy bez skrupułów. Była to według mnie konieczność, robiłem to świadomie, bo tylko taka skrajna metoda mogła uzdrowić sytuację. To między innymi dlatego mamy tylu kandydatów, nie boją się, chcą współdecydować, co jeszcze nie tak dawno byłoby nie do pomyślenia.
B. Cienkus: Ty, jak i całe stowarzyszenie „Solidarna Gmina” zostaliśmy posądzeni o tworzenie niezdrowych podziałów.
Z. Dulewicz: Taki pogląd jest absurdalny i nie ma nic wspólnego z prawdą. Stowarzyszenie powstając zastało podziały – na tych co z kierownikiem gminy, i na tych co przeciwko niemu. To on te podziały stworzył wraz ze swoimi klakierami, ale i lokalnymi autorytetami. Dzielili bardzo konsekwentnie. Stowarzyszenie i ja osobiście czyniliśmy coś zgoła innego, po prostu łączyliśmy ludzi przeciwko nienormalności, która urastała do gigantycznych rozmiarów. Dochodziło do sytuacji, że ludzie nie mogli ze sobą porozmawiać, bo zaraz byli karceni, że nie rozmawiają z tymi co trzeba. To człowiek odsunięty od władzy to stworzył, a nie stowarzyszenie. Oskarżanie Dulewicza i stowarzyszenia o tworzenie podziałów jest nieuprawnione i jest wierutnym kłamstwem, nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością. Ludzie powinni jeszcze poznać prawdę o inwigilacji, której w brzydki sposób była władza najprawdopodobniej się dopuszczała poprzez zainstalowanie systemu kamer. Istnieją przesłanki, które prowadzą do przypuszczenia, że kierownik mógł mieć możliwość podglądu pracowników urzędu nie wychodząc z domu na zasadzie elektronicznego przekierowania podglądu z tych kamer. Dlatego zszokowała mnie ulotka jednego z kandydatów na radnych, który mówi o powstałych podziałach. Mógł dodać, kto i co było tego powodem. Przykre jest także to, że czytelne sygnały o niegospodarności i nieprawości kierowaliśmy do lokalnych autorytetów, także na piśmie, a one milczały, jakby wszystko było w porządku. Teraz, w obliczu nadchodzących wyborów raptem mają wiele do powiedzenia.
B. Cienkus: Na twoim blogu pokazała się i znikła bajka o rycerzu w spódnicy. Bardzo ostry tekst, czemu ta publikacja miała służyć?
Z. Dulewicz: Ta bajka od początku do końca jest fikcją literacką, nie mającą konkretnego personalnego odpowiednika w rzeczywistości. Napisałem ją w proteście przed obłudą, jaka towarzyszy stosunkom międzyludzkim w niemal każdym zakątku kraju. Ta bajka jest tego trawestacją. Ludzie się kochają, a następnie porzucają, tratują znajomości i przyjaźnie, później kłamią i konfabulują. Od dawna mnie ten temat mierził, bowiem tym bardziej trudne do zrozumienia są takie postawy ludzkie w środowiskach katolickich. Brak szacunku człowieka do człowieka się pogłębia, młodym ludziom coraz trudniej napotkać wzorce do naśladowania w tym pozytywnym znaczeniu. To przybrało zły kierunek, gdyż edukacja w tym obszarze naszego życia kończy się na szkole, później to już wyłącznie puste frazesy, bardzo wygodne wyłącznie na niedzielne spotkania. Tak, usunąłem bajkę z bloga na wyraźną sugestię jednego z kandydatów w tegorocznych wyborach samorządowych. Nie do końca rozumiem jego intencje, być może obawiał się niepotrzebnych skojarzeń wśród wyborców. Nie wiem, naprawdę nie wiem, i powiem szczerze, że uczyniłem to niechętnie. Nie mogę przecież odpowiadać za interpretacje i konfabulacje czytelników.
B. Cienkus: W tegorocznych wyborach mamy wysyp kandydatów. Żadna z gmin naszego powiatu nie ma takiej ilości walczących osób o miejsca w samorządzie oraz chęci objęcia funkcji wójta. Tego jeszcze w gminie Śniadowo nie było.
Z. Dulewicz: Uważam, że to kolejny dowód, iż stowarzyszenie oraz moja działalność uczynniła ludzi. Przemogli strach i jedni mniej, drudzy bardziej świadomie podjęli decyzję, aby wziąć odpowiedzialność za przyszłość gminy. Bez względu na przygotowanie tych ludzi i skalę ich predyspozycji do działania w samorządzie, sądzę, iż jest to w swym wymiarze bardzo pozytywne. Wyborca ma nie lada zadanie, aby spośród tej dużej liczby kandydatów wybrać tych właściwych. Jakby nie patrzeć, mieszkańcy gminy Śniadowo w pozytywnym sensie rozpoczęli marsz ku demokracji. Każdy z nas ma w tym niemały udział. W tej chwili gmina wkroczyła na nowe tory swojej historii i tylko od mieszkańców zależy, na ile przyspieszymy kroku, aby dogonić innych. Nikt inny, a jedynie wyborca może podyktować to tempo. Podkreślić trzeba, że w tych wyborach mamy dużo pań w roli kandydatów. Z tego naprawdę należy być zadowolonym, bowiem są one w stanie wnieść nowy powiew w struktury samorządu, być może też nową jakość.
B. Cienkus: Sprawę wyborów i kandydatów potraktowałeś bardzo ogólnikowo.
Z. Dulewicz: Bo moja ocena zawsze będzie subiektywna, odebrana przez czytelnika w sposób intencjonalny, gdyż jestem kojarzony z pewnymi osobami. Ale mogę parę słów na ten temat powiedzieć. Do wyborów idzie dziewięciu kandydatów na wójtów. Najprościej ich siłę i możliwości można rozpoznać przez skład osobowy ludzi, którzy z tych komitetów starają się o mandaty radnych. Według mnie taki komitet jest jak drużyna, siła drużyny stanowi o sile kandydata na wójta. Dodane do tego cechy, zaplecze i mobilność kandydata, który chce zostać wójtem stanowią kwintesencję walorów, które powinien ocenić wyborca i dopiero wówczas oddać głos, głos świadomy. Według mnie z najsilniejszą drużyną idzie do wyborów jej kapitan Cezary Polkowski. Pomimo kilku słabych punktów, jest to bezsprzecznie zalążek przyszłej rady, która zapoczątkuje nowy wymiar w samorządzie gminy Śniadowo. Drużyna ma na dodatek znakomitego kapitana, z dobrym charakterem i z dużym doświadczeniem samorządowym oraz naprawdę dobrym zapleczem, mogącym w szybkim tempie odmienić wizerunek gminy pod każdym względem, ale głównie w obszarze infrastruktury. Na ile jestem zorientowany, Cezary Polkowski podczas kampanii nie obiecuje, lecz gwarantuje, bo wie gdzie znaleźć środki w tym trudnym czasie dla gminy. Jeśli spojrzymy na zadłużenie gminy, bezproduktywny drenaż budżetu jakiego dokonano podczas ostatniej kadencji, to dopiero wówczas możemy ocenić zasadność i konieczność realizacji wizji pana Polkowskiego.
B. Cienkus: Skupiłeś się na jednej osobie lub jednym komitecie. A inni kandydaci?
Z. Dulewicz: Nie oszukujmy się. Spora część kandydatów na wójta to według mnie wyłącznie element promocji danej osoby, a w niektórych przypadkach nawet chęć zaistnienia. Wysoko oceniam Cezarego Truszkowskiego. To młody, odważny człowiek, który udowadnia swą kandydaturą i kampanią, że młodzi ludzie chcą się odpowiedzialnie wpisać w walkę o przyszłość gminy. Jest to młody rozsądny człowiek, który zapewne ma świadomość średniej szansy w tych wyborach, choć niewątpliwie zaabsorbuje młody elektorat wokół siebie. Według mnie osoba ta w przyszłości odegra ważną rolę w życiu społecznym naszej gminy, tacy ludzie są gwarantem wypełnienia luki pokoleniowej, która w niedalekiej przyszłości mogłaby nam zagrażać. O takich ludzi, jako społeczność powinniśmy zadbać. Andrzej Zaremba jest zagadką w tych wyborach. Nie chcę tego komentować, zbyt wiele na temat tej osoby przez ostatnie lata napisałem i powiedziałem. Każdy z czytelników doskonale wie, jaki mam pogląd na tę kandydaturę. Natomiast Bogdan Zaremba jest słabo utożsamiany z naszą gminą, jest osobą mało rozpoznawalną, jakby przez lata do wyborów żył równolegle obok niej, a nie bezpośrednio z nią. Trudno tę kandydaturę ocenić w wymiarze szans. Osobiście nie sądzę, by odniósł sukces wyborczy. Kandydat Platformy Obywatelskiej, Paweł Jemielity, jego kandydatura, w moim odczuciu jest jedynie promocją tego ugrupowania, nie można więc tego rozpatrywać w kategorii szans wyborczych. Józef Saniewski na pewno nie jest czarnym koniem tych wyborów. Osoba, która za pięć dwunasta decyduje się wystąpić w roli kandydata na wójta nie powinna odegrać w wyborach większej roli. Pan Saniewski nie jest w stanie moim zdaniem skupić wokół siebie znacznego elektoratu. Podobnie oceniam szanse Jana Kuśmirka, na którego zagłosuje atroficzny elektorat. Osoba ta straciła kontakt z gminą przed paroma laty. W ogóle ta kandydatura jest dla mnie dziwna i niezrozumiała. Także Kazimierz Korytkowski w obliczu kontrkandydatów nie jest w stanie zdobyć większej ilości głosów wyborców.
B. Cienkus: Pozostaje do omówienia kandydatura Rafała Pstrągowskiego?
Z. Dulewicz: Świadomie zostawiłem ocenę tego kandydata na koniec swej wypowiedzi. Jest to młody człowiek, zdaniem wielu wyborców, z którymi rozmawiam, zbyt jeszcze młody aby objąć taką funkcję. Ma walory. Jest to dobrze ułożony człowiek, merytoryczny w tym co obecnie robi. A mimo to uważam, że ta kandydatura nie jest dobra na ten czas. Jest to, poza oczywiście Cezarym Polkowskim, jedyna kandydatura mająca zaplecze. Tyle, że znacznie się oba między sobą różnią. Zaplecze pana Polkowskiego, jak wspomniałem, daje gwarancje na szybki rozwój gminy. Natomiast odnoszę wrażenie, że zaplecze pana Pstrągowskiego jest tym samym zapleczem, które przed czterema laty wyniosło na stołek byłego kierownika gminy. Wydaje mi się, a mówię to z wielkim przekonaniem, gdyż jest na to mnóstwo przesłanek, że zaplecze Rafała Pstrągowskiego stało za byłym kierownikiem gminy. Przez trzy lata biernie przyglądało się marazmowi, szkodnictwu, a poprzez tę bierność jakby dawało przyzwolenie na niegospodarność i inne dziejące się nieprawidłowości w obszarze społeczno-ekonomicznym. Zaplecze to, dopiero kiedy zauważyło wyraźnie, że następuje krach byłego faworyta przeniosło obiekt swojego zainteresowania na inną osobę. W moim przekonaniu jest to podstępne wobec wyborcy. To również jedna z najbardziej aktywnych osób w tej kampanii na rzecz Rafała Pstrągowskiego, kiedy „padał dotychczasowy układ”, przez osoby trzecie sugerowała tematy, jakie powinienem poruszyć na blogu. Według mojej oceny zaplecze to bardzo instrumentalnie traktuje swojego kandydata, dla zaspokojenia bardziej spraw ambicjonalnych niż w trosce o gminę, czym wystawia młodego człowieka na taką, a nie inną ocenę wielu wyborców, w tym i moją. Oczywiście człowiek ten ma szanse osiągnąć sukces w wyborach, i nie za sprawą programu, który jest dwójkowy, ale właśnie za sprawą zaplecza, które przeniosło środek ciężkości z byłego faworyta na nowego kandydata. Być może jest to również działanie wielotorowe, aby zamknąć drogę najlepszemu na ten czas kandydatowi na wójta, jakim niewątpliwie w tych wyborach jest Cezary Polkowski. Trochę mi to wygląda na działanie na zasadzie „pies ogrodnika” – sam nie wezmę, ale i jemu nie dam.
B. Cienkus: Docierają plotki, że Cezary Polkowski odniósłby zdecydowany sukces, gdyby w tym wszystkim nie było twojej osoby.
Z. Dulewicz: Kompletna bzdura. Jest to krzywdzenie mojej osoby, ale przede wszystkim pana Polkowskiego. A co znaczy moja osoba? W świetle tego, o czym rozmawialiśmy, gdyby nie moja osoba tegoroczne wybory byłyby wyborem jednego, no może między dwoma kandydatami. Konfiguracja, jaka się za rządów wygaszonego kierownika kształtowała skazywała gminę na kolejne cztery lata marazmu. Ten rok wyborczy doprowadziłby jedynie do wzrostu zadłużenia, bo kampania na zwycięstwo za wszelką cenę jest zawsze kosztowna. Czemu nikt nie pofatyguje się na trzeźwą ocenę tego, do czego doprowadziło moje działanie i stowarzyszenia. Przecież nie kto innych, jak my wprowadziliśmy gminę w nowy świat. Radni mogą na komisjach w pełni wyrażać swoje zdanie, swój punkt widzenia. Racjonalnie dysponuje się środkami, a urzędnicy nie drżą jak osika idąc do pracy każdego dnia. W szkole nauczyciele uczą, a dzieci wchłaniają wiedzę, nie ma sporów i kłótni. Gmina powinna podziękować Wojewodzie Podlaskiemu, że komisarzem został Cezary Polkowski a nie ktoś z nadania kierownika gminy, czy ktoś z zewnątrz. Byłby to kolejny stracony czas, a wiele spraw by ukryto. Czemu nikt nie postawi mi otwarcie konkretnych zarzutów, bo ja wciąż nie rozumiem co ma się mi do zarzucenia. Ludzie pieprzą na mój temat niestworzone rzeczy, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Zapraszam, porozmawiajmy, wymieńmy poglądy i opinie, podzielmy się wiedzą dla dobra gminy, a nie koterii, która uzurpuje sobie prawo do bycia kimś nie mając do tego żadnych predyspozycji. Uważam, że na spotkaniach wyborca powinien pytać kandydata Polkowskiego, jaka jest moja rola w urzędzie, co robię, jakie mam zadania, a nie pieprzyć, że nie powinienem tam pracować. Wyborca powinien czytać programy, słuchać propozycji, zauważać gwarancje spełnienia obietnic wyborczych, a nie skupiać się na Dulewiczu. A jeśli już, to poznać obie strony przysłowiowego medalu. Bo ja uważam, że dałem tej gminie wiele, bardzo dużo. Życzę każdemu, żeby tyle gminie dał. Wiem również, że mogę dać jeszcze więcej nie uzurpując sobie prawa do rządzenia, gdyż takich zamiarów i ciągot nie miałem nigdy. Wyborca powinien się zastanowić, czy chce rozwoju gminy, czy też wyboru ludzi na zasadzie „nie bo nie”; czy rządzenie ma wreszcie polegać na prawdzie i partnerstwie wójta – samorządu – społeczności, czy na zaspokojeniu aspiracji wąskiej grupy lokalnych autorytetów i ich klakierów. Ja osobiście chcę rozwoju gminy, i jestem w stanie w znacznym stopniu się do tego przyczynić i pomóc. Wszystkie moje kroki i działania zmierzają tylko w tym kierunku. Bez względu, gdzie będę pracował, będę to robił, bo jestem członkiem tej społeczności, któremu los gminy nie jest obojętny. I jeszcze jedno. Twierdzenie, że Cezary Polkowski jest pod moim wpływem jest kompletną bzdurą, nie mającą potwierdzenia w faktach. Podrywanie w ten sposób autorytetu pana Polkowskiego jest nieodpowiedzialne, nieuprawnione i krzywdzące. Jeżeli już jest pod jakimś wpływem, to na pewno swojego rozumu, rozsądku, logiki oraz doświadczenia.
Myślę, że będzie jeszcze niejedna okazja, aby porozmawiać o kulisach wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich lat, a mających wpływ na zmianę oblicza gminy i roli w tym poszczególnych osób.
B. Cienkus: Z gminnej komisji wyborczej w Śniadowie usunięto jedna osobę, ciebie obarczają niektóre osoby za to winą.
Z. Dulewicz: Potwierdzam, że jedna z osób została usunięta z tej komisji z przyczyn ustawowych mocą Postanowienia Komisarza Wyborczego w Łomży. Nie rozumiem natomiast, czemu mnie obarcza się za to winą? Zdarzenie dotyczyło zgłoszenia listy przez pełnomocnika komitetu z zewnątrz i wypraszam sobie łączenie mnie z tą sprawą. Podkreślam, że obciążanie mnie winą za to zdarzenie jest w całości nieuprawnione. Nie mam zamiaru być kozłem ofiarnym.
B. Cienkus: W sprawie pomówienia naszego kolegi ze stowarzyszenia przez ówczesnego wójta jesteś jednym z kluczowych świadków.
Z. Dulewicz: Toczy się ponowne rozpoznanie, trzecie już. Tym razem na wniosek Sądu Najwyższego, który pozytywnie rozpatrzył kasację złożoną przez naszego kolegę. Powiem tylko, że dla mnie jest to kpina z wymiaru sprawiedliwości, a postawa przewodniczącego funkcjonującej jeszcze rady gminy, jako kluczowego świadka, nawet w ocenie Sądu Najwyższego jest w swym wymiarze kompromitacją samorządu oraz brakiem zupełnego szacunku tego człowieka do dokumentów i prawdy w ogóle. Sprawa trwa , więc pozostawmy ją Sądowi.
B. Cienkus: Wróćmy do wyborów. Oprócz tego z gminy Śniadowo startują osoby do samorządu powiatowego.
Z. Dulewicz: Zgadza się. Komitety zarejestrowały kilka osób, które są mieszkańcami naszej gminy. Kiedyś pisałem o dotychczasowym umocowaniu Śniadowa w radzie powiatu. Przez długi okres mieliśmy i mamy tam trzech radnych. Tylko co z tego wynika. Mogę zrozumieć brak aktywności przez jakiś czas Leszka Szabłowskiego, który na ówczesnego wójta działał jak płachta na byka i nawet kiedy chciał, nie korzystano z jego pomocy. Natomiast pozostali dwaj, a głównie w mojej ocenie Jarosław Kulesza, wykazali się niespotykaną biernością w zakresie wsparcia dla gminy. Zasługujemy nadal na trzyosobową reprezentację w powiecie, ale uważam, że wyborca powinien dokonać weryfikacji jakości. Czas na nowe twarze, które wykażą się większą chęcią wsparcia powiatu na rzecz gminy Śniadowo, będą autentycznie zabiegać o środki głównie na modernizacje dróg, ale i inne projekty korzystne dla gminy. Rada Powiatu nie powinna być przechowalnią, czy formą zabezpieczenia, lecz forum zabiegania o pomyślność okręgów, które się tam reprezentuje.
B. Cienkus: Zakończmy prognozą wyniku tegorocznych wyborów.
Z. Dulewicz: Powiem krótko. Zmiany w postrzeganiu istotnych spraw w gminie pozwolą na wybór ludzi, którzy pomyślnie poprowadzą nas przez najbliższe cztery lata drogą rozwoju i zaspokojenia potrzeb. Noszę w sobie taką nadzieję. Wierzę w wyborców, w ich rozsądek i troskę o gminę.
Pozwolisz, że skorzystam z tej szczególnej okazji. Kieruję gorące podziękowania do wszystkich członków stowarzyszenia „Solidarna Gmina” oraz naszych sympatyków za wsparcie, zaangażowanie, pomoc oraz wytrwałość. Im oraz wszystkim mieszkańcom gminy życzę w dniu 21 listopada trafnych wyborów.
B. Cienkus: Zbyszek, dziękuje za rozmowę.
Komentarze
Prześlij komentarz