Powieść
Zbigniew Dulewicz
NOCNY PTAK - odcinek 17Komandor August Stuck wyszedł szybkim krokiem z gmachu siedziby centralnej policji w Bonn. Obejrzał się kilkakrotnie, aby sprawdzić czy nie jest obserwowany i wsiadł energicznie do swego czarnego BMW. Po chwili kołowania w wąskich uliczkach zatłoczonego parkingu, włączył się w ruch uliczny głównego pasa szerokiej arterii. Skierował się w kierunku centrum miasta.
Dość długo krążył ulicami, aby ponownie upewnić się, iż nikt go nie śledzi. Przejechał znaczny odcinek przecinający miasto na pół, gdy spostrzegł w oddali budkę telefoniczną. Zaparkował w jej pobliżu. Wciąż uważnie obserwując otoczenie, wszedł do wnętrza budki i nerwowymi ruchami wybrał siedmiocyfrowy numer. Nie czekał długo na podniesienie słuchawki z drugiej strony linii.
– Mówi przyjaciel – rozpoczął Stuck. – Udało mi się spowodować pewne opóźnienie, ale raczej nie na dłużej, jak czterdzieści osiem godzin. Myślę, że to wystarczy, by spowolnić ruchy naszego przeciwnika. Wydział, który odwiedziłem wie dużo więcej jak przypuszczaliśmy. Jednakże nie skojarzą szybko, czego zaistniałe wypadki dotyczą. Nie należy sądzić, że są głupcami i niewykluczone, że w najbliższym czasie trafią na trop. Nadszedł czas, bym zniknął – zakończył.
– Decyzję pozostawiamy tobie – odpowiedziała osoba po drugiej stronie łącza.
– Wykorzystam wschodni kanał przerzutowy.
– Tylko ten, o którym ostatnio rozmawialiśmy. W żadnym jednak wypadku nie wolno kontaktować się z ambasadą – usłyszał natychmiastową odpowiedź.
– Tak… rozumiem. Do zobaczenia – odparł automatycznie Stuck i powiesił słuchawkę. Uchylił drzwi kabiny, gdy nagle zmienił zamiar i postanowił wykonać jeszcze jeden telefon. Do szefa, aby zyskać na czasie.
– Proszę z generałem Edelmanem. – Zaczerpnął głęboko powietrza. – Mówi komandor Stuck. – Usłyszał cichy sygnał przełączenia na linię gabinetu szefa.
– Słucham komandorze, co się dzieje.
– Panie generale, otrzymałem pilny telefon od naszego ważnego informatora ze Stuttgartu. Wolałbym z nim osobiście przeprowadzić rozmowę. Jeśli nie ma pan ważnych dla mnie poleceń, natychmiast udam się na południe.
Odpowiedź padła natychmiast.
– Ma pan moją zgodę, Herr Stuck.
– Rozumiem, panie generale.
Komandor nie spodziewał się innej decyzji. Należał do zaufanych ludzi generała. Bardzo często wykonywał indywidualnie bardzo ważne misje, a ich rezultaty zawsze zadawalały szefa.
Postanowił jak najszybciej dostać się do domu, spakować najważniejsze rzeczy i najbliższym pociągiem uciekać do Berlina Wschodniego.
Przesuwając się wolno w mrowisku pojazdów, analizował najbliższe posunięcia. Doszedł do wniosku, że zrezygnuje z podróży pociągiem. Wagon jest jak klatka, pomyślał, z której są małe szanse ucieczki. Samochodem będzie szybciej, zawyrokował, i bezpieczniej, gdyż w każdej chwili można zmienić kierunek ucieczki. Postanowił wynająć samochód w jakiejś niewielkiej firmie. Zabezpieczał się choć nie dopuszczał myśli, że przeciwnik szybko wpadnie na jego trop.
Podjechał do przejścia granicznego starym czerwonym Mercedesem. Był zaopatrzony w fałszywe dokumenty, które od dłuższego czasu trzymał przygotowane na taką okazję. Były znakomicie sfałszowane przez specjalny wydział GRU i Stuck nie nosił w sobie najmniejszych obaw, by z powodu dokumentów mógł zostać zdemaskowany.
Na szczęście nie było kolejki, wyhamował wolno przed dyżurką kontrolną. Podał spokojnie paszport przez uchylone okienko. Młody celnik przeglądał w milczeniu dokumenty, podniósł na moment głowę, by porównać zdjęcie z osobą siedzącą za kierownicą samochodu. Stuck patrzył obojętnym wzrokiem, pewny, że za moment odjedzie na zawsze do wschodnich przyjaciół, a stamtąd do Moskwy. Jego dziesięcioletnia misja, według wcześniejszego planu, miała zakończyć się sukcesem.
Funkcjonariusz zamknął paszport i bardzo uprzejmie poprosił kierowcę, by opuścił pojazd. Celnik nie podał przyczyny, wskazał ręką widniejące nieopodal biuro. Obaj skierowali się wąskim przejściem. Komandor nabrał podejrzeń, ze niekoniecznie jest to rutynowa kontrola. Wszelkimi siłami starał się opanować zdenerwowanie, ale pot na czole był wyraźnym symptomem narastającej paniki. Szedł sprężystym krokiem, nadal próbował zachować na zewnątrz opanowanie. Intensywnie myślał, wciąż odrzucając przypuszczenie, że niemiecki kontrwywiad mógł w tak krótkim czasie go zdemaskować. Tylko po co ta kontrola w budynku celników, myślał podniecony. Czyżby nie grało coś w dokumentach? Przecież paszport zawierał dodatkową wkładkę z wpisem uzasadniającym wjazd do Niemiec Wschodnich. Według niego udawał się z ważną misja handlową, jako przedstawiciel szanowanej w całej Europie firmy chemicznej ze Stuttgartu.
Bundeskanzler Helmut Kruger zmuszony był odwołać wszystkie wizyty na dzisiejsze popołudnie. Przed niespełna pół godziną otrzymał telefon, który wprawił go w krótkich odstępach czasu w kilka stanów, jak najbardziej nieprzyjemnych, jeden po drugim. Doznał osłupienia, następnie wstrząsu, a później pogrążył się w wielkim przygnębieniu. Nie obeszło się bez środków uspakajających, do których zawsze czuł wstręt i od nich stronił, i które niemal pod przymusem zaaplikował mu sekretarz.
Dorobek jego kanclerskiej kadencji, ten najważniejszy, któremu poświęcił tyle lat intensywnej pracy, dyplomatycznych zabiegów i zaangażowania ogromnej rzeszy ludzi nauki, finansjery i gospodarki Niemiec, mógł się lada godzina obrócić w niwecz.
Kanclerz przechadzał się ze spuszczoną głową wolnym krokiem po ogromnym gabinecie, niekiedy przysiadając na moment w fotelu. Oczekiwał na ministra obrony, dowódcę sił powietrznych, szefa kontrwywiadu oraz dwóch innych osób znających być może przyczyny, tak przynajmniej wnioskował z rozmowy telefonicznej, mogące doprowadzić do przechwycenia lub zniszczenia dorobku geniuszu ludzkiej wyobraźni, a jego, Krugera, marzeń – „Nocnego Ptaka”.
Wysokie, ciężkie drewniane drzwi otworzyły się bezszelestnie i do gabinetu wszedł sekretarz kanclerza, powiadamiając, bez niepotrzebnych wstępów, o przybyciu oczekiwanych gości. Po chwili do pokoju weszli generałowie Vornst, Edelman, Klinst oraz komisarze Stein i Minz.
Helmut Kruger wstał ociężale z fotela i przywitał się z każdym z osobna mocnym uściskiem dłoni, nie wypowiadając przy tym żadnego słowa. Wciąż twarz kanclerza była zachmurzona, blada i wyraźnie świadczyła o powadze zaistniałej sytuacji.
Wszyscy podeszli do długiego stołu stojącego na środku tego potężnego pomieszczenia. Podobnie, jak kanclerz, mieli miny mówiące wyraźnie, iż poczuwają się do winy jako podwładni. W szczególności przygnębienie bardzo poważnie dopadło generała Edelmana, który był bezpośrednio odpowiedzialny za sprawdzenie członków załogi od strony ich lojalności.
– Proszę, panowie, rozgośćcie się – powiedział kanclerz, zasiadając za szerokim biurkiem obstawionym do połowy telefonami. – Proszę mi wybaczyć mój stan, ale sami rozumiecie, jak trudna wytworzyła się sytuacja. Powinniśmy zdać sobie sprawę, czym grozi nam utrata, czy też zniszczenie „Nocnego Ptaka”. – Przeciągnął dłońmi po białych jak kreda policzkach. – Słucham – dodał sucho.
Wśród siedzących za stołem mężczyzn, jedynie przedstawiciele wydziału zabójstw nie poczuwali się do winy. Nawet wręcz przeciwnie – byli dumni, że wykazali się większą sprawnością od armii. Natomiast między generałami doszło do dziwnej sytuacji: jeden patrzył na drugiego i nie bardzo wiedzieli, który z nich powinien rozpocząć dyskusję, a może raczej usprawiedliwianie, czego oczywiście w tej chwili kanclerz wcale nie oczekiwał i nie żądał. Było w tym milczeniu także niemało strachu.
Pierwszy zdobył się na odwagę generał Edelman, być może poczuł się najbardziej winny. Poniekąd dużą częścią za doprowadzenie do tak poważnej afery można było generała obciążyć.
– Panie kanclerzu, komisarz Gustav Stein ma dla nas wstrząsającą wiadomość – rozpoczął bardzo niezręcznie generał.
Helmut Kruger jeszcze bardziej spochmurniał.
– Generale, to że jest ona wstrząsająca wiemy doskonale, nie musi pan nam tego tak dobitnie artykułować – powiedział głośno kanclerz. – No słuchamy komisarzu – dodał spokojnie.
Gustav Stein poprawił się na wyściełanym bordowym suknem fotelu. Po raz pierwszy znajdował się przed obliczem kanclerza Niemiec, co absolutnie nie powodowało tremy. Jednak coś w tym było, skoro minął komisarzowi męczący katar. Stein zastanawiał się przez moment.
– Herr Kanzler, panowie, pozwolicie, że całą sprawę, która nas wszystkich zbulwersowała i jest powodem tego spotkania, przedstawi mój zastępca, znakomity zresztą fachowiec, komisarz Artur Minz. On bezpośrednio prowadził śledztwo oraz szczegółowo zapoznał się z aktami będącymi w dyspozycji kontrwywiadu i połączył to w jedną, niestety sensowną całość, z dokumentami jakie są w posiadaniu wydziału zabójstw, jakie powstały w toku prowadzonego od trzech tygodni śledztwa. – Komisarz zamilkł, założył nogę na nogę, splótł na kolanach ręce i odwrócił twarz w kierunku swojego podwładnego. Głowy pozostałych uczestników narady także obróciły się w stronę Minza. Jedynie kanclerz patrzył wciąż przed siebie, nie ukrywając głębokiego smutku.
Zachowanie Minza znacznie różniło się od pozostałych – jego postawa była zgodna z jego charakterem, ruchy jak zwykle powolne, a na twarzy ten sam wyraz powagi i lekkiej tajemniczości. Komisarz otworzył brązową teczkę i położył przed sobą plik różnych dokumentów oraz kilka fotografii. Leniwym ruchem poprawił na nosie swoje niemodne okulary i rozpoczął omawianie zagadnienia.
Artur Minz przedstawił skrótowo najważniejsze wątki prowadzonego śledztwa, w taki sposób, by jednoznacznie były zrozumiałe dla słuchających. Sytuacja według przedstawionych faktów i opinii Minza wykluczała wszelkie wątpliwości i wskazywały, że wywiad sowiecki wykonuje bardzo skomplikowany, jednocześnie niezwykle śmiały plan porwania samolotu. Na dodatek – plan zupełnie możliwy do zrealizowania.
Kanclerz od połowy opowieści słuchał Minza z wielką uwagą, a gdy ten skończył, złożył razem dłonie, oparł mocno łokcie na poręczach fotela i, widać środki farmakologiczne nie podziałały długo, powiedział ostrym tonem: – A więc na pokładzie naszej najnowszej i najlepszej z najlepszych broni, mamy przynajmniej jednego człowieka pracującego na rzecz obcego wywiadu. Najprawdopodobniej sowieckiego. Może on dokonać porwania naszego cudu techniki. Należy raczej wątpić, że pułkownik Ortlich działa w pojedynkę, a to oznacza iż akcja może się sowietom udać. – Kanclerz wstał i zatrzymał się przed biurkiem. Zaczął kontynuować jeszcze głośniej. – Toż to nic innego, jak bezkarny rozbój na oczach ludzi sprawujących pieczę i mających odpowiedzialność za bezpieczeństwo tego unikalnego urządzenia. Na jego pokładzie są obywatele Niemiec, generale Edelman!
Oprócz Minza, wszystkie twarze były białe jak najczystsza kreda. Nie ominęło to nawet Steina. Nikt nie pozwolił sobie na próbę zabrania głosu. Generał Edelman zapewne w tej chwili nie zdołałby wypowiedzieć jednego słowa, był przerażony.
Helmut Kruger ciągnął dalej w tym samym tonie.
– Panowie, to grozi upadkiem rządu, a więc i waszym. Upadkiem i niespotykanej w dziejach kompromitacji. Prawdę mówiąc oddałbym natychmiast władzę mając gwarancję, ze „Nocny Ptak” nie dostanie się w ręce tych czerwonych oprawców i wyląduje bezkolizyjnie w swojej bazie. – Wolnymi krokami podszedł do stołu i usiadł obok wypłoszonych słuchaczy. – Co gorsze, sowieci poznają wszystkie systemy dowodzenia naszej armii oraz większość kodów, jakimi posługują się nasi przyjaciele w natowskim sojuszu. Czerwoni dorwą się także do technologii, która przez wiele najbliższych lat byłaby dla nich nieosiągalna, nawet gdyby zupełnie zagłodzili swój naród. Wycisną z ludzi ostatnie soki – podniecał się kanclerz – i wyprodukują kilka takich samolotów, co da im w konsekwencji ogromną przewagę militarną. Do tego w żadnym przypadku nie wolno dopuścić. Jeśli zaistnieje konieczność, jeśli nie znajdziemy konkretnego wyjścia, zniszczymy „Nocnego Ptaka” w powietrzu. – Kanclerz wstał i skierował się w stronę swojego biurka. Usiadł na jego solidnym blacie.
Helmut Kruger przez chwilę zastanawiał się. Zebrani czekali.
– Nie obawiajcie się – kanclerz złagodniał. – Nie zebraliście się tutaj, by debatować kogo należy ukarać za taki stan rzeczy. Należy natychmiast przedsięwziąć jakieś skuteczne kroki, mogące zapobiec temu piractwu ze strony zachłannych sowietów. Proszę… – rozłożył szeroko ramiona. – Proszę, może teraz potraficie wskazać, jak naprawić ten niewybaczalny błąd. Jak na razie jedynie wydział kierowany przez komisarza Steina, który notabene nie jest związany z armią, pokazał na co ich stać. Zastanawiam się, czy czasami nie lepiej by było, aby sprawę prowadzili dalej, gdyż ludzie generała Edelmana okazują się zdrajcami. W samym centrum komórki mającej ich zwalczać. Ależ to istna kpina, generale! – Kruger tylko na moment ponownie się uniósł. – Należy całą sprawę trzymać w ścisłej tajemnicy, szczególnie przed prasą, która jedną publikacją może wymieść nas ze stołków niczym huragan, a Niemcy ośmieszyć w całym świecie. Wszystko, co dotyczy samolotu i obecnego śledztwa chronić przed wścibskimi, których wbrew pozorom nie brakuje w naszym otoczeniu. Nie będzie to łatwe, mając takich ludzi. – Uśmiechnął się po raz pierwszy, patrząc w stronę zupełnie załamanego szefa kontrwywiadu, który trzymał do połowy opuszczoną głowę i przebierał nerwowo palcami.
Komentarze
Prześlij komentarz