Bez trzymanki

DEFEKTY
CZYLI ŚMIECH TO ZDROWIE

Zremba dalej pierdzi
czyli jak kopnąć się samemu w tyłek, żeby wylecieć na zbity pysk

SZAMOT: Panie Zremba, cóż za przyczyna, że ponownie pańskie zwieracze puściły?

Zremba:
Wybory, panie, wybory. Milczenie, kurna, jest złotem, ale ponownie zadrżało i muszę zareagować. Krzywdzą mnie, kurna ich... Ludzie mnie uwielbiają, talent mam gospodarczy, rozwinąłem gminę na świat. Do Europy lgnę, a chamy ni w ząb nie rozumieją moich szlachetnych pobudek. Pierdzieć czas zacząć.

SZAMOT: Ulica zaczęła głośniej mówić, zupełnie odwrotnie. Że pan z rachunków słaby i wizji żadnej nie ma. Że do upadku zmierzał?


Zremba:
Ja kasę umiem liczyć, szczególnie swoją. W publicznych finansach się mocno zagubiłem, ale to nie powód by mnie bezlitośnie lać po pysku. Walić w mordę tylko mi wolno. Wiem komu i gdzie dać, ale ostatni rok mocno zaszastałem, za dużo nałgałem. Uwidoczniło się dno. Poparcie i tak dalej mam, tyle że nie do końca wiadomo czyje. To moim zdaniem nie jest mało. Czas inteligentów nauczyć odpowiedniego działania. Nie znają się z czym co się je. Organizacji im się zachciało. Krytykują. Pogadamy w grudniu o prawych i sprawiedliwych.

SZAMOT: Pan umiał działać?


Zremba:
Bezsprzecznie. Nagradzałem. Poszły setki tysięcy. Podział musiał być i za to wdzięczność. Wyżarli się niektórzy i zapominają kto dawał. Przypominam, że to ja dawałem i różne fanty brałem. Tyłkiem też nie gardziłem. Obecnie zrobiłem tylko pruk, lecz jak pierdnę to gmina zadrży i złapię ponownie wiatr w żagle. Łby poukręcam niewiernym oraz zdrajcom moich hochsztaplerskich zagrywek. Wracając do pytania – zawsze umiałem dzielić, pasłem lojalnych, posłusznych i nierozgarniętych. Tym sposobem rozdawnictwo miało ręce i nogi. Po co dawać, kurna, nieprzydatnym, szarej masie, która i tak nie podziękuje.


SZAMOT: Nie do końca się z tym zgadzam. Walnął pan dupskiem o grunt i władza uleciała?

Zremba: Trochę, kurna, boli. Moja uleciała a obdzielani zostali. Wredne było to zawsze, ale i tak trzęsą przede mną gaciami. Pierdzenie ma siłę, coś o tym wiem. Ale poczekajmy, niebawem moja gwardia zgodnym chórem bąka puści. Władza tuż, tuż!

SZAMOT: Czy to pana pierdzenie nie jest aby sztuką dla sztuki?


Zremba: Pierdzieć każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Ja się, kurna, pierdzenia nie boję, ja po prostu do pierdzenia mam talent.


SZAMOT: Czy pan naprawdę jest taki naiwny i wierzy w zwycięski powrót?


Zremba: Ja. Tylko ja. Moja gwardia zwycięży. Naiwnych nie brakuje. Jak trzeba zapłacę. Wyrównam rachunki krzywd. Kible w szwach pękną, takiej nabawią się sraczki.


SZAMOT: Przesada. A jak się nie uda?


Zremba: Nikt już mnie nie zatrzyma. Moja kieszeń ruszyła, a kłamstwa moje są arcydziełem.


SZAMOT: Czemu pan wtedy nie był taki mądry?


Zremba: To znaczy kiedy?


SZAMOT: Jak uciekała władza!


Zremba: Aaaa... Przykry wypadek przy pracy. Trzeba tylko pierdzieć, kurna, kłamać, kurna, pierdzieć, kurna, kłamać i pierdzieć. Szukać dziury w całym, smrodzić gdzie się da, obiecać, skłócać, łgać, poniewierać do granic wytrzymałości aż dupska pękną. Karmić ich iluzją, bezczelnie odwracać kota ogonem, straszyć czerwoną zarazą, lokalnym patriotyzmem straszyć i w odpowiednim momencie wykorzystać. To skutkuje. Błędów w ogłupianiu ludzi nie popełniam. Siebie też czasami ogłupiam. Dla treningu, żeby z wprawy nie wyjść.


SZAMOT: Bufonada, panie Zremba, bufonada...


Zremba: Ja ci, kurna Szamot, dam bufonadę!!! Chciałeś porozmawiać, prawdę usłyszeć, a teraz, kurna, ubliżasz!!!. Czy ty, Szamot, wiesz z kim zadzierasz. Ja takim łby ukręcam, w plewy zamieniam, z gminy wyprowadzam, palcem kierunek wytyczam. Strzeż się facet, bo pierdnę i ci ten długopis z rąk wyleci!!! Pisać się zachciało, ot pismak... Ja takich niebawem...


SZAMOT: Przepraszam, panie Zremba, najmocniej pana przepraszam. Nie chciałem pana urazić, panie Zremba, ale po prostu nie lubię jak ktoś głośno pierdzi. Bardzo nie lubię. Smród...


Na tym dyskusja się zakończyła. Mój rozmówca, geniusz Zremba, rzucił jeszcze parę epitetów, zrezygnował z autoryzacji wywiadu oraz honorarium. Wstał, pierdnął i wychodząc walnął drzwiami. Nie zdążył podziękować za audiencję.
______________
Wszelkie podobieństwo do jakiejkolwiek osoby jest przypadkowe. Powyższa rozmowa jest wytworem autora, który uwielbia humor, mając nadzieję, że uśmiech przedłuży nie tylko jemu życie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prowokacje

Wspomnijmy

Opinie