Refleksje
To nie Kamasz to Wróbel
Wygaszony WRÓBEL
Przypadek śniadowskiego Wróbla jest ewenementem na skalę dotąd w historii Śniadowa niespotykaną, wybrykiem natury godnym wpisu w annały deus ex machina zoologii oraz bliższej interrogacji ze strony ornitologów, którzy (nie wątpię) w gminie istnieją. Niewykluczone, że przypadek śniadowskiego Wróbla nosi także znamiona ornitogamii, na co ponoć dowody w gminie Śniadowo i gminach ościennych poruszają się.
Już spieszę wytłumaczyć czytelnikom, czemu nazywam ewenementem przypadek śniadowiskiego Wróbla, a jak ktoś woli inne nazewnictwo – Ornitoptera. Jest to bowiem bodajże jedyny przypadek, kiedy ptaki wielkie: Jastrzębie, Orły, Sokoły sprawują nad takim tyci, tyci wróblem niesamowitą kuratelę – drżą i uruchamiają wszelkie ptasie instrumenty i podstępy ptasie, aby z wróblowatego zwykłego upierzenia choćby jedno piórko nie zostało naruszone. W opiekę zaangażowano nawet uwielbiające padlinę Sępy, które nie pogardzą żadnym, nawet lokalnym ochłapem zwanym pospolicie ścierwem. Gminne Sroki też w obronie Wróbla niemały udział mają. Całym tym ptasim towarzystwem kieruje – a jakżeby inaczej – mądry a raczej według mnie w tym przypadku kuty na dwie nogi czarny niczym węgiel Kruk, który dużo wcześniej, przy współudziale gminnych różnych rozmiarów ptaszysk, zbudował nie byle jakie ptasie imperium.
Maleńki Wróbel zatem, mając tak liczne wsparcie ptaków o pokaźnych rozmiarach, a tym samym wpływach w ptasim światku, fruwa – w aureoli bezkarności i obawy, że proca czy inna broń go trafi – niczym potężny kondor. Wróbel leci więc tu, leci tam, mości gniazdko za gniazdkiem przy karnej zgodzie ptaków potęg. Podczas tych odwiedzin, niestety, zostawia odchody, za co ani myśli przepraszać. Bo i głupi by był, mając wsparcie gigantów ptasich, które niejednokrotnie waliły w miejsca pobytu kupy znacznie większe i ani im w głowie przeprosimy były.
Śniadowski Wróbel, pomimo mikrych rozmiarów, a więc i skrzydełek małych, z godną podziwu siłą wykonuje loty odległe, lecz bezustannie baczy na gniazdo pierwotne, śniadowskie, które bezpiecznym dla niego jest, gdyż jak wszystkim wiadomo wszędzie dobrze, ale w rodzinnej bazie najlepiej. Pilnuje więc, by jakieś kukułki czy ptaki szlachetne gniazda mu nie podebrały. Pomimo ptasiego móżdżku zdaje sobie sprawę, że nikt nie żyje wiecznie, nawet ptaki silne, pora zatem zadbać o zaplecze, które da bezpieczeństwo na starość, ale i na jakimś poletku władzę dozgonną. Koszty dla Wróbla nie mają żadnego znaczenia, nie baczy nawet, kiedy z własnego gniazda inny wróbel wypadnie. Widać, że według Wróbla to tylko wróbel przez małe „w”.
W czym tkwi zagadka, że taki niepozorny ptaszek godzien jest przy jednym biesiadnym stole z Jastrzębiami, Orłami, Sokołami i czarnym Krukiem zasiadać i wiktuały spożywać przednie, o których innym wróblom i ptakom mniejszym jedynie pomarzyć, a już broń Boże głośno gdzieś zaćwierkać? Zagadka ta nosi tylko pozornie skomplikowaną odpowiedź.
Otóż Ornitopter, jak inne ptaki znosi jajka. Z tą tylko różnicą, że śniadowski Wróbel znosi jaja niezwykłe, jaja złote i na dodatek zadkiem publicznym. Mało tego, znosi je tylko wówczas, kiedy ma na to ochotę. A jeśli już zniesie, to decyduje, który z Jastrzębi, Orłów, Sokołów czy też czarny Kruk będzie mógł je w danej chwili skonsumować. W związku z czym ptaszyska przeogromne Wróbla dzień i noc chronią, by piórko z niego nie spadło nawet jedno. Albowiem, sami przyznacie, wychowanie wróbla, który by znosił złote jajka nie jest rzeczą prostą, wyczynem nie lada a wręcz naukowym precedensem – wymaga niezliczonych eksperymentów, ryzyka, a gdy już się uda, trzeba pieczołowicie taki genetyczny ornitologiczny wybryk chronić. Więc się osłania wszelkie wybryki i fanaberie wygaszonego póki co Wróbla, w nadziei, że kolejne złote jajko zniesie i raczy wybrańcowi dać.
Niechby i taki złotonośny wróbel w gminie fruwał, przecież to dla gminy skarb. Ale taki, co to całą ptasią rodzinę szanuje, mądrych Sów się słucha i obdarza cennymi jajami całą społeczność ptasią, bo przecież to jeden gatunek do cholery ciężkiej, jasnej i jeszcze jak go tam zwał.
Ornitologiem nie jestem, ale pozwolę sobie na koniec słów parę do wszystkich, powtarzam – wszystkich, ptaków skierować. Śniadowskiego Wróbla nie należy się bać. Jaja złote, to fakt, lecz znoszone kosztem wróbli pozostałych. Trzeba z tych złotych jaj zrezygnować, a Wróbla raz na zawsze wygasić. Natomiast gniazdko, które sobie mościł w Śniadowie dla wszystkich bez wyjątku ptaków uratować, bo Wróbel nie uwił go własną pracą, lecz krwawicą wielu ptasich pokoleń. Gniazdo jest wszystkich, bez względu na rozmiar dzioba, skrzydeł, szponów oraz wielkości i barwy znoszonych jaj. Gniazdo ma pomagać, dbać o całą rodzinę, koić i zabliźniać rany, leczyć ptasie cierpienia a ze znoszonych w nim jaj niech się lęgną następne pokolenia nie tylko wróbli, ale ptaków różnych bez względu na rozmiar, upierzenie i wolę czarnego Kruka, który przecież ptakiem też jest.
PS. Podkreślam, że tekst powyższy nie jest ornitologiczną bajką, lecz wynikiem długich obserwacji żyjących w gminie ptaków.
Komentarze
Prześlij komentarz