Refleksje
Nie wpadam
W DEPRESJĘ
Obserwując otaczającą nas gminną rzeczywistości nie wpadam w nadmierną depresję, bowiem jestem miłośnikiem rozrywek wszelakich. Dlatego mam wielką frajdę z obowiązującego powszechnie kanonu „mam to w dupie”. W dupie można mieć rozsądek, prawo, dobre obyczaje, przełożonych, podwładnych, rządzących i rządzonych, przyzwoitość, prawdę a nawet bliźniego itd. itp.
Niedawno wygaszony ma w dupie sąd i jego wyroki – nie uszanuje obywatela, bo go nie lubi, co innego gdyby go kochał. W dupie ma publiczny rejwach, że dał komuś w pysk, co innego gdyby było odwrotnie. W dupie mają prawdomówność i przyzwoitość niektóre urzędasy, kiedy oskarżano o przestępstwa człowieka, który nikogo nie przewyższa inteligencją i zasadami, który jeszcze nie tak dawno ich kosztem karmił się do syta, szastał publiczną gotówką bez opamiętania, stworzył dwór oraz prywatny folwark i bezkarnie ich upadlał dla swojego widzimisię. I taki typ potrafi powtarzać, że Bóg, Honor, Ojczyzna i patriotyzm w genach są przekazywane z ojca na syna. Idąc tym tokiem myślenia, to rozum pewnie przenoszą zarazki a niedawno wygaszony jest nań uodporniony. Swoim zachowaniem i rozumieniem życia dołączył do grona tych, którzy podobno chcieli skrzyżować jabłoń z psem, aby w okresach suszy sama się podlewała.
Na lokalnym klepisku niedawno wygaszony wszczyna rejwach, jak w garderobie każdego miałkiego kabaretu. Trwa przymiarka oraz obstalunek garniturków i bucików. Szuka pewnie kolejnego dołka startowego i w dupie ma zasady, uważając pewnie, że najlepszą zasadą jest brak zasad. Drżyjcie wszyscy, których nazwiska figurują w zbiorach prawdy niedawno wygaszonego. Już lata po wioskach ze świstkami, na których ma szansę znaleźć się każdy, kto miał pecha być do niego w opozycji. Przyznaję się, że mam wśród nich masę znajomych, z którymi gwarzyłem o dupie Maryni, ale najczęściej o przyszłości gminy. Miałem i mam przyjaciół wśród nich i gówno do tego różnym lokalnym opluskiwaczom i oszczercom a już wygaszonemu szczególnie.
Dwaj główni wiejscy łowcy już niedługo będą mieli wyżerkę. Jak tylko zostaną wywieszone listy kandydatów na radnych, to przeprowadzą ich weryfikację. To nic, że jeden z nich nawet chciał być kimś, na szczęście był w tym chciejstwie odosobniony i zatrzymał się na szefie blokowiska. Drugi łowca zwie się wygaszony, nieugięty tropiciel lokalnej opozycji, ot taki mały Antek M. – podobne fobie, omamy, spojrzenie i płeć. Tak nienawidzi wszystkiego, co związane z obecną władzą i moją skromną osobą, że nawet oddycha powietrzem z puszki, bo za dużo dla niego przyjemnego zapachu w gminnej atmosferze i uśmiechu na ustach wyzwolonych od presji głupoty.
Ale ja jestem spokojny, bo nie kandyduję. Tym zaś, którzy kandydować będą radzę, aby tę lokalną tłuszczę na usługach niedawno wygaszonego mieli głęboko w d… Tak to widzę.
PS. Mini konkurs. Kto tak pomyślał i napisał:
Oryginał tej myśli przelanej na papier w moim posiadaniu.
Zaznaczam, że nagród nie przewiduje się.
W DEPRESJĘ
Obserwując otaczającą nas gminną rzeczywistości nie wpadam w nadmierną depresję, bowiem jestem miłośnikiem rozrywek wszelakich. Dlatego mam wielką frajdę z obowiązującego powszechnie kanonu „mam to w dupie”. W dupie można mieć rozsądek, prawo, dobre obyczaje, przełożonych, podwładnych, rządzących i rządzonych, przyzwoitość, prawdę a nawet bliźniego itd. itp.
Niedawno wygaszony ma w dupie sąd i jego wyroki – nie uszanuje obywatela, bo go nie lubi, co innego gdyby go kochał. W dupie ma publiczny rejwach, że dał komuś w pysk, co innego gdyby było odwrotnie. W dupie mają prawdomówność i przyzwoitość niektóre urzędasy, kiedy oskarżano o przestępstwa człowieka, który nikogo nie przewyższa inteligencją i zasadami, który jeszcze nie tak dawno ich kosztem karmił się do syta, szastał publiczną gotówką bez opamiętania, stworzył dwór oraz prywatny folwark i bezkarnie ich upadlał dla swojego widzimisię. I taki typ potrafi powtarzać, że Bóg, Honor, Ojczyzna i patriotyzm w genach są przekazywane z ojca na syna. Idąc tym tokiem myślenia, to rozum pewnie przenoszą zarazki a niedawno wygaszony jest nań uodporniony. Swoim zachowaniem i rozumieniem życia dołączył do grona tych, którzy podobno chcieli skrzyżować jabłoń z psem, aby w okresach suszy sama się podlewała.
Na lokalnym klepisku niedawno wygaszony wszczyna rejwach, jak w garderobie każdego miałkiego kabaretu. Trwa przymiarka oraz obstalunek garniturków i bucików. Szuka pewnie kolejnego dołka startowego i w dupie ma zasady, uważając pewnie, że najlepszą zasadą jest brak zasad. Drżyjcie wszyscy, których nazwiska figurują w zbiorach prawdy niedawno wygaszonego. Już lata po wioskach ze świstkami, na których ma szansę znaleźć się każdy, kto miał pecha być do niego w opozycji. Przyznaję się, że mam wśród nich masę znajomych, z którymi gwarzyłem o dupie Maryni, ale najczęściej o przyszłości gminy. Miałem i mam przyjaciół wśród nich i gówno do tego różnym lokalnym opluskiwaczom i oszczercom a już wygaszonemu szczególnie.
Dwaj główni wiejscy łowcy już niedługo będą mieli wyżerkę. Jak tylko zostaną wywieszone listy kandydatów na radnych, to przeprowadzą ich weryfikację. To nic, że jeden z nich nawet chciał być kimś, na szczęście był w tym chciejstwie odosobniony i zatrzymał się na szefie blokowiska. Drugi łowca zwie się wygaszony, nieugięty tropiciel lokalnej opozycji, ot taki mały Antek M. – podobne fobie, omamy, spojrzenie i płeć. Tak nienawidzi wszystkiego, co związane z obecną władzą i moją skromną osobą, że nawet oddycha powietrzem z puszki, bo za dużo dla niego przyjemnego zapachu w gminnej atmosferze i uśmiechu na ustach wyzwolonych od presji głupoty.
Ale ja jestem spokojny, bo nie kandyduję. Tym zaś, którzy kandydować będą radzę, aby tę lokalną tłuszczę na usługach niedawno wygaszonego mieli głęboko w d… Tak to widzę.
PS. Mini konkurs. Kto tak pomyślał i napisał:
„Iwono! Iwono! Ty jesteś! Jak ocean!”.
Oryginał tej myśli przelanej na papier w moim posiadaniu.
Zaznaczam, że nagród nie przewiduje się.
Komentarze
Prześlij komentarz