Felieton


To także
NASZE ZWYCIĘSTWO


   Dziś kolejna rocznica obalenia muru berlińskiego. A może czas na głos widzącego inaczej?
   Mur, wzniesiony w 1961 roku, był budowlą szczególną. Służył zniewoleniu ludzi a nie ich obronie. Był to mur więzienny, odcinający miliony mieszkańców NRD i Europy Wschodniej od wolnego świata. Berliński mur dzielił na dwie części miasto, Niemcy i całą Europę. W istocie był tylko najbardziej widocznym fragmentem bariery, która przebiegała w poprzek kontynentu, odgradzając wolny Zachód od komunistycznego Wschodu. Owa żelazna kurtyna była granicą sowieckiego imperium, w skład którego wchodziła niestety też Polska. Toteż 9 listopada, dzień upadku muru to także nasze zwycięstwo. Tego dnia bowiem ostatecznie otworzyły się bramy obozu, uwalniając jego przymusowych lokatorów, symbol końca komunistycznej dyktatury. Tak jak jego obecność była tej dyktatury odzwierciedleniem.
   Można jednak ubolewać, że w zbiorowej pamięci społeczności międzynarodowej równie mocno nie zapisała się wieloletnia walka „Solidarności”, że w cieniu listopadowych wydarzeń niknie znaczenie „Okrągłego stołu”, czerwcowych wyborów, czy wrześniowej nominacji gabinetu pierwszego niekomunistycznego rządu w powojennej Polsce
   Prawdą jest więc, że schyłek systemu zaczął się wcześniej. Zapowiadało go powstanie i bezapelacyjne zwycięstwo idei „Solidarności”. Ludzie nabierali otuchy, przestawali bać się represyjnego reżimu. Zaczynali zdawać sobie sprawę, że rzeczywistość nie jest utrwalona raz na zawsze, że można przeprowadzać zmiany, których od tak dawna domagało się wielu odważnych dysydentów zza muru. Polski bard śpiewał „Wyrwij murom zęby krat”, a polski robotnik tworzył siłę w Stoczni Gdańskiej. Z szansy, jaka pojawiła się w połowie lat 80-tych, jako pierwsi potrafili skorzystać Polacy, doprowadzając 12 września do pokojowego przejęcia władzy, na dwa miesiące przed upadkiem muru.
   Wkroczyliśmy w nową epokę. Od tego dnia koło historii zaczęło toczyć się szybciej. Upadek komunizmu stał się nieodwracalny, proces zmian nabrał rozpędu. W ciągu zaledwie kilku tygodni, a więc w niewiarygodnie krótkim czasie jedność Niemiec i Europy stała się faktem. Czy zatem mamy liczyć na wdzięczność? Czy bez muru nie istniałaby dzisiejsza Polska? Myślę, że istniałaby - z tym wszystkim, co straciliśmy i zyskaliśmy po 1989 roku. Wdzięczność, to niezwykle kiepski towar w polityce.
   Czy powinniśmy tryskać radością z powodu sąsiedztwa takiej potęgi gospodarczej? Czy - patrząc w przyszłość - wyjdzie to polskiej racji stanu na dobre? Czy współcześni naiwni, machający podpisanymi papierkami i mówiący o pojednaniu, mają rację? Na dwoje babka wróżyła, nie takie pakty w historii ludzkości podpisywano, często też nie wiele z nich wynikało.
   Czy nasza obecność w Unii Europejskiej jest 100-procentowym gwarantem zamknięcia na zawsze niebezpieczeństwa w kwestii roszczeń byłych niemieckich właścicieli z terenów ziem zachodnich? Że za 10, 20, 50 lat nie upomną się, w jakiejś formie o Szczecin, Koszalin, Wrocław, a może i o Olsztyn? Nie chodzi o użycie siły, dzisiaj nie potrzeba Tornado i Leopardów, by dominować nad słabszym sąsiadem. Jakie mamy gwarancje uchronienia się przed tym z chwila podpisania Traktatu Lizbońskiego? Na dzisiaj raczej wyłącznie papierowe. Po siedmioletniej karencji, która upływa w 2011 roku, masowego wykupu ziemi raczej nie należy się spodziewać. Zastanawiające jest jednak, dlaczego podnosi się sprawę wykupu ziemi, a nie dostrzega się nadal trwającego trendu, kiedy nie tylko grunty, ale i całe stojące na nich zakłady przechodzą w ręce obcego kapitału. Zaprzecza to modnemu obecnie powiedzeniu: Polak potrafi. Dlaczego nikt nie zapyta otwarcie niemieckich ugrupowań rewizjonistycznych, które czynią tyle hałasu, na jakiej podstawie domagają się zwrotu czegoś, za co już dostali wielkie pieniądze?
   Czy aby nie pora, aby rząd - z poparciem wszelkich możliwych autorytetów - rozwiał nasze obawy w kwestii zagwarantowania nam bezpieczeństwa? Czy obecność w NATO i UE jest wystarczającym gwarantem? Czy Traktat Lizboński na pewno osadził Polskę w odpowiednim kontekście historycznym i moralnym z wyartykułowaniem tradycji, a nie tylko doraźnie politycznym?
   Jak widać, upadek muru berlińskiego spowodował stawianie trudnych pytań i urodził trudne problemy, a mimo upływu czasu oraz wysiłków polityków po obu stronach Odry przeszłość koszmarnych lat nie została całkowicie pokonana.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prowokacje

Wspomnijmy

Opinie