Opinie
Systematyczne
ROZKŁADANIE
Już wcześniej komentowaliśmy na blogu, ale i w innych publikatorach również, osobliwe mechanizmy i sposób pozbywania się wartościowych, z wieloletnim doświadczeniem urzędników zatrudnionych w Urzędzie Gminy w Śniadowie. Trudno zrozumieć klucz, jakim posługuje się wójt rozmontowując kompetentne zaplecze. Być może klucz jest prosty i nazywa się: kto nie toleruje moich fanaberii i dziwnie pojmowanej lojalności ten na przysłowiową zieloną trawkę musi iść. Zapewne zasada ta nie obowiązuje brygady różnie wykonujących swoje obowiązki pracownicze, chodzącej z szuflami i miotłami nierzadko bez celu po gminnych drogach i dróżkach, ale za to systematycznie opłacanych a nawet w niektórych przypadkach nagradzanych dodatkowo.
Los "zielonej trawy" spotkał wielu pracowników, na wiele sposobów. Część z nich, doprowadzona do granic wytrzymałości nerwowych, trafiła do gabinetu poradni psychologiczno-psychiatrycznej. Inni odeszli na wyraźne pisemne życzenie wójta, czyli za wypowiedzeniem, co niemal każdorazowo kończyło się Sądem Pracy. W taki m.in. sposób na salę łomżyńskiej temidy trafili Małgorzata S., Jan. J. K. a obecnie trzecie już podejście robi niedawna jeszcze sekretarz gminy Bożena S. Pierwsza z nich zakończyła się w II instancji przywróceniem urzędniczki do pracy. Z tym, że za niekompetencje wójta i jego doradców zapłacił sowicie podatnik. Sprawa druga nie ma jeszcze ostatecznego rozwiązania i nie wykluczone, że również trafi do II instancji, trzecia podobno polega na targowaniu się stron ponoć w kwestii odszkodowania, co może podobnie sporą kwotą obciążyć kasę gminy.
Powyższe rodzi refleksje natury przede wszystkim moralnej. Żyjemy przecież w bardzo szczelnym środowisku, co powoduje, iż praktycznie nic nie jest do ukrycia. Powoduje to liczne komentarze w różnych środowiskach gminnych, które nie są przychylne "zabawy" wójta ludzkimi losami w sposób budzący poważny niepokój. Bierność członków samorządu do takich zachowań i postaw świadczy o znieczulicy lub zupełnym braku świadomości, że mamy do czynienia z precedensową sytuacją, kiedy wybrańcy społeczności dają przyzwolenie na takie amoralne i kosztowne praktyki.
Polityka personalna prowadzona od trzech lat w urzędzie gminy i jednostkach mu podległych budzi wiele do życzenia, jest areną bezprzykładnego krzywdzenia wartościowych ludzi. A jednocześnie precedensowym przykładem pustoszenia i degradacji instytucji, która zamiast poszerzać kompetencyjnie kadry - cofa je w geometrycznym postępie w coraz bardziej kosztowną bylejakość, a kierownika w moralną czeluść, który od jakiegoś czasu ma nowe hobby: zarzuca sądy, instytucje, polityków stertami wydruków z niniejszego bloga. Nie jestem w stanie ocenić, ilu z nich wpada w tę prymitywną pułapkę zastawianą przez zakompleksionego miałkiego człowieczka, dla którego nawet kanony wiary stają się z dnia na dzień niewygodne z racji swych jednoznacznych zapisów.
ROZKŁADANIE
Już wcześniej komentowaliśmy na blogu, ale i w innych publikatorach również, osobliwe mechanizmy i sposób pozbywania się wartościowych, z wieloletnim doświadczeniem urzędników zatrudnionych w Urzędzie Gminy w Śniadowie. Trudno zrozumieć klucz, jakim posługuje się wójt rozmontowując kompetentne zaplecze. Być może klucz jest prosty i nazywa się: kto nie toleruje moich fanaberii i dziwnie pojmowanej lojalności ten na przysłowiową zieloną trawkę musi iść. Zapewne zasada ta nie obowiązuje brygady różnie wykonujących swoje obowiązki pracownicze, chodzącej z szuflami i miotłami nierzadko bez celu po gminnych drogach i dróżkach, ale za to systematycznie opłacanych a nawet w niektórych przypadkach nagradzanych dodatkowo.
Los "zielonej trawy" spotkał wielu pracowników, na wiele sposobów. Część z nich, doprowadzona do granic wytrzymałości nerwowych, trafiła do gabinetu poradni psychologiczno-psychiatrycznej. Inni odeszli na wyraźne pisemne życzenie wójta, czyli za wypowiedzeniem, co niemal każdorazowo kończyło się Sądem Pracy. W taki m.in. sposób na salę łomżyńskiej temidy trafili Małgorzata S., Jan. J. K. a obecnie trzecie już podejście robi niedawna jeszcze sekretarz gminy Bożena S. Pierwsza z nich zakończyła się w II instancji przywróceniem urzędniczki do pracy. Z tym, że za niekompetencje wójta i jego doradców zapłacił sowicie podatnik. Sprawa druga nie ma jeszcze ostatecznego rozwiązania i nie wykluczone, że również trafi do II instancji, trzecia podobno polega na targowaniu się stron ponoć w kwestii odszkodowania, co może podobnie sporą kwotą obciążyć kasę gminy.
Powyższe rodzi refleksje natury przede wszystkim moralnej. Żyjemy przecież w bardzo szczelnym środowisku, co powoduje, iż praktycznie nic nie jest do ukrycia. Powoduje to liczne komentarze w różnych środowiskach gminnych, które nie są przychylne "zabawy" wójta ludzkimi losami w sposób budzący poważny niepokój. Bierność członków samorządu do takich zachowań i postaw świadczy o znieczulicy lub zupełnym braku świadomości, że mamy do czynienia z precedensową sytuacją, kiedy wybrańcy społeczności dają przyzwolenie na takie amoralne i kosztowne praktyki.
Polityka personalna prowadzona od trzech lat w urzędzie gminy i jednostkach mu podległych budzi wiele do życzenia, jest areną bezprzykładnego krzywdzenia wartościowych ludzi. A jednocześnie precedensowym przykładem pustoszenia i degradacji instytucji, która zamiast poszerzać kompetencyjnie kadry - cofa je w geometrycznym postępie w coraz bardziej kosztowną bylejakość, a kierownika w moralną czeluść, który od jakiegoś czasu ma nowe hobby: zarzuca sądy, instytucje, polityków stertami wydruków z niniejszego bloga. Nie jestem w stanie ocenić, ilu z nich wpada w tę prymitywną pułapkę zastawianą przez zakompleksionego miałkiego człowieczka, dla którego nawet kanony wiary stają się z dnia na dzień niewygodne z racji swych jednoznacznych zapisów.
Zgadzam się z Panem co do wartościowych pracowników i Pana opinii na ten temat. Zgadzam się, że nie zawsze polityka wójta w tej materii była właściwa, ale jednej rzeczy nie można tolerować. Tego w jaki sposób pozyskuje Pan informacje o tym co się dzieje w gminie. I to powinno być napiętnowane. Jeśli trzeba nawet przez sąd. Nie można powoływać się na prawo prasowe i przypadek. Wolałbym, aby Pana działania były opierały się na elementarnej uczciwości. Patrząc jednak na wpisy oraz wątpliwą rzetelność zdobycia niektórych dokumentów śmiem wątpić w Pana dobre intencje. Widać, że ma Pan "wtykę" w gminie i to powinno zostać rozliczone. Tak nie można. Widząc, co tutaj się dzieje ja Panu nie zaufam.
OdpowiedzUsuńTemat niejako na czasie,, jak pozyskuje się informacje to widać, na szczytach władzy. Podstęp, podsłuch. podglądanie, donosy, to działania jakże częste w naszej rzeczywistości. W moim odczuciu-obrzydliwe. Utrzymywania władzy takimi metodami świadczy o upodleniu i upadku moralnym. Najważniejsze jednak jest, kto inicjuje? kto rozpoczyna? działania takimi metodami, bo reszta i cały ciąg zdarzeń to już tylko odzew i reakcja sprzeciwu. Kierowanie się zemstą, zawiścią, wyimaginowanym układem w oczach rządzących, bez merytorycznego podłoża, świadczy o ich słabości Popieram autora tekstu w całej rozciągłości. Sytuacja w Śniadowie to klasyczny przypadek skrajności w walce o utrzymanie tej władzy. Metody nie są ważne, oby ją tylko utrzymać. Powstanie silnej opozycji, władza samorządowa zafundowała sobie sama, na własne życzenie. Demokratycznego wyboru nikt nie próbuje kwestionować, natomiast przydatność wybrańców. to zupełnie inna strona medalu.To już świadczyniestety o świadomości społecznej i czystej naiwności. Czy ryba śmierdzi od głowy? czy od ogona? w tym gminnym melanżu już trudno się połapać.
OdpowiedzUsuńCo za brednie, co za bzdury wypisuje "zainteresowany 3". Kogo i za co chce napiętnować? Za publikowanie prawdziwych faktów? Sposób pozyskiwaniawiedzy, jest mało istotny, ważne jest, oby to była prawda a wtedy napiętnuje się publicznie twórcę zła. Więc należy teraz napiętnować "Rzeczpospolitą",żenie podając źródeł wiedzy czy donosu ujawniła aferę hazardową, czy tak ? W odniesieniu do gminy Śniadowo tej wiedzy jest sporo, bo i sporo negatywnych sytuacji przy takim wójcie, na co dzień się pojawia. Więc mało istotne skąd ta wiedza, ważne, że jest i będzie coraz więcej bo ludzie po prostu już mają dość.
OdpowiedzUsuńszkoda komentować słowa belfra, ale jedno jest pewne. Mamy na Pańskim blogu kolejnego oszołoma. Nic tylko pogratulować.
OdpowiedzUsuńDziękuję za gratulacje. Ale proszę na temat, bez inwektyw. W najbliższych dniach wypowiem się szerzej na temat wycieku dokumentów i ich publikacji oraz roli, jaką to odgrywa w naszej gminnej rzeczywistości.
OdpowiedzUsuń