Komentarze
Biesiada u Ireny
DLA IRENY
Nie dostaliśmy zaniku pamięci, ani udawanego, ani autentycznego. Pilnujemy dat imienin i urodzin nie tylko swoich przyjaciół, ale również kolegów i koleżanek. Taki to już nie tylko polski zwyczaj, oparty na wzajemnym szacunku, sympatii i wzajemności. Wczoraj trafiło na Irenę, tak kalendarz rzekł i wiedza nabyta przez lata. Jako, że Irena bliska nam jest i roku każdego w dniu 20 października składamy jej życzenia, które są odwzajemnieniem nie tylko, ale i estymą należną znajomym z pracy, z podwórka, szkoły, sąsiedztwa, koleżeństwa itd. itp. poza wymienionymi formatami, od samego wtorkowego południa rychtowaliśmy się na złożenie Irenie imieninowo - urodzinowych życzeń. Przygotowania do tak uroczystej chwili trwały do wczesnego wieczora, a to głównie za sprawą zapowiadanej biesiady na kilka fajerek i par wiele oraz singli kilka. Sama myśl o imieninach Ireny, mających mieć oprawę uczty, sprawiła, że chęci nabraliśmy że och i ach. Pomysł przeżycia tak magicznej i cudownej biesiady z Ireną powstał w wyniku rachunku, którego wynik nas mile zaskoczył. Otóż w uczcie zgłosiło udział tyle osób, chcących Irenie życzenia złożyć, że słusznie uzyskała miano biesiady jak się patrzy. Przygotowania czyniono dni kilka, a szły – jak to mawiają – pełną parą, z zaangażowaniem w czasach dzisiejszych niespotykanym. Fakt, że zabrakło w chwili najważniejszej tych ponoć niezawodnych i ze stażem godnym rasowego urzędnika nie wpłynął na efekt końcowy. Chęć przeżycia chwil niesamowitych owładnęła niemal wszystkich, którzy Irenkę znają i szanują, tych wszystkich zacnych i życzliwych w tej wsi i gminie mieszkających.
I nadszedł wieczór biesiady u Ireny dla Ireny.
Biesiadę przygotowano zgodnie z wiejską tradycją i imieninowym obyczajem, stół bogato zaopatrując w potrawy i wyroby swojskie, ale rybnego fileta też nie brakowało na moją osobistą sugestię, aby w ferworze ość bokiem w krtani nie stanęła temu czy tamtemu, o co zadbał Ryszard biegły w tym rybnym fechtunku. Na stół postawiono, nie tylko dla ozdoby, karafki wypełnione spirytusową okowitą, ale i wina przedniej marki nie zabrakło dla głów słabszych oraz konstrukcji chorowitych, lecz i dla trawienia skutecznego także. Abstynenci zaś, a tacy też należne miejsce przy stole znaleźli coca colą się raczyć mogli, co m.in. na odrdzewienie kiszek dobrze robi.
W miarę upływającego czasu, biesiadnicy przybyli na dzień szczególny Ireny zabawę fetowali sobie przednią, wciąż bacząc by solenizantka należny plac zajmowała. Tańce współczesne, ale i ludowe niekiedy rozpierały wraz z muzyką mury solidnego domostwa gospodarzy. Uczestnicy płci obojga nie żałowali członków, aby tańcom nadać, a tym samym sobie – ciałom i umysłom – magicznego imieninowego nastroju. Atmosfera rosła, napięcie mającego nadejść finału głównego jak najbardziej też. Zaśpiewano Irenie kulminacyjne sto lat, a potem jeszcze raz, i jeszcze raz! A później popłynęły oficjalne i nieoficjalne mowy, w czym prym wiódł Krzysztof wspomagany skutecznie oracją Barbary. A przez wszystkie godziny, niewzruszone alkoholem przewijały się honor i godność, szacunek, atencja i rewerencja, istotność i wartości. Irena, jako solenizant i główny organizator, nie zapomniała o nieobecnych na biesiadzie z powodów różnych, przeróżnych, ale i kompromitująco przyziemnych, sięgnęła wspomnieniami do lat przeszłych, minionych bezpowrotnie, ale przywołanych na pamięć mile, co uczciwie harmonizuje z imieniem Irena pochodzenia greckiego – eirene czyli pokój.
I ja tam z gośćmi byłem, okowitą i wino piłem.
Dziękujemy Irenka za przednią zabawę.
DLA IRENY
Nie dostaliśmy zaniku pamięci, ani udawanego, ani autentycznego. Pilnujemy dat imienin i urodzin nie tylko swoich przyjaciół, ale również kolegów i koleżanek. Taki to już nie tylko polski zwyczaj, oparty na wzajemnym szacunku, sympatii i wzajemności. Wczoraj trafiło na Irenę, tak kalendarz rzekł i wiedza nabyta przez lata. Jako, że Irena bliska nam jest i roku każdego w dniu 20 października składamy jej życzenia, które są odwzajemnieniem nie tylko, ale i estymą należną znajomym z pracy, z podwórka, szkoły, sąsiedztwa, koleżeństwa itd. itp. poza wymienionymi formatami, od samego wtorkowego południa rychtowaliśmy się na złożenie Irenie imieninowo - urodzinowych życzeń. Przygotowania do tak uroczystej chwili trwały do wczesnego wieczora, a to głównie za sprawą zapowiadanej biesiady na kilka fajerek i par wiele oraz singli kilka. Sama myśl o imieninach Ireny, mających mieć oprawę uczty, sprawiła, że chęci nabraliśmy że och i ach. Pomysł przeżycia tak magicznej i cudownej biesiady z Ireną powstał w wyniku rachunku, którego wynik nas mile zaskoczył. Otóż w uczcie zgłosiło udział tyle osób, chcących Irenie życzenia złożyć, że słusznie uzyskała miano biesiady jak się patrzy. Przygotowania czyniono dni kilka, a szły – jak to mawiają – pełną parą, z zaangażowaniem w czasach dzisiejszych niespotykanym. Fakt, że zabrakło w chwili najważniejszej tych ponoć niezawodnych i ze stażem godnym rasowego urzędnika nie wpłynął na efekt końcowy. Chęć przeżycia chwil niesamowitych owładnęła niemal wszystkich, którzy Irenkę znają i szanują, tych wszystkich zacnych i życzliwych w tej wsi i gminie mieszkających.
I nadszedł wieczór biesiady u Ireny dla Ireny.
Biesiadę przygotowano zgodnie z wiejską tradycją i imieninowym obyczajem, stół bogato zaopatrując w potrawy i wyroby swojskie, ale rybnego fileta też nie brakowało na moją osobistą sugestię, aby w ferworze ość bokiem w krtani nie stanęła temu czy tamtemu, o co zadbał Ryszard biegły w tym rybnym fechtunku. Na stół postawiono, nie tylko dla ozdoby, karafki wypełnione spirytusową okowitą, ale i wina przedniej marki nie zabrakło dla głów słabszych oraz konstrukcji chorowitych, lecz i dla trawienia skutecznego także. Abstynenci zaś, a tacy też należne miejsce przy stole znaleźli coca colą się raczyć mogli, co m.in. na odrdzewienie kiszek dobrze robi.
W miarę upływającego czasu, biesiadnicy przybyli na dzień szczególny Ireny zabawę fetowali sobie przednią, wciąż bacząc by solenizantka należny plac zajmowała. Tańce współczesne, ale i ludowe niekiedy rozpierały wraz z muzyką mury solidnego domostwa gospodarzy. Uczestnicy płci obojga nie żałowali członków, aby tańcom nadać, a tym samym sobie – ciałom i umysłom – magicznego imieninowego nastroju. Atmosfera rosła, napięcie mającego nadejść finału głównego jak najbardziej też. Zaśpiewano Irenie kulminacyjne sto lat, a potem jeszcze raz, i jeszcze raz! A później popłynęły oficjalne i nieoficjalne mowy, w czym prym wiódł Krzysztof wspomagany skutecznie oracją Barbary. A przez wszystkie godziny, niewzruszone alkoholem przewijały się honor i godność, szacunek, atencja i rewerencja, istotność i wartości. Irena, jako solenizant i główny organizator, nie zapomniała o nieobecnych na biesiadzie z powodów różnych, przeróżnych, ale i kompromitująco przyziemnych, sięgnęła wspomnieniami do lat przeszłych, minionych bezpowrotnie, ale przywołanych na pamięć mile, co uczciwie harmonizuje z imieniem Irena pochodzenia greckiego – eirene czyli pokój.
I ja tam z gośćmi byłem, okowitą i wino piłem.
Dziękujemy Irenka za przednią zabawę.
Komentarze
Prześlij komentarz