Fakty
Nie spotkałem się
z Grzegorzem Lato dla taniego blichtru
Wyjątki rozmowy z…
GRZEGORZEM LATO
Miałem tę niecodzienną okazję, że mogłem zupełnie na luzie, nieograniczony czasem przeprowadzić bardzo długą rozmowę z Grzegorzem Lato. Rozmawialiśmy na wiele tematów: o historii piłki nożnej, pamiętnym meczu na mistrzostwach świata w Niemczech, o piłce nożnej szerzej, o jej przyszłości, o niektórych personaliach i nawet o polityce. Pozwalam sobie opublikować wyjątki z tego długiego spotkania, które w całości zostało zapisane na taśmie dyktafonu za obopólną zgodą. Omijam drażliwe wątki personalne i pewne opinie poruszane w rozmowie, aby nie być posądzonym o interwencjonizm w sprawy zawodowe Grzegorza Lato. Choć mówiąc szczerze, na ile znam pana Grzegorza, nie miałby nic przeciwko publikacji całości.
Zbigniew DULEWICZ: Jak trafił pan na boisko piłkarskie? Czy był to świadomy wybór młodego człowieka, który poczuł w sobie „to coś”, co później tak znakomicie zaowocowało?
Grzegorz LATO: Wie pan, z tym trafieniem na boisko było tak… Na początku lat sześćdziesiątych nie było w większości domów telewizorów, nie było komputerów… mając lat dwanaście w cośmy grali, w piłkę pod blokiem. Wraz z dwunastoma kolegami poszliśmy z podwórka na boisko, zapisaliśmy się do klubu. Z tej dwunastki zostałem tylko ja, choć mój brat grał w piłkę lepiej ode mnie, ale kończąc wiek juniora zajął się bardziej przyziemnymi sprawami. Zapisałem się w 1962 roku do klubu Stal Mielec i tak się zaczęło. W zasadzie w Polsce był to mój jedyny klub. W roku 1980 wyjechałem do Belgii, gdzie grałem razem z Włodkiem Lubańskim w Lokeren. A później dalej w świat... lata 1982 - 1984 Meksyk, następne siedem lat grałem w Kanadzie. Czynną karierę piłkarską zakończyłem w 1984 roku, mając lat trzydzieści cztery.
Grzegorz LATO: Proszę pana… to już jest grubo ponad ćwierć wieku. Powiedzmy sobie szczerze, że było to dawno, co widać po zmianach w naszym kraju. Dla mnie były to najlepsze mistrzostwa świata. I nie chodzi tylko o wynik, bo powtórzyliśmy go w osiemdziesiątym drugim roku. Przede wszystkim były to dla nas pierwsze mistrzostwa, myślę, że mieliśmy najlepszy skład, a po drugie – organizacyjnie mistrzostwa te były przygotowane perfekcyjnie. Jedyne co do dzisiaj rozpatrujemy, to mecz Polska – Niemcy w wodzie.
Z.D.: Kibice do dzisiaj spekulują i zadają sobie pytanie, czy ten mecz można było z Niemcami wygrać?
Grzegorz LATO: Czy wygrać? Na pewno można było wygrać, tylko nie w tych warunkach. Niemcom wystarczał remis, my ten mecz musieliśmy wygrać, aby awansować do finału, z racji tego, że różnica bramek była na korzyść Niemców. Myśmy wygrali 1 : 0 ze Szwecją i mieliśmy plus dwie bramki z Jugosławią, Niemcy wygrali 4 : 2 ze Szwecją i bodajże 2 : 0 z Jugosławią. W związku z czym mieli plus cztery bramki, a więc nie urządzał nas remis, musieliśmy ten mecz wygrać by awansować. Powiem uczciwie, że w dzisiejszych warunkach ten mecz by się nie dobył. FIFA i UEFA nie dopuściłyby do tego, nie byłoby takiej możliwości – sędzia przychodzi, kopie piłkę, która staje w miejscu na wodzie i po meczu. Zmokło 60 tysięcy ludzi i było pytanie: grać, czy nie grać? Trener Kazimierz Górski orzekł, że decyzja należy do organizatorów i FIFA. Przesunięto rozpoczęcie o 40 minut, zbierano wodę, robiono co w mocy… Dzisiaj się zastanawiamy: co by było, gdyby było…
Z.D.: Jan Tomaszewski, pana kolega z ówczesnej reprezentacji, bardzo krytycznie podchodzi w ocenach różnych nominacji m.in. na selekcjonerów naszej reprezentacji. Czy podziela pan jego odważne poglądy?
Grzegorz LATO: Powiem krótko. Matka miała dwóch synów, jeden był normalny a drugi bramkarz. Broń Boże, nie chcę nikogo obrazić. Mój przyjaciel Jan Tomaszewski od wielu lat wszystkich krytykuje. Najlepszym dowodem tej postawy jest okres, kiedy pracował z Ptakiem. Najpierw go całował, jak go Ptak zwolnił, to go zniszczył, zdołował. Tomaszewski jest człowiekiem o jakichś niespełnionych swoich marzeniach, słabo odporny psychicznie…
Z.D.: Panie Grzegorzu, co sprawiło, że z wielkiego sportu trafił pan do wielkiej polityki?
Grzegorz LATO: Namawiano mnie do kandydowania dużo wcześniej, ale nie mogłem się zdecydować. Okresem, kiedy nabrałem przekonania były wybory prezydenckie, w których kandydował Aleksander Kwaśniewski, znamy się bardzo dobrze, brałem w nich czynny udział. Myślę, że była to jedna z głównych przyczyn, że poproszono mnie abym kandydował do senatu. Jestem bezpartyjny, a wystartowałem z Podkarpacia. Proszę pana, Podkarpacie jest twierdzą prawicy, tam na dzień dzisiejszy dużo do powiedzenia ma ksiądz proboszcz, w wielu miejscowościach i wsiach. Jestem na tych swoich rodaków z tego regionu trochę oburzony. I nie z racji tego, że głosują na inne opcje, na polityków prawicowych. Boli mnie jedno, że przywozi się do twierdzy prawicy kogoś z zewnątrz. Nie chcę być przykry, nie jest moim zamiarem ubliżanie rodakom… ale idą, jak cielęta na rzeź na takiego przywiezionego, bo ksiądz proboszcz tak kazał zagłosować. Chwała wam, chcecie prawicę – bardzo dobrze, przyklasnąć, mamy przecież wolny kraj. Ale niech będzie to człowiek z tej ziemi. Taki z zewnątrz ma biuro, w którym raz na pół roku się pokaże. I co? Jest to zupełny brak szacunku dla wyborców.
Z.D.: Dlaczego tak się dzieje?
Grzegorz LATO: Nie ukrywajmy, dlaczego się przywozi takich a nie innych. Powiedzmy sobie szczerze, że oni w swoich miejscowościach, regionach są kompletnie spaleni i nie ma najmniejszych szans, żeby ich ktoś wystawił na listę. Starają się więc podstępnie o elektorat na innym terenie.
Z.D.: Co pan robił w senacie?
Grzegorz LATO: Mam powiedzieć prawdę, czy humorystycznie?
Z.D.: Przyjmijmy tę pierwszą wersję pytania.
Grzegorz LATO: Mnie osobiście leżała i leży na sercu polska młodzież. Trzeba sobie powiedzieć wprost, że nadal blisko 50 procent szkół nie ma sali gimnastycznej. Nie istnieje już Urząd Kultury Fizycznej, funkcjonuje Polska Konfederacja Sportu. Są problemy, w polskim sporcie są olbrzymie problemy. Wycofano swego czasu reklamę piwa ze sportu, były to olbrzymie pieniądze, które szły z browarów. Myślę, że momentami chcemy być… bardziej święci od samego papieża. Z innych spraw…? Myślę, że dno już żeśmy osiągnęli. Nie ukrywajmy, że robione są błędy, że na przykład rolnicy mają ciężko. Dla mnie jest nie do przyjęcia, że niektórych spraw nie można załatwić z wyprzedzeniem. Nie ma oczywiście jasnowidzów, zbiorów się nie przewidzi, ale zezwolenia na kontyngenty zbożowe z zagranicy, z czym od czasu do czasu mamy do czynienia… nagle wszyscy zapominają, że zboże zagranicą jest w zdecydowanym stopniu mocno dotowane… Te błędy widać po tym, co się dzieje.
Z.D.: Był pan piłkarzem, trenerem, znakomitym sportowcem. Będąc profesjonalistą, jak pan ocenia pracę z młodzieżą?
Grzegorz LATO: Wrócimy do sprawy zasadniczej. Kiedyś w każdym klubie, czy to był pierwszy, czy drugoligowy, czy w każdym innym była dobra praca z młodzieżą. Na etatach byli fachowcy, trenerzy z prawdziwego zdarzenia. Nie byli to przypadkowi trenerzy, mieli odpowiednią pensję, z tego spokojnie sobie żyli, mieli na głowie tylko młodzież. Była olbrzymia dotacja ze strony państwa na rozwój sportu wśród młodzieży, były ogromne sukcesy, nie tylko w piłce nożnej, ale i w lekkiej atletyce, siatkówce, piłce ręcznej, ciężarach, boksie. Nie ukrywajmy, w dużej ilości dyscyplin byliśmy potęgą. Dzisiaj trenują młodzież w niemałym stopniu przypadkowi ludzie. Ma w szkole etat nauczyciela, w klubie ma grupę i dorabia 400 złotych i jeszcze ma „f” klasę, ja to nazywam „na wsi”. Kilka srok za ogon, więc nie ma możliwości żeby coś konkretnego osiągnąć. Przede wszystkim nie ma opracowanego systemu, jeśli chodzi o szkolenie młodzieży, który kiedyś istniał. Każdy działa po swojemu. Nie ma żadnej koordynacji, jak to się dzieje z powodzeniem na zachodzie np. w Niemczech, Francji, gdzie jest rozbudowana duża sieć szkół, gdzie dokonuje się selekcji, wybiera zdolną młodzież. Uczy się z myślą o przyszłych zawodowcach techniki, taktyki, i to nie tylko jeśli chodzi o piłkę nożną, ale we wszystkich dyscyplinach. My mamy to, co mamy i tak wyglądamy. Gramy a oni robią co chcą z nami a my jak drewniaki. Mówiąc wprost: drzewo stoi i umiera.
Z.D.: Jakie warunki należałoby spełnić aby ponownie reprezentanci Polski odnosili niepoślednie sukcesy sportowe?
Grzegorz LATO: Słusznie wprowadzono licencję w pierwszej lidze. Stadiony muszą spełniać odpowiednie warunki z oświetleniem, krzesełkami, monitoringiem. Z drugiej strony polskie prawo jest ułomne, a więc bezradne wobec młodocianych chuliganów wywołujących przykre w konsekwencji wybryki i ekscesy, którzy potrafią najlepsze widowisko rozpędzić. Policja też się boi wkroczyć w to ostrzej, niechcący ktoś kogoś uderzy pałką i znowu będzie afera, ze policjant doprowadził do tragedii. Ja rozumiem, że każda śmierć jest wielkim nieszczęściem. Ale jeżeli gówniarz dwunastoletni rzuca kamieniami w policjantów i obrzuca ich wulgaryzmami, to ja się pytam gdzie są rodzice. Rodzice, proszę pana, powinni trochę więcej troszczyć się o swoje pociechy, zając się ich wychowywaniem. W Anglii 60 tys. ludzi siedzi na stadionie i nie ma przypadku żeby ktoś przekroczył niską barierkę oddzielające murawę od widowni, natomiast najgorsi prowodyrzy mają zakaz wstępu na boisko. Ze sportowego punktu widzenia myślę, że przede wszystkim muszą być pieniądze na szkolenie młodzieży, i to tej najmłodszej oraz odpowiednie wynagrodzenia dla trenerów z prawdziwego zdarzenia, z autorytetem. Nikt nie przyjdzie pracować za 600 złotych w tak trudnych warunkach. Należałoby także zadbać o samo zaplecze.
Z.D.: Zawsze podziwiałem pana za niezwykłą szybkość na boisku, czy kondycja nadal dopisuje?
Grzegorz LATO: Czy jestem szybki? Sądzę, że tak. Jeśli chodzi o mojego psa, to jest bardzo szybki.
Z.D.: Nie jest tajemnicą, ze w przeciwieństwie do innych spędza pan urlopy w kraju.
Grzegorz LATO: Raz, że za tą granicą byłem prawie 12 lat, zjechałem świat wzdłuż i w szerz. Po drugie mamy tak piękny kraj, że trzeba o niego tylko trochę zadbać. Trzeba również nauczyć ludzi dbania o nasze środowisko. Jest już pięknie, ale nie ma tej mentalności, że opuszczając miejsce pobytu trzeba te swoje śmieci zebrać do worka foliowego i wrzucić do właściwych pojemników. Jesteśmy jeszcze krajem nieskażonym, chrońmy to nasze bogactwo.
Z.D.: Wróćmy na chwilę do polityki. Mówiąc opozycja, co pan ma na myśli?
Grzegorz LATO: Ci z Platformy, czy ci z PiS-u udają ludzi, którzy nic nie mieli wspólnego z ówczesną władzą. Zrobili sobie PO, PiS, zmienili sobie garnitury, koszule, świeżo się ubrali i krzyczą: To nie my narobiliśmy bałaganu. Powiedzmy sobie uczciwie, wprost… ci na nowo ubrani politycy łgają, że nie mieli z tym nic wspólnego, że tak nie było. Weźmy Tuska, czy braci Kaczyńskich… ludzie kochani, przecież byli w rządzie, i o co tu chodzi!
Z.D.: Czy zdarza się panu w tym natłoku pracy wygospodarować czas by zagrać w piłkę nożną na prawdziwym boisku?
Grzegorz LATO: Tak, ale teraz robię to sporadycznie. Kiedyś mieliśmy taką drużynę „Orły Górskiego” i graliśmy sobie od czasu do czasu podróżując po Polsce, szczególnie propagowaliśmy piłkę nożną w małych miasteczkach.
Z.D.: Dziękuję za rozmowę.
PS.
W dzisiejszym „Fakcie” ukazał się artykuł, którego treści na dzisiaj nie czuję się na siłach komentować. Zwróciłem jednak uwagę na jedną z fotografii, gdzie Grzegorz Lato widnieje nie z kim innym, jak z naszym kierownikiem gminy. Na ile znam Grzegorza Lato, nie sądzę, by zamienił choć słowo z tym gminnym pryncypałem, czy też miał świadomość kto to jest, widać poza tym wyraźnie, iż zaabsorbowany jest zupełnie czym innym. Zwróćcie Państwo uwagę, że jest to zdjęcie zupełnie przypadkowe, albowiem wychodzący z restauracji kierownik gminy robi wrażenie, że nie wie kogo mija. Na marginesie należałoby zadać pytanie prezesowi KS „Śniadowo” p. Jarosławowi Kuleszy, czy członek zarządu klubu ze Śniadowa znalazł się tam przypadkowo, czy też na zaproszenie, o czym władze klubu na czele z prezesem nie zostały poinformowane? Informuję, że osobiście zwrócę się do p. J. Kuleszy o udzielenie odpowiedzi na to proste pytanie, oraz wyślę list do Grzegorza Lato, z zapytaniem czy ma pełną świadomość komu robi darmową medialną propagandę i czy wyraża na to zgodę? A może kierownik gminy szuka przed wyborami taniego blichtru, na siłę i nie istotne czy proszony, ważne aby miało to medialną nośność?
z Grzegorzem Lato dla taniego blichtru
Wyjątki rozmowy z…
GRZEGORZEM LATO
Miałem tę niecodzienną okazję, że mogłem zupełnie na luzie, nieograniczony czasem przeprowadzić bardzo długą rozmowę z Grzegorzem Lato. Rozmawialiśmy na wiele tematów: o historii piłki nożnej, pamiętnym meczu na mistrzostwach świata w Niemczech, o piłce nożnej szerzej, o jej przyszłości, o niektórych personaliach i nawet o polityce. Pozwalam sobie opublikować wyjątki z tego długiego spotkania, które w całości zostało zapisane na taśmie dyktafonu za obopólną zgodą. Omijam drażliwe wątki personalne i pewne opinie poruszane w rozmowie, aby nie być posądzonym o interwencjonizm w sprawy zawodowe Grzegorza Lato. Choć mówiąc szczerze, na ile znam pana Grzegorza, nie miałby nic przeciwko publikacji całości.
Zbigniew DULEWICZ: Jak trafił pan na boisko piłkarskie? Czy był to świadomy wybór młodego człowieka, który poczuł w sobie „to coś”, co później tak znakomicie zaowocowało?
Grzegorz LATO: Wie pan, z tym trafieniem na boisko było tak… Na początku lat sześćdziesiątych nie było w większości domów telewizorów, nie było komputerów… mając lat dwanaście w cośmy grali, w piłkę pod blokiem. Wraz z dwunastoma kolegami poszliśmy z podwórka na boisko, zapisaliśmy się do klubu. Z tej dwunastki zostałem tylko ja, choć mój brat grał w piłkę lepiej ode mnie, ale kończąc wiek juniora zajął się bardziej przyziemnymi sprawami. Zapisałem się w 1962 roku do klubu Stal Mielec i tak się zaczęło. W zasadzie w Polsce był to mój jedyny klub. W roku 1980 wyjechałem do Belgii, gdzie grałem razem z Włodkiem Lubańskim w Lokeren. A później dalej w świat... lata 1982 - 1984 Meksyk, następne siedem lat grałem w Kanadzie. Czynną karierę piłkarską zakończyłem w 1984 roku, mając lat trzydzieści cztery.
Spotkanie Grzegorza Lato z autorem bloga
Z.D.: Czy mistrzostwa w Monachium były dawno, czy też są świeże w pana pamięci?
Grzegorz LATO: Proszę pana… to już jest grubo ponad ćwierć wieku. Powiedzmy sobie szczerze, że było to dawno, co widać po zmianach w naszym kraju. Dla mnie były to najlepsze mistrzostwa świata. I nie chodzi tylko o wynik, bo powtórzyliśmy go w osiemdziesiątym drugim roku. Przede wszystkim były to dla nas pierwsze mistrzostwa, myślę, że mieliśmy najlepszy skład, a po drugie – organizacyjnie mistrzostwa te były przygotowane perfekcyjnie. Jedyne co do dzisiaj rozpatrujemy, to mecz Polska – Niemcy w wodzie.
Z.D.: Kibice do dzisiaj spekulują i zadają sobie pytanie, czy ten mecz można było z Niemcami wygrać?
Grzegorz LATO: Czy wygrać? Na pewno można było wygrać, tylko nie w tych warunkach. Niemcom wystarczał remis, my ten mecz musieliśmy wygrać, aby awansować do finału, z racji tego, że różnica bramek była na korzyść Niemców. Myśmy wygrali 1 : 0 ze Szwecją i mieliśmy plus dwie bramki z Jugosławią, Niemcy wygrali 4 : 2 ze Szwecją i bodajże 2 : 0 z Jugosławią. W związku z czym mieli plus cztery bramki, a więc nie urządzał nas remis, musieliśmy ten mecz wygrać by awansować. Powiem uczciwie, że w dzisiejszych warunkach ten mecz by się nie dobył. FIFA i UEFA nie dopuściłyby do tego, nie byłoby takiej możliwości – sędzia przychodzi, kopie piłkę, która staje w miejscu na wodzie i po meczu. Zmokło 60 tysięcy ludzi i było pytanie: grać, czy nie grać? Trener Kazimierz Górski orzekł, że decyzja należy do organizatorów i FIFA. Przesunięto rozpoczęcie o 40 minut, zbierano wodę, robiono co w mocy… Dzisiaj się zastanawiamy: co by było, gdyby było…
Z.D.: Jan Tomaszewski, pana kolega z ówczesnej reprezentacji, bardzo krytycznie podchodzi w ocenach różnych nominacji m.in. na selekcjonerów naszej reprezentacji. Czy podziela pan jego odważne poglądy?
Grzegorz LATO: Powiem krótko. Matka miała dwóch synów, jeden był normalny a drugi bramkarz. Broń Boże, nie chcę nikogo obrazić. Mój przyjaciel Jan Tomaszewski od wielu lat wszystkich krytykuje. Najlepszym dowodem tej postawy jest okres, kiedy pracował z Ptakiem. Najpierw go całował, jak go Ptak zwolnił, to go zniszczył, zdołował. Tomaszewski jest człowiekiem o jakichś niespełnionych swoich marzeniach, słabo odporny psychicznie…
Z.D.: Panie Grzegorzu, co sprawiło, że z wielkiego sportu trafił pan do wielkiej polityki?
Grzegorz LATO: Namawiano mnie do kandydowania dużo wcześniej, ale nie mogłem się zdecydować. Okresem, kiedy nabrałem przekonania były wybory prezydenckie, w których kandydował Aleksander Kwaśniewski, znamy się bardzo dobrze, brałem w nich czynny udział. Myślę, że była to jedna z głównych przyczyn, że poproszono mnie abym kandydował do senatu. Jestem bezpartyjny, a wystartowałem z Podkarpacia. Proszę pana, Podkarpacie jest twierdzą prawicy, tam na dzień dzisiejszy dużo do powiedzenia ma ksiądz proboszcz, w wielu miejscowościach i wsiach. Jestem na tych swoich rodaków z tego regionu trochę oburzony. I nie z racji tego, że głosują na inne opcje, na polityków prawicowych. Boli mnie jedno, że przywozi się do twierdzy prawicy kogoś z zewnątrz. Nie chcę być przykry, nie jest moim zamiarem ubliżanie rodakom… ale idą, jak cielęta na rzeź na takiego przywiezionego, bo ksiądz proboszcz tak kazał zagłosować. Chwała wam, chcecie prawicę – bardzo dobrze, przyklasnąć, mamy przecież wolny kraj. Ale niech będzie to człowiek z tej ziemi. Taki z zewnątrz ma biuro, w którym raz na pół roku się pokaże. I co? Jest to zupełny brak szacunku dla wyborców.
Z.D.: Dlaczego tak się dzieje?
Grzegorz LATO: Nie ukrywajmy, dlaczego się przywozi takich a nie innych. Powiedzmy sobie szczerze, że oni w swoich miejscowościach, regionach są kompletnie spaleni i nie ma najmniejszych szans, żeby ich ktoś wystawił na listę. Starają się więc podstępnie o elektorat na innym terenie.
Z.D.: Co pan robił w senacie?
Grzegorz LATO: Mam powiedzieć prawdę, czy humorystycznie?
Z.D.: Przyjmijmy tę pierwszą wersję pytania.
Grzegorz LATO: Mnie osobiście leżała i leży na sercu polska młodzież. Trzeba sobie powiedzieć wprost, że nadal blisko 50 procent szkół nie ma sali gimnastycznej. Nie istnieje już Urząd Kultury Fizycznej, funkcjonuje Polska Konfederacja Sportu. Są problemy, w polskim sporcie są olbrzymie problemy. Wycofano swego czasu reklamę piwa ze sportu, były to olbrzymie pieniądze, które szły z browarów. Myślę, że momentami chcemy być… bardziej święci od samego papieża. Z innych spraw…? Myślę, że dno już żeśmy osiągnęli. Nie ukrywajmy, że robione są błędy, że na przykład rolnicy mają ciężko. Dla mnie jest nie do przyjęcia, że niektórych spraw nie można załatwić z wyprzedzeniem. Nie ma oczywiście jasnowidzów, zbiorów się nie przewidzi, ale zezwolenia na kontyngenty zbożowe z zagranicy, z czym od czasu do czasu mamy do czynienia… nagle wszyscy zapominają, że zboże zagranicą jest w zdecydowanym stopniu mocno dotowane… Te błędy widać po tym, co się dzieje.
Z.D.: Był pan piłkarzem, trenerem, znakomitym sportowcem. Będąc profesjonalistą, jak pan ocenia pracę z młodzieżą?
Grzegorz LATO: Wrócimy do sprawy zasadniczej. Kiedyś w każdym klubie, czy to był pierwszy, czy drugoligowy, czy w każdym innym była dobra praca z młodzieżą. Na etatach byli fachowcy, trenerzy z prawdziwego zdarzenia. Nie byli to przypadkowi trenerzy, mieli odpowiednią pensję, z tego spokojnie sobie żyli, mieli na głowie tylko młodzież. Była olbrzymia dotacja ze strony państwa na rozwój sportu wśród młodzieży, były ogromne sukcesy, nie tylko w piłce nożnej, ale i w lekkiej atletyce, siatkówce, piłce ręcznej, ciężarach, boksie. Nie ukrywajmy, w dużej ilości dyscyplin byliśmy potęgą. Dzisiaj trenują młodzież w niemałym stopniu przypadkowi ludzie. Ma w szkole etat nauczyciela, w klubie ma grupę i dorabia 400 złotych i jeszcze ma „f” klasę, ja to nazywam „na wsi”. Kilka srok za ogon, więc nie ma możliwości żeby coś konkretnego osiągnąć. Przede wszystkim nie ma opracowanego systemu, jeśli chodzi o szkolenie młodzieży, który kiedyś istniał. Każdy działa po swojemu. Nie ma żadnej koordynacji, jak to się dzieje z powodzeniem na zachodzie np. w Niemczech, Francji, gdzie jest rozbudowana duża sieć szkół, gdzie dokonuje się selekcji, wybiera zdolną młodzież. Uczy się z myślą o przyszłych zawodowcach techniki, taktyki, i to nie tylko jeśli chodzi o piłkę nożną, ale we wszystkich dyscyplinach. My mamy to, co mamy i tak wyglądamy. Gramy a oni robią co chcą z nami a my jak drewniaki. Mówiąc wprost: drzewo stoi i umiera.
Z.D.: Jakie warunki należałoby spełnić aby ponownie reprezentanci Polski odnosili niepoślednie sukcesy sportowe?
Grzegorz LATO: Słusznie wprowadzono licencję w pierwszej lidze. Stadiony muszą spełniać odpowiednie warunki z oświetleniem, krzesełkami, monitoringiem. Z drugiej strony polskie prawo jest ułomne, a więc bezradne wobec młodocianych chuliganów wywołujących przykre w konsekwencji wybryki i ekscesy, którzy potrafią najlepsze widowisko rozpędzić. Policja też się boi wkroczyć w to ostrzej, niechcący ktoś kogoś uderzy pałką i znowu będzie afera, ze policjant doprowadził do tragedii. Ja rozumiem, że każda śmierć jest wielkim nieszczęściem. Ale jeżeli gówniarz dwunastoletni rzuca kamieniami w policjantów i obrzuca ich wulgaryzmami, to ja się pytam gdzie są rodzice. Rodzice, proszę pana, powinni trochę więcej troszczyć się o swoje pociechy, zając się ich wychowywaniem. W Anglii 60 tys. ludzi siedzi na stadionie i nie ma przypadku żeby ktoś przekroczył niską barierkę oddzielające murawę od widowni, natomiast najgorsi prowodyrzy mają zakaz wstępu na boisko. Ze sportowego punktu widzenia myślę, że przede wszystkim muszą być pieniądze na szkolenie młodzieży, i to tej najmłodszej oraz odpowiednie wynagrodzenia dla trenerów z prawdziwego zdarzenia, z autorytetem. Nikt nie przyjdzie pracować za 600 złotych w tak trudnych warunkach. Należałoby także zadbać o samo zaplecze.
Z.D.: Zawsze podziwiałem pana za niezwykłą szybkość na boisku, czy kondycja nadal dopisuje?
Grzegorz LATO: Czy jestem szybki? Sądzę, że tak. Jeśli chodzi o mojego psa, to jest bardzo szybki.
Z.D.: Nie jest tajemnicą, ze w przeciwieństwie do innych spędza pan urlopy w kraju.
Grzegorz LATO: Raz, że za tą granicą byłem prawie 12 lat, zjechałem świat wzdłuż i w szerz. Po drugie mamy tak piękny kraj, że trzeba o niego tylko trochę zadbać. Trzeba również nauczyć ludzi dbania o nasze środowisko. Jest już pięknie, ale nie ma tej mentalności, że opuszczając miejsce pobytu trzeba te swoje śmieci zebrać do worka foliowego i wrzucić do właściwych pojemników. Jesteśmy jeszcze krajem nieskażonym, chrońmy to nasze bogactwo.
Z.D.: Wróćmy na chwilę do polityki. Mówiąc opozycja, co pan ma na myśli?
Grzegorz LATO: Ci z Platformy, czy ci z PiS-u udają ludzi, którzy nic nie mieli wspólnego z ówczesną władzą. Zrobili sobie PO, PiS, zmienili sobie garnitury, koszule, świeżo się ubrali i krzyczą: To nie my narobiliśmy bałaganu. Powiedzmy sobie uczciwie, wprost… ci na nowo ubrani politycy łgają, że nie mieli z tym nic wspólnego, że tak nie było. Weźmy Tuska, czy braci Kaczyńskich… ludzie kochani, przecież byli w rządzie, i o co tu chodzi!
Z.D.: Czy zdarza się panu w tym natłoku pracy wygospodarować czas by zagrać w piłkę nożną na prawdziwym boisku?
Grzegorz LATO: Tak, ale teraz robię to sporadycznie. Kiedyś mieliśmy taką drużynę „Orły Górskiego” i graliśmy sobie od czasu do czasu podróżując po Polsce, szczególnie propagowaliśmy piłkę nożną w małych miasteczkach.
Z.D.: Dziękuję za rozmowę.
PS.
W dzisiejszym „Fakcie” ukazał się artykuł, którego treści na dzisiaj nie czuję się na siłach komentować. Zwróciłem jednak uwagę na jedną z fotografii, gdzie Grzegorz Lato widnieje nie z kim innym, jak z naszym kierownikiem gminy. Na ile znam Grzegorza Lato, nie sądzę, by zamienił choć słowo z tym gminnym pryncypałem, czy też miał świadomość kto to jest, widać poza tym wyraźnie, iż zaabsorbowany jest zupełnie czym innym. Zwróćcie Państwo uwagę, że jest to zdjęcie zupełnie przypadkowe, albowiem wychodzący z restauracji kierownik gminy robi wrażenie, że nie wie kogo mija. Na marginesie należałoby zadać pytanie prezesowi KS „Śniadowo” p. Jarosławowi Kuleszy, czy członek zarządu klubu ze Śniadowa znalazł się tam przypadkowo, czy też na zaproszenie, o czym władze klubu na czele z prezesem nie zostały poinformowane? Informuję, że osobiście zwrócę się do p. J. Kuleszy o udzielenie odpowiedzi na to proste pytanie, oraz wyślę list do Grzegorza Lato, z zapytaniem czy ma pełną świadomość komu robi darmową medialną propagandę i czy wyraża na to zgodę? A może kierownik gminy szuka przed wyborami taniego blichtru, na siłę i nie istotne czy proszony, ważne aby miało to medialną nośność?
Postawmy sobie więc pytanie. Co tam robił wójt? po co tam pojechał ? co załatwiał dla gminy ? A może to prywatny wyjazd ? Co tam robiła pracownicaurzędu ( zdjęcie na google PZPN, jak dobrze rozpoznaję, to Anna G.) Jeżeli "para" jest prywatnie to przepraszam, ale jeżeli służbowo to oczekuję wyjaśnieńod Przewodniczącego Rady, który podpisuje delegację wójtowi. Zapewne była i trzecia osoba, bo musiał być kierowca, no i samochód na tak daleki "skok".Ile kosztuje taki niedzielny "wypad"? Ładnie się doi ze społecznych pieniędzy.Tak wyglądają wojaże naszego pryncypała. Ile to już było "pustych przebiegów"do Warszawy? Wyjazdy około południa aby tylko zdążyć, gdzieś podbić delegacjęa później prywatne wizyty w markietach czy w siedzibie PiS Tak to właśnie wygląda i nie tylko to - powoli rozliczenie nastąpi, to będzie szok, jaka kasa"popłynęła" ?
OdpowiedzUsuńLudzie - opanujcie się! Przecież ten artykuł i konkluzja jest totalną żenadą. Panie Dulewicz, mam pytanie do Pana: Czy Pan w pełni popiera politykę Grzegorza Laty w PZPN? Bo to, co wyrabia ten człowiek nie napawa optymizmem i nie służy polskiej piłce. Promujmy dobre postawy, a nie "beton"!
OdpowiedzUsuńDziałania Grzegorza Laty w PZPN to inna para kaloszy. Moja publikacja i konkluzja na końcu ma zupełnie inne przesłanie. Rozmawiajmy na temat.
OdpowiedzUsuńzdjęcie i miejsce jest piękne a para przecudna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńPanie Zbigniewie, no właśnie to nie jest inna para kaloszy, bo gdyby tak było to dzisiaj nie byłoby tylu dymisji w rządzie Tuska. Każdy mółby powiedzieć, że to co robi prywatnie to inna para kaloszy. Ewidentnie widać, że popiera Pan Grzegorza Latę i jest to wywiad tendencyjny. Jeśli chodzi o drugi temat to naprawdę Pan przesadza. Będzie Pan żądał wyjasnień od Kuleszy? Przecież to śmieszne. Czy dla Pana ważne jest to co pokazuje ten szmatławiec FAKT? Czy to jest dla Pan punkt odniesienia? Brnąc w temat "wystawia" Pan świadectwo temu dziennikowi jako wiarygodnemu źródłu informacji, a sobie robi Pan "kuku" wpisując się w żałosny styl, jaki jest reprezentowany przez ten szmatławiec. Konkluzja - będąc osobą publiczną nawet w tak wąskim środowisku, jak gmina nie ma "innych par kaloszy". Jest jedna para i ją się będzie oglądać ze wszystkich stron. Pokazujmy co jest wartościowe, a nie to co jest nie warte funta kłaków. Pozbywajmy się tych marnych, małostkowych i chamskich polskich zwyczajów. Róbmy coś lepszego. Nie musimy przenosiś dużej polityki na ten lokalny, kameralny grunt.
OdpowiedzUsuńAle to właśnie ta polityka pozwala takim jak kierownik gminy na funkcjonowanie w obłudzie kłamstwa. Temat jak rzeka. Natomiast czegoś nie rozumiem. Nie do pomyślenia jest, by osoba robiąca wywiady czyniła to wyłącznie z ludźmi, których poglądy popiera lub odwrotnie. Ja nie popieram żadnej opcji, co daje mi komfort wypowiadania się na te, czy inne tematy. Jeżeli ktoś sądzi inaczej, to już nie mój problem. Co wcale nie zabrania mi zacytowania Jarosława Kaczyńskiego: "Nie może być tak, że w Polsce prawo nie obowiązuje". Bez komentarza, zapraszam prezesa do gminy Śniadowo, niech to wśród nas zacytuje głośno, będzie o czym rozmawiać. I tyle.
OdpowiedzUsuńPiękny fryz. Włosy jak u pewnego Pana komentatora sportowego niegdyś czesane z lewej na prawo tylko, ze przy wietrze nie postawiło ich w pionie. Jedyna ich różnica, że Pan komentator zna się na piłce. A Pan A.Z. zna się na wkręcaniu w towarzystwo, które nie za bardzo za nim przepada i wolałoby jak Prezes Lato odwracać głowę w drugą stronę lub ignorować go. Jedyna przyjemność Andrzeja Z. to zjedzenie obiadu na tej samej sali bankietowej albo skorzystanie z toalety po Prezesie Lacie. Pozdrawiam Zawistnych Przegranych
OdpowiedzUsuńCytuje Pan akurat człowieka, któru z przestrzeganiem prawa miał być może niewiele wspólnego. Ciężko znaleźć mi coś do czego konsekwetnie Pan by się odnosił. Rozmywa to Pana obraz i rodzi moje wątpliwości, czy oby na pewno odnosi się Pan jednoznacznie do jakiegoś systemu wartości. Raz jest Pan "nowoczesną" lewicą, drugi raz cytuje Pan Kaczyńskiego. Jeszcze gdzie indziej nawiązuje Pan do Jana Pawła II. Przyzna Pan, że ciężko sięnie pogubić. Najgorsze jest to, że Pan nie potrafi mnie przekonać, ponieważ nie ma Pan głębszego celu poza lokalną "bijatyką". Niech Pan wyjdzie poza ten poziom, dokona pewnej refleksji, która być może pozwoli rzeczywiście zrobić coś pożytecznego dla tej gminy.
OdpowiedzUsuńPrzygladajac sie zdjeciom zauwazylam ze wyglada Pan na nich o 15 lat mlodziej. Wywiad ten musial miec miejsce bardzo dawno temu, pozdrowienia kierowane byly do innej grupy spolecznej, nie do czytelnikow gminy Sniadowo. Probuje Pan przewalic ludzi na swoja strone klamiac ich ze to dla nich te pozdrowienia?w tamtej grupie ludzi sie nie udalo moze tu sie uda?wracaj Pan skad Pan przybyles...
OdpowiedzUsuńMasz słaby wzrok, chyba karen już wiek nie ten. A poza tym to rynsztokowa inwektywa, bo aby przewalić trzeba się nawalić. O ile wiem autor bloga nie łyka i nie przewala (ani się, ani kogoś), czyżby Twoje osobiste doświadczenie?! Może zazdrościsz autorowi bloga? Pozdrowienia G. Lato są dla czytelników i nie ma znaczenia czy tu, czy tam. Ważne żeby byli miłośnikami piłki nożnej. Kropka.
OdpowiedzUsuńprzygladam sie od dluzszego czasu tej stronie i nie moge uwierzyc do czego sa zdolni ludzie, aby tylko dopchac sie do koryta Pozdrowienia dla Zbigniewa Dulewicza oby tak dalej, trzymam za Pana kciuki bufetowa chyba znasz osobiscie karen:)obslugujesz ja:)
OdpowiedzUsuńDrogi wyborco, delegacje wójtowi to podpisywała sekretarz gminy a teraz robi to pracownik i kierowca w jednej osobie zgodnie z zarządzeniem 50/09 z dnia 31.08.2009. jak podaje bip.
OdpowiedzUsuń