Prowokacje
Trzy GMINY
Wójt Śniadowa forsuje przekonanie, że gmina Śniadowo to jedność, a opozycja to nieznacząca mniejszość. Czy wójt postradał zmysły? Jaka jedność? Przecież nawet krótkowidz widzi, że po trzech latach od wyborów istnieją aż trzy gminy: WÓJtowa, PRAwna i ROZproszona. Gmina WÓJtowa jest w stanie wojny z gminą PRAwną, i to nie tylko na poziomie oficjalnym, lecz podział dotyczy nierzadko zwykłych rodzin. ROZproszonych tworzą natomiast ludzie, którzy postanowili swój los wziąć we własne ręce. Szczegółowe opisywanie WÓJtowych nie ma sensu, bo koń jaki jest każdy widzi.
Po spektakularnym zwycięstwie WÓJtowych, zapanował w gminie niczym nie uzasadniony entuzjazm, a powietrze było przesiąknięte wonią wielkiej niewiadomej. Szybko nadeszło nieuchronne, bo musiało do niego dojść: wojna podjazdowa, podziały, szykany, budowanie na fundamentach kłamstwa, pomawianie, zemsta powyborcza, presja psychiczna, pozbywanie się niewygodnych, walki podjazdowe, a na koniec walki frontalne. Dzisiaj już wiadomo kto pierwszy zaczął i dlaczego. Były wójt ma i tak szczęście, że go nie zlinczowano za wpompowanie milionów w rozwój gminy. Nie dano z jednego ze sztabów dowodzenia hasła, bo niechybnie by tego dokonano.
Obecna arena gminnej wolności, usłana zwiędłymi różami, jest niebezpieczna ze względu na zdrewniałe kolce. Na urzędy wkroczył „homo obłęd”, który nadużywając hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna” niesie dyktat minionej epoki, czyli naczelnik-wójt żyje w swej świadomości w poprzednim systemie, ale pod innym szyldem. I tak jest w rzeczywistości, stąd rzesza wyznawców bezprawia zjednoczona pod hasłem „wójt wszystko może”. Przedstawicielami „homo obłęd” jest także samorząd, utwierdzony w przekonaniu, że „wójt wie”, bez względu na szkody jakie gminie i społeczności wyrządza. Nadzieja w tym, że „homo obłęd” był wypadkiem przy pracy wyborców i o tym gatunku niebawem zapomnimy, gdyż w środowiskach gminnych coraz głośniej funkcjonuje przekonanie, iż tak dalej być nie może. Miejmy nadzieję, że podobnego przekonania i czytelnego zdania nabierze ten, który rzekomo w nic się nie wtrąca. Mnie to nie smuci.
Smuci natomiast pojawienie się grupy zdecydowanie groźniejszej. Mam na myśli „homo idioticus”, grupy istniejącej dotąd w uśpieniu, lecz teraz zbudzonej z hibernacji. Grupa ta występuje w dwóch podgrupach: indywidualnej i zbiorowej. Indywidualny „homo idioticus”, zwany też potocznie kretynem, to osobnik zmanipulowany. Bez osobowości, własnych poglądów. Jest wyjątkowo czuły na wysyłane sygnały i nie traci kontaktu z centrami dyspozycyjnymi gminy, których mamy w liczbie dwóch. Natomiast wbrew pozorom, zbiorowy „homo idioticus” nie grupuje jedynie kretynów indywidualnych. To kategoria w gminnej społeczności złożona z osobników odpornych na zwykły kretynizm, ale ulegająca psychozie tłumu. Zbiorowy „homo idioticus” objawia się np. w przekonaniu danej grupy ludzi, że przedstawiciele obecnej władzy - administracyjno-samorządowej i tej drugiej – działają w interesie ogółu, czyli gminy i jej mieszkańców, a nie w swoich partykularnych interesach i grup poparcia.
Dla zwolenników PRAwnych nieskuteczni są sympatycy ROZproszonych i odwrotnie. WÓJtowi uważają zaś za kretynów wszystkich, którzy mają inne poglądy, zgodnie z zasadą „Kto nie z nami, ten przeciw nam”.
Uzewnętrznieniem tych podziałów jest m.in. znieczulica na nieprawości i amoralne postawy oraz poparcie dla kłamstwa i sobiepaństwa, czyli bezczelne tratowanie Dekalogu. Gminom ościennym i wojewódzkiemu teatrowi samorządowemu dajemy dowody, że wspólnie to my możemy napić się wódki, a i tak nie ma pewności, czy nie skończy się to ogólnogminną bijatyką. Najbliższa przyszłość pokaże, czy upadek moralno ekonomiczny gminy rozpoczął się wraz z wkroczeniem na ostrołęcką „homo obłęd”, czy indywidualnych „homo idioticus”, czy też tych dwóch grup równocześnie, i kto z zewnątrz rozpościera nad tym wszystkim tak gigantyczny parasol ochronny mając prawo głęboko gdzieś.
Niech się święci Trzydziesty Pierwszy Sierpnia.
Jeżeli dzisiaj gminie czegokolwiek brakuje, jeśli mamy dzisiaj jakiś wielki deficyt w naszej gminie w życiu publicznym, to jest to deficyt prawdy. Musimy zatem walczyć o prawdę codzienną, która odnosi się do wszystkiego, co dzieje się w naszej gminie, a co tak często jest przekręcane, manipulowane, zmieniane, ukrywane przez tych, którzy prawdy się boją i prawdę zatajają, pełniąc jednocześnie ważne funkcje publiczne ze społecznego wyboru.
OdpowiedzUsuńPrawda jest jedna i nikt tego nie zmieni. Dla wielu jest jednak niewygodna, przeszkadza, bo obnaża nieudolność, skromność wiedzy , intelektu i negatywną osobowość. Przykre, że w naszej gminie te cechy dostrzega się u większości samorządowców. Nic więc dziwnego, że ta jedna prawda ma małe szanse się przebić.Jakie są tego skutki widzimy na co dzień wokół nas, taki samorząd wybraliśmy więc mamy tego skutki.
OdpowiedzUsuń