Opinie
Zgodnie z zapowiedzią, przedstawiam część II oświadczenia p. Ryszarda Krajewskiego.
Batalia o prawdę - część II
OŚWIADCZENIE
Demokracja, w której żyjemy kieruje się swoimi prawami i co cztery lat są wybory. Tak też i było w 2006 roku. Ku zaskoczeniu wielu mieszkańców i również dla wielu ku ich zadowoleniu, po 13. latach wybrano ponownie Zarembę. W urzędzie żałoba, płacz przy pożegnaniu i smutne rozstanie z Szabłowskim. Prawo wyborców trzeba uszanować. Zaremba wkracza na „tron”. Zakłopotanie pracowników aż nazbyt widoczne, pamiętają o rozstaniu sprzed lat. Tu i tam podszeptywania: podobno przestał pić, może zrozumiał, może się zmienił, dostał przecież szansę. Niepewność sięgała zenitu. A. Z. zaraz rozwiał wszelkie dywagacje na ten temat, oznajmiając z butą i ignorancją: „skończyły się czasy Szabłowskiego” i dalej: „ja tu jestem szefem, ja tu jestem wójtem”. Faktycznie tak było. Ale sposób i okoliczności, w jakich to powtarzał nic dobrego nie wróżyły. Metamorfoza, o której myśleli starsi pracownicy, pamiętający gehennę z tamtych lat, w tym człowieku nie nastąpiła. Konflikty z tego powodu były nieuniknione, choć skrycie nadzieja na lepszą niż poprzednio postawę A. Z. była. Nadzieja, jak to mówią „matka głupich” i na nadziei się skończyło. A. Z. nawet nie myślał o zmianie stylu rządzenia, choć ponoć nie pił alkoholu, upajał się wyłącznie euforią „zwycięstwa”.
Przeszłość jednak A. Z. niczego nie nauczyła – był na fali i zaczął się szarogęsić, jak na prywatnym folwarku. Lecz to nie folwark a gmina i przez wyborców został powołany, aby im służyć. A. Z. uważa, że powinno być zupełnie odwrotnie, nawet dzisiaj tego nie pojmuje.
Taka postawa prowadziła do mniejszych lub większych konfliktów. Zaczął odgrywać się za przeszłość, od której jak myśleli niepoprawni optymiści się odetnie, bo chyba wreszcie zrozumiał. Mrzonki utopistów. A. Z. się dopiero rozkręcał, nabierał rozpędu. Podczas rozmów z żoną, doszliśmy do wniosku, aby robiła swoje i w nic się nie mieszała. A. Z. wyraźnie szukał zaczepki, ograniczał coraz bardziej zakres pracy. Rozpoczęły się szykany, psychiczna presja. Żona była przygaszona, coraz mniej mówiła na ten temat. Ja to jednak czułem, ja widziałem jak wracał z pracy strzępek nerwów. Szykany trwały. Wójt zabrał nagle dokumenty osobowe pracowników, co dla kadrowej jest podstawowym narzędzie w wykonywaniu obowiązków. Leżały u niego na podłodze miesiącami bez zabezpieczenia, wbrew prawu. Rozpoczęło się izolowanie mojej żony od pozostałych pracowników. Te słabsze duchem i wystraszone groźbami wójta – uległy. Żona nadal w domu milczała, ale ja już wiedziałem. Zacząłem odwiedzać urząd. Po rozmowie z odważniejszymi, dowiedziałem się szczegółów. Prośby niektórych urzędniczek cyt: „trzeba coś robić, trzeba nam pomóc, a szczególnie twojej Irenie – on ją poniża”, utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest rzeczywiście źle. Mobbing "całą gębą". Ja nadal czekałem na rozwój wypadków. Kontakty moje z A. Z. ograniczały się do zdawkowych kilku słów. Jego ręka, przy konieczności i z musu podana, była coraz bardziej nieprzyjemnie miękka. On wiedział, że ja wiem. Jeszcze się wstrzymywałem, ale starcie było nieuniknione, chodziło przecież o moją żonę. A. Z. żony nie ma, więc te odczucia są mu zupełnie obce.
Coraz śmielsze szykanowanie i pozbywanie się kobiet samotnych, (choć to może przypadek?), udowodniły jaką przyjął metodę. One nie miały wsparcia, więc poczynał sobie coraz śmielej. Na wsparcie nie mogły liczyć, bo na kogo... Problem narastał, znieczulica kompletna. Kilka z nich skończyło w poradni psychologiczno-psychiatrycznej. Rada bezradna, nawet nie kiwnęli palcem, a statutowo trzymają kontrolę nad poczynaniami wójta. Możliwości przeogromne, lecz trzeba chcieć. Brak woli pogłębiał marazm, powoli rozprzestrzeniający się na gminę. Komentarzom i wszelakim plotkom do dzisiaj nie ma końca.
Czekałem na okazję bezpośredniej rozmowy, bo już miarka się przebrała. Może kiedyś skończyłoby się na flaszce i po sprawie, ale teraz nie było takiej opcji. A. Z. przekroczył pewne granice swym postępowaniem w stosunku do mojej żony. Konflikt wisiał na włosku. Nadarzyła się okazja do bezpośredniej rozmowy i to w sąsiedztwie mego domu na ul. Skowronki, która była przygotowywana do położenia asfaltu. Temat się rozkręcił, w tym momencie rozmowa o ulicy miała priorytet. Pogadaliśmy. Czasami nie na temat ze strony A. Z., bo jak to zwykle bywa musi ubarwiać, upiększać, przy okazji pleść swoje nierealne wizje, no i oczywiście jaki to on gospodarz, bo tamten to nic nie zrobił – istny jazgot niepoprawnego megalomana. Jestem, więc słucham i czekam końca. Sprawę ulicy znałem dokładniej od wielu lat, więc pomyślałem: kit to nie dla mnie, wystarczy już. Poruszyłem temat mojej żony i powiedziałem: daj jej spokojnie pracować, czego się czepiasz. „Wiem o co ci chodzi”, odpowiedział, „gdzieś ją przeniosę, ale nie wiem gdzie”. Tematu nie dało się pociągnąć dalej. Pan wójt sobie poszedł. Skoro nie ma takiej woli, to z kim rozmawiać.
Spokojny, że może coś do niego dotarło, czekałem. W urzędzie nawzajem się unikali. Dokumenty osobowe nadal leżały (walały się?) u wójta, żona nie mogła wykonywać swoich obowiązków. Atmosfera coraz gorsza. Zasygnalizowanie przeze mnie problemu nie przyniosło rezultatu. Choć ruch dla załagodzenia sprawy należał teraz do A. Z. reakcji nie było. To nie ten styl, to nie ta osobowość. Najlepiej, jak egoista pracuje sam, do współpracy z ludźmi się nie nadaje. Mobbing w urzędzie szalał. O krzykach opowiadali na ulicy interesanci. Zastraszenia pracowników zwolnieniem z pracy przynosiły skutek. Strach przed brakiem środków do życia w razie zwolnienia, dla wielu był przyczyną nie zwracania uwagi na godność osobistą, czy podkopywanie współpracowników – tak cenione przez wójta w celu upodlenia człowieka. Upokarzane zachowaniem A. Z. – uległy. Godność i honor poszły w odstawkę. Autorytet wójta nie istniał, swoimi poczynaniami nigdy o to nie zabiegał. Klasyczny autokrata, który ludzi ma za nic. Refleksje na później, mam pisać o faktach.
Kontaktu nie mieliśmy. Na jednej z sesji, aby się przypomnieć zabrałem głos. Oprócz innych tematów, wspomniałem o fatalnej atmosferze w urzędzie. Wiadomo dla A. Z. to temat wyjątkowo trudny, bo był bezpośrednio za to odpowiedzialny. Sala słucha, A. Z. się miota w swoich wyjaśnieniach. Jak zwykle, oprócz frazesów, kilku złośliwości pod moim adresem, tradycyjnych pochwał pod swoim adresem i skończyło się na niczym. A radni? Nie wiem, czy zrozumieli o co chodzi. Protokół z sesji napisano i dodatkowo opublikowano w samorządowej gazecie. Włosy mi dęba stanęły, bo A. Z. oskarżył mnie tam o wrogą działalność na rzecz gminy.
Na następną sesję nie miałem zamiaru iść, bo po co? „Walenie głową w betonowy mur” jeszcze nikomu nie pomogło, ale teraz w sytuacji tak bezczelnego pomówienia było to konieczne, z chamstwem trzeba walczyć. Zaplanowane poniżanie mnie w opinii publicznej, i to jeszcze dodatkowo i celowo ( bo to w jego stylu ) na piśmie w protokóle z sesji i prasie samorządowej „przebrało czarę goryczy”. Kierując obelgi pod moim adresem, obraził całą moją rodzinę, od pokoleń zakorzenioną w tej gminie i w samym Śniadowie. Chciał zniweczyć wszelkie moje działania dla dobra Śniadowa i jego mieszkańców. Prowadząc zakład samochodowy i robiąc przeglądy w Śniadowie nie ma kokosów finansowych, na tym biznesu wielkiego się nie zrobi – takie są realia, nieporównywalne z Łomżą. Jednak w miarę swoich możliwości starałem się wesprzeć potrzebujących: czy to szkołę na zakup pomocy do zajęć, czy udział w finansowaniu upominków okolicznościowych, imprez kulturalnych, po dość regularne wspomaganie KS Śniadowo – finansując zakup sprzętu w porozumieniu z Prezesem Jarosławem Kuleszą.
Najbardziej jednak zostałem dotknięty pomówieniem, że byłem przeciwnikiem wykonania ul. Skowronki i jeszcze na dodatek namawiałem ponoć sąsiadów na sprzeciw. Tu akurat było zupełnie odwrotnie. Brednie i wierutne kłamstwo. Nie znał tematu a zabierał głos. A. Z nie wiedział, bo to do niego nie docierało, kiedy ta ulica była robiona i wyznaczana przez geodetów – żył wówczas w innym świecie. Nie wiedział, że obecny kształt ulicy powstał tylko dzięki moim staraniom i przychylności ówczesnych władz gminnych. Jakże wielkie zdziwienie okazała notariusz, kiedy dla poprawienia funkcjonalności odcinka ulicy, przekazałem nieodpłatnie na rzecz gminy pewną powierzchnię prywatnych gruntów. Pytała, zdziwiona nie dowierzając, czy to prawda? Tak, prawda, w zamian staną moje reklamy, które zawsze można zdjąć. Grunt przekazany na własność – na zawsze, czego finałem była obopólna zgoda i zadowolenie każdej ze stron. „Nie pamiętam w swojej pracy takiego przypadku” – spuentowała na koniec pani notariusz. Dla A. Z. nie ma znaczenia, że jako firma jednoosobowa w Śniadowie płacę największe podatki od swojej działalności gospodarczej. Mam moralne prawo zabierać głos na każdy temat, nawet poddawać krytyce działania władz. Takie prawo daje mi ustawa zasadnicza i demokratyczny system. Dla A. Z. to utopia, choć czasami w nieodpowiednim momencie odwołuje się do tych wartości, to kompletnie tego nie rozumie. Czym naraża się na pośmiewisko i ataki oponentów.
Tym bardziej, w obliczu faktów, zdecydowałem się na ripostę na najbliższej sesji rady gminy. Zapoznałem się z tematyką pomówień od strony prawnej i z art. 212 kk mówiącym o takim przestępstwie. Nie przypuszczałem nawet, że może się to przydać i nie przeczuwałem „bomby”, która miała paść z ust A. Z. Nie przeczuwając skandalu, poszedłem na obrady „lokalnego sejmiku”. Przestrzegając przyjętych zasad, zapisałem się do głosu. Czekałem cierpliwie „na swój punkt” w porządku obrad. Wydaje mi się, że zabierał głos nowy komendant policji łomżyńskiej. Szkoda, że po przerwie już się nie pojawił, bo jak się okazało – było ciekawie. Wytrwałem do końca, bo przecież zapisałem się do zabrania głosu w sprawie, riposta na głupoty skierowane w moją osobę przez A. Z. była konieczna. Dano mi głos. Tematyka podobna, jak poprzednio. Zapytałem, dlaczego nie wykonano asfaltu do końca ul. Skowronki? Od zawsze wójt w takich sytuacjach i przy trudnych pytaniach nie panuje nad sobą, i chcąc zdyskredytować moją żonę i mnie wypowiedział te oto słowa: „dokumentacja na ul. Skowronki była, lecz została spalona przez pana żonę z panem” (dosłownie, to jego styl mówienia). Nie zreflektował się i nawet nie przeprosił. Zbyt poważna potwarz. Inaczej być nie mogło, zajście musiało znaleźć swój epilog w sądzie. Na następnych sesjach A. Z. nawet nie pomyślał o naprawieniu błędu. Buta i samouwielbienie nie pozwoliły na to.
Ostatecznie wypowiedź z treścią pomówienia nie znalazła swego miejsca w protokóle z sesji. Nieśmiałe poczynania kilku radnych i moje starania nie dały rezultatu. Zmataczony protokół rada zatwierdziła. Tu już pojawiła się pewna linia obrony A. Z., podparta matactwem i kłamstwem. Radni, świadkowie ze strony pomawiającego poszli w zaparte, doznali amnezji. Z burzliwej sesji, zatwierdzającej protokół jest nagranie, potwierdza fakty.
Zaczęły się sądowe rozgrywki. Oskarżenie swoje, winowajca swoje. Półtora roku to trwało. Sąd Rejonowy uznaje A. Z. winnym, dwukrotnie zasądzając karę. Natomiast Okręgowy ogłasza A. Z. niewinnym. Uszanowałem wyrok, ale się z nim nie zgadzam. Moje prawo. Prawda w Śniadowie przegrała z kłamstwem. Kiedy konsternacja i emocje opadły, i niejako po namowie osób znających tę najprawdziwszą prawdę, bo byli obecni na pamiętnej sesji, piszę swoje refleksje w formie oświadczenia. Pociesza mnie jednocześnie fakt, że pomówienie padło w obecności wielu ludzi obecnych na sesji i w odróżnienie od kilku radnych, dokładnie wszystko słyszeli i pamiętają. Wiedza opinii społecznej jest dla mnie ważniejsza od wyroku sądu, bo wśród tej społeczności żyję ja i moja rodzina. Godność i honor nie ucierpiały. Stając w obronie żony, nie pozwoliłem jej poniżać i upodlić, przetarłem ścieżki w walce z niegodziwościami i łamaniem prawa przez skompromitowaną bezsprzecznie lokalną władzę. Władza pokazała swoje oblicze podparte na kłamstwie, władza administracyjna i samorządowa. Nie oszukujmy się, taką mamy naszą gminną rzeczywistość. Dowodów jest na to bezliku, moja sprawa jest tylko jednym z przykładów.
Oświadczam,
że nie mam sobie nic do zarzucenia w tej batalii o prawdę. Głowę trzymam wysoko w górze i patrzę każdemu prosto w oczy. Nawet przed spowiednikiem nie mam się za co kajać. Niech się martwią ci, którzy w imię „Boga, Honoru i Ojczyzny” poniżają ludzi, łamią prawo i grzeszą, mając jeszcze dla zaspokojenia swoich partykularnych interesów ciche na to przyzwolenie. Nie pozwolę, by ignorant pełniący tak odpowiedzialną funkcję publicznie podczas sesji posyłał mnie do spowiedzi i komunii. Nie pozwolę, by taki człowiek wkraczał w moje życie intymne i duchowe wartości. Za swe winy doczesne odpowiemy wszyscy.
Oświadczam,
że kierując się odpowiedzialnie troską o dobro Śniadowa i gminy, nie zaprzestanę działań w żadnej z publicznych dziedzin. Nadal będę sprzeciwiał się złu, które tak się u nas panoszy oraz wrodzonej wręcz niemocy i znieczulicy ludzkiej.
Oświadczam,
że robił to będę z jeszcze większą determinacją i zaangażowaniem, bo wiem, że jest to słuszne i dobrze postrzegane przez ludzi, którzy chcą się złu przeciwstawić, a brak im odwagi oraz brak przetarcia, lecz w głębi serca wspierają działania dla doba wspólnego. Jest prawem i obowiązkiem każdego z mieszkańców gminy reagować na nieprawidłowości i błędy władzy. Bo tak należy pojmować demokrację i szacunek dla wartości. Nic innego, a właśnie to przyczyniło się do powstania Stowarzyszenia „Solidarna Gmina”, to „dzięki władzy” ma tyle do zdziałania, bezwzględnie obnażając szkodliwe dla gminy i ludzi poczynania naszych wybrańców. Obecny sposób sprawowania władzy prowadzi do nikąd. Doraźne działania i „łatanie dziur” bez jakiejkolwiek przemyślanej realnej perspektywy, skazuje naszą gminę na długoletni marazm.
Oświadczam,
że w obliczu tego, z czym mamy w gminie do czynienia w tej kadencji, biorę bardzo poważnie pod uwagę ubieganie się w przyszłych wyborach o objęcie funkcji w samorządzie.
Dziękuję wszystkim osobom, które mnie wsparły w walce o prawdę. Bardzo dziękuję.
Ryszard Krajewski
Śniadowo, dn. 25 sierpnia 2009 r.
Dziękuję za ten tekst Panie Krajewski. Ma Pan rację chamstwo trzeba tępić jak insekty. Pora także mówić o tych, którzy dają ciche przyzwolenie na takie niegodne władzy postawy. W to chamstwo wpisują się również radni na czele z przewodniczącym dlatego że to tolerują. Przykładem zajście podczas komisji rewizyjnej. Rada powinna podjąć uchwałę o skierowaniu wójta na badania psychiatryczne. Wstyd na całe województwo, że taki cham rządzi gminą i decyduje o finansach gminy. Panie Krajewski ma Pan rację wielu ludzi wspiera stowarzyszenie Solidarna Gmina, ale terroryzm psychiczny nie pozwala się nam ujawnić. Solidarności z prawdą damy wyraz podczas wyborów. Przy urnach nikt nas nie sterroryzuje, nawet ci co teraz temu chamowi dają ciche przyzwolenie, a głośno mówią że się nie wtrącają. Jeszcze raz dziękuję Panu za ten tekst.
OdpowiedzUsuńoj Panie Krajewski kiedy miales Pan piekna czupryne byles Pan piekny i madry czlowiek ale obecna lysina i wysoka temperatura mocno zadzialaly na Panska wyobraznie i mniemanie o sobie, dobrej nocy zycze
OdpowiedzUsuńGardzi Pan głupcami, nie boi się Pan. Ja niestety boję się ich. To jedyna grupa społeczna, której się obawiam.Panie Krajewski, życzę Panu dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności. Także wytrwałości w walce z głupotą w naszej gminie. Może Bóg i dobry los sprawi, że kiedyś będzie normalnie. Wierzę, że tak się stanie.
OdpowiedzUsuńGratuluję Panie Krajewski. Pomógł mi Pan i dał mi bodziec do skierowania kilku słów do wójta gminy. Chciałem to zrobić wcześniej. Lepiej późno niż wcale.Panie wójcie, spycha Pan gminę w marność, robi ją kaleką, staje się dzięki Panu nieprzygotowana do stawienia czoła współczesności, hamuje jej rozwój, powoduje rozkład moralny i ekonomiczny, pod Pana przewodnictwem gmina czerpie swą siłę do przetrwania z chorobliwej nienawiści do wszystkiego co czyste, szlachetne i mądre, społeczność gminą dzieli Pan wedle własnego życzenia – kto za mną, ten mądry, kto przeciw mnie, ten głupi, wizja Pana gminy nie potrafi szanować godności uczciwych ludzi, buduje Pan gminę wydrwigroszów i donosicieli, gminę podłą i głupią. To Pan wybrał taki kierunek dla gminy i chce do niej przynależeć.Porządni i uczciwi tego nie chcą.My chcemy gminy mądrze rządzonej przez godnych ludzi, gminy bez kompleksów, estetycznej i tolerancyjnej, gminy poważnej i szanowanej, której patriotyzm nie wyraża się w hasłach, frazesach i przekupstwie, lecz w codziennym szacunku jednych do drugich, chcemy gminy szlachetnej, gminy wierzącej w chrystusowy przekaz o miłości bliźniego, gminy prącej do przodu, patrzącej z ufnością w przyszłość. Pan nie potrafi takiej gminy zbudować.Proszę zrobić dla gminy jedyną dobrą i patriotyczną rzecz: zrzec się funkcji, utrata mandatu jest do tego honorową okazją, zmaterializuje slogan w Pana ustach: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Proszę to dla dobra gminy uczynić.
OdpowiedzUsuńWielkie, ale puste słowa. Nie rozumiem po co te wszystkie tłumaczenie i elaborat ma klika stron A4. Tak szeroki opis, jak dla mnie, świadczy tylko o jednym - pan Krajewski jednak ma "za uszami". Osoba nie mająca sobie nic do zarzucenia tak gęsto się nie tłumaczy. Przykro to czytać...
OdpowiedzUsuń