Felieton
Moja koleżanka, będąca nie tylko kobietą pracującą, ale także – za przeproszeniem – oddającą się działalności społeczno-charytatywnej spotkała się w jednym ze sklepów w Śniadowie z następującą uwagą: „Ja pani przekażę na sumę taką a taką produkty, które wierzę, iż zostaną właściwie i rzetelnie rozdzielone dla potrzebujących, jednakże zastrzegam – proszę mi niczego nie kwitować, nie ogłaszać, nie drukować, że mój sklep to przekazał”.
Opcje w opcji
Kilka tygodni wstecz zostałem zaskoczony opowieścią o dziwnym zdarzeniu. Moja koleżanka, będąca nie tylko kobietą pracującą, ale także – za przeproszeniem – oddającą się działalności społeczno-charytatywnej spotkała się w jednym ze sklepów w Śniadowie z następującą uwagą: „Ja pani przekażę na sumę taką a taką produkty, które wierzę, iż zostaną właściwie i rzetelnie rozdzielone dla potrzebujących, jednakże zastrzegam – proszę mi niczego nie kwitować, nie ogłaszać, nie drukować, że mój sklep to przekazał”.
Przyznam, że do dziś rozpiera mnie ciekawość, dlaczego ten hojny darczyńca tak skrzętnie chce ukryć swoją szczodrość. Przecież publiczny wyraz wdzięczności, to m.in. forma reklamy, czy okazanie szacunku dla potrzebujących wsparcia. Koleżanka dodała, że po dłuższym milczeniu darczyńca dodał: „Jakoś czuję do pani zaufanie, choć jest mi wiadomym, że jest pani z innej opcji. Gdyby z mojej opcji koleżanki i koledzy dowiedzieli się o tym, nie mielibyśmy spokojnego życia”.
Po takim stwierdzeni zacząłem się zastanawiać, do jakiej opcji należy darczyńca, do jakiej moja koleżanka, a do jakiej ja? I co to w ogóle znaczy opcja? Jak to rozumieć?
W mediach często czytamy i słyszymy o opcji prawej, lewej i centrum. Słownik j. polskiego określa opcję jako „prawo wyboru obywatelstwa przez ludność terytorium przechodzącego pod władzę innego państwa”, albo w znaczeniu drugim „zastrzeżenie w umowie o przewóz drogą morską dotyczące zmiany ładunku lub portu przeznaczenia”. To się nijak ma do potocznego rozumienia wyrazu „opcja”, więc zacząłem wnikliwiej rozgryzać problem.
Wyszło mi, że w potocznym użyciu tego słowa chodzi o utożsamianie się z określonymi kierunkami politycznymi, lobby lokalnymi, układami samorządowymi, a więc z jakąś grupą osób, ale także z pewną koncepcją. Wszak gołym okiem dostrzec da się różne opcje w jednej z wymienionych grup, a nawet opcje w opcji. Czego doświadczyła m.in. moja koleżanka w jednym ze sklepów w Śniadowie.
W drążeniu tego tematu pojawia się także czasownik „optować” za kimś, za czymś, czyli dokonywać wyboru, działać na czyjąś korzyść.
Weźmy np. problem naszego funkcjonowania w Unii Europejskiej. Jest opcja za silną aktywnością w tym związku państw i pełną asymilacją we wszystkich płaszczyznach. Skupieni wokół tego poglądu uznają, że to jedyna droga do dobrobytu, a wszystkie zastrzeżenia i trudne pytania są stawiane przez ludzi nieodpowiedzialnych, groźnych i głupich. Inna opcja jest za ostrożnym kroczeniem po europejskim gruncie, z zachowaniem pełnej naszej suwerenności, by nie popaść – będąc formalnie krajem wolnym – z jednej w drugą niewolę. By nie zaginęła nasza tradycja, a kultura nie uległa całkowitej homogenizacji. By na wzór zachodnioeuropejski nie wytrzebiona została wiara, zwłaszcza wiara ojców naszych. By nie wykupiono naszej ziemi, bo dwie sprawy są tu niewątpliwe: bardziej Niemcy i Duńczycy są zainteresowani jej kupnem, niż my podberlińskiej, czy podkopenhaskiej. I jeszcze jeden „drobny” szczegół: oni mają ciut więcej pieniędzy niż my. Trzecia opcja w tej sprawie nadal twierdzi, że nasze członkostwo w Unii nie ma sensu i racji bytu, nie widząca możliwości uniknięcia tych i podobnych zagrożeń, i nie wskazująca konkretnej koncepcji na przyszłość. Wszak w pojedynkę się nie da.
Innym problemem, który stwarza podziały na opcje jest aborcja. Opcja za aborcją w zasadzie jest szczątkowa, gdyż dotyczy raczej marginesu społecznego, którego zabijanie nie przeraża. Znaczące są tu dwie opcje. Jedna dopuszczająca w pewnych sytuacjach zabijanie przez człowieka nienarodzonego człowieka, ze względu na zdrowie innego człowieka, który tego nienarodzonego człowieka niechcący spłodził. Lub ze względu na poczęcie gwałtem, czy też trudności życiowe obecne i przewidywalne. I jeszcze ze względu na wolność źle pojmowaną „to mój brzuch i nikt mi tu nie będzie...”. Opcja bezwzględna przeciw aborcji mówi krótko o prawie bożym 5. Przykazania Bożego, nie przewidującego żadnych alternatyw dla zabijania, bądź o naturalnym prawie do życia.
Bliżej analizując aspekt opcji w opcji, to klasycznym jej przykładem są targi międzypokoleniowe w partiach politycznych. Jedna z opcji zakłada, że czas najwyższy na zmianę pokoleniowego garnituru, aby młodzi ludzie przejęli w nich władze, co nada im świeżości i impetu w działaniu. Druga zaś opcja nie dopuszcza zastrzyku młodości, obawiając się utraty władzy i kontroli nad głównymi kierunkami ich działania. Niebagatelną rolę w tej opcji odgrywają przerośnięte ambicje prywatne. I zdziwienie ogarnia, kiedy widzi się, że nierzadko przewagę osiąga opcja konserwatywna, co naraża na śmieszność i drwiny jednych i drugich.
Problem opcji można roztrząsać w nieskończoność. Ale nie może zabraknąć w tym felietonie opcji tyczących bezpośrednio naszej gminy. W gminie Śniadowo sprawa opcji jest niesamowicie uproszczona. Praktycznie istnieją dwie opcje. Jedna zdecydowanie popierająca głupotę, marnotrawstwo i systematyczne nieróbstwo władzy obecnie panującej, co uwstecznia gminę, która w porównaniu do ościennych staje się gigantyczną wiochą. Druga opcja prze w kierunku zablokowania dalszej degradacji, uszczuplaniu finansów i odsunięcia od władzy ignorantów, którzy mogą w szybkim tempie doprowadzić do bankructwa gminy. Opcja ta stawia na szybkie zmiany władz i natychmiastowe rozpoczęcie realizacji priorytetowych inwestycji, aby choć w części dogonić gminy mądrze zarządzane. W tym przypadku mamy do czynienia z opcjami diametralnie przeciwstawnymi.
Ja osobiście jestem za opcją normalności i wspólnego działania na rzecz społeczności, bez względu na opcje. Jestem za opcją miłości i wzajemnego szacunku. Szanujmy prawo. Uwierzmy, że zostaliśmy obdarzeni pewnymi niezbywalnymi prawami, wśród których jest prawo do wolności, swobody i prawo do dążenia do szczęścia.
Co złego jest w mówieniu prawdy i stawianiu spraw uczciwie?
Opcje w opcji
Kilka tygodni wstecz zostałem zaskoczony opowieścią o dziwnym zdarzeniu. Moja koleżanka, będąca nie tylko kobietą pracującą, ale także – za przeproszeniem – oddającą się działalności społeczno-charytatywnej spotkała się w jednym ze sklepów w Śniadowie z następującą uwagą: „Ja pani przekażę na sumę taką a taką produkty, które wierzę, iż zostaną właściwie i rzetelnie rozdzielone dla potrzebujących, jednakże zastrzegam – proszę mi niczego nie kwitować, nie ogłaszać, nie drukować, że mój sklep to przekazał”.
Przyznam, że do dziś rozpiera mnie ciekawość, dlaczego ten hojny darczyńca tak skrzętnie chce ukryć swoją szczodrość. Przecież publiczny wyraz wdzięczności, to m.in. forma reklamy, czy okazanie szacunku dla potrzebujących wsparcia. Koleżanka dodała, że po dłuższym milczeniu darczyńca dodał: „Jakoś czuję do pani zaufanie, choć jest mi wiadomym, że jest pani z innej opcji. Gdyby z mojej opcji koleżanki i koledzy dowiedzieli się o tym, nie mielibyśmy spokojnego życia”.
Po takim stwierdzeni zacząłem się zastanawiać, do jakiej opcji należy darczyńca, do jakiej moja koleżanka, a do jakiej ja? I co to w ogóle znaczy opcja? Jak to rozumieć?
W mediach często czytamy i słyszymy o opcji prawej, lewej i centrum. Słownik j. polskiego określa opcję jako „prawo wyboru obywatelstwa przez ludność terytorium przechodzącego pod władzę innego państwa”, albo w znaczeniu drugim „zastrzeżenie w umowie o przewóz drogą morską dotyczące zmiany ładunku lub portu przeznaczenia”. To się nijak ma do potocznego rozumienia wyrazu „opcja”, więc zacząłem wnikliwiej rozgryzać problem.
Wyszło mi, że w potocznym użyciu tego słowa chodzi o utożsamianie się z określonymi kierunkami politycznymi, lobby lokalnymi, układami samorządowymi, a więc z jakąś grupą osób, ale także z pewną koncepcją. Wszak gołym okiem dostrzec da się różne opcje w jednej z wymienionych grup, a nawet opcje w opcji. Czego doświadczyła m.in. moja koleżanka w jednym ze sklepów w Śniadowie.
W drążeniu tego tematu pojawia się także czasownik „optować” za kimś, za czymś, czyli dokonywać wyboru, działać na czyjąś korzyść.
Weźmy np. problem naszego funkcjonowania w Unii Europejskiej. Jest opcja za silną aktywnością w tym związku państw i pełną asymilacją we wszystkich płaszczyznach. Skupieni wokół tego poglądu uznają, że to jedyna droga do dobrobytu, a wszystkie zastrzeżenia i trudne pytania są stawiane przez ludzi nieodpowiedzialnych, groźnych i głupich. Inna opcja jest za ostrożnym kroczeniem po europejskim gruncie, z zachowaniem pełnej naszej suwerenności, by nie popaść – będąc formalnie krajem wolnym – z jednej w drugą niewolę. By nie zaginęła nasza tradycja, a kultura nie uległa całkowitej homogenizacji. By na wzór zachodnioeuropejski nie wytrzebiona została wiara, zwłaszcza wiara ojców naszych. By nie wykupiono naszej ziemi, bo dwie sprawy są tu niewątpliwe: bardziej Niemcy i Duńczycy są zainteresowani jej kupnem, niż my podberlińskiej, czy podkopenhaskiej. I jeszcze jeden „drobny” szczegół: oni mają ciut więcej pieniędzy niż my. Trzecia opcja w tej sprawie nadal twierdzi, że nasze członkostwo w Unii nie ma sensu i racji bytu, nie widząca możliwości uniknięcia tych i podobnych zagrożeń, i nie wskazująca konkretnej koncepcji na przyszłość. Wszak w pojedynkę się nie da.
Innym problemem, który stwarza podziały na opcje jest aborcja. Opcja za aborcją w zasadzie jest szczątkowa, gdyż dotyczy raczej marginesu społecznego, którego zabijanie nie przeraża. Znaczące są tu dwie opcje. Jedna dopuszczająca w pewnych sytuacjach zabijanie przez człowieka nienarodzonego człowieka, ze względu na zdrowie innego człowieka, który tego nienarodzonego człowieka niechcący spłodził. Lub ze względu na poczęcie gwałtem, czy też trudności życiowe obecne i przewidywalne. I jeszcze ze względu na wolność źle pojmowaną „to mój brzuch i nikt mi tu nie będzie...”. Opcja bezwzględna przeciw aborcji mówi krótko o prawie bożym 5. Przykazania Bożego, nie przewidującego żadnych alternatyw dla zabijania, bądź o naturalnym prawie do życia.
Bliżej analizując aspekt opcji w opcji, to klasycznym jej przykładem są targi międzypokoleniowe w partiach politycznych. Jedna z opcji zakłada, że czas najwyższy na zmianę pokoleniowego garnituru, aby młodzi ludzie przejęli w nich władze, co nada im świeżości i impetu w działaniu. Druga zaś opcja nie dopuszcza zastrzyku młodości, obawiając się utraty władzy i kontroli nad głównymi kierunkami ich działania. Niebagatelną rolę w tej opcji odgrywają przerośnięte ambicje prywatne. I zdziwienie ogarnia, kiedy widzi się, że nierzadko przewagę osiąga opcja konserwatywna, co naraża na śmieszność i drwiny jednych i drugich.
Problem opcji można roztrząsać w nieskończoność. Ale nie może zabraknąć w tym felietonie opcji tyczących bezpośrednio naszej gminy. W gminie Śniadowo sprawa opcji jest niesamowicie uproszczona. Praktycznie istnieją dwie opcje. Jedna zdecydowanie popierająca głupotę, marnotrawstwo i systematyczne nieróbstwo władzy obecnie panującej, co uwstecznia gminę, która w porównaniu do ościennych staje się gigantyczną wiochą. Druga opcja prze w kierunku zablokowania dalszej degradacji, uszczuplaniu finansów i odsunięcia od władzy ignorantów, którzy mogą w szybkim tempie doprowadzić do bankructwa gminy. Opcja ta stawia na szybkie zmiany władz i natychmiastowe rozpoczęcie realizacji priorytetowych inwestycji, aby choć w części dogonić gminy mądrze zarządzane. W tym przypadku mamy do czynienia z opcjami diametralnie przeciwstawnymi.
Ja osobiście jestem za opcją normalności i wspólnego działania na rzecz społeczności, bez względu na opcje. Jestem za opcją miłości i wzajemnego szacunku. Szanujmy prawo. Uwierzmy, że zostaliśmy obdarzeni pewnymi niezbywalnymi prawami, wśród których jest prawo do wolności, swobody i prawo do dążenia do szczęścia.
Co złego jest w mówieniu prawdy i stawianiu spraw uczciwie?
Przeczytałam Pański felieton. Uważam, że w Śniadowie jest jeszcze trzecia opcja. Należą do niej ludzie, którzy bardzo chcą zmiany władzy. Jednak siedzą cicho i czekają aby ktoś to za nich zrobił. Tacy asekuranci przedłużają agonię miernoty ze szkodą dla nas wszystkich.
OdpowiedzUsuńZapomniałam dodać. Pana pojawienie się na blogu świadczy o poprawie zdrowia. Cieszę się i serdecznie Pana pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńSzanowni mieszkańcy gminy Śniadowo, to przez dwóch gamoni o tym samym nazwisku zaczynającym się na literę Z. Śniadowo i gmina stoi w miejscu i traci kolejne lata w dążeniu do bycia normalną gminą. Tracimy wszystko. Jesteśmy pośmiewiskiem. Pieniądze z budżetu fruną do kieszeni nie wiadomo z czego zadowolonych. Tylko co z tego ma gmina? Kompromitację i pośmiewisko. Nikt nam nie da złamanego szeląga na rozwój gminy, bo z takimi władcami jesteśmy na salonach wojewódzkich spaleni. Mimo to władca przejeżdża tysiące kilometrów pozorując, że coś załatwia. Załatwia, załatwia przetrwanie dla siebie. Popatrzcie co ten człowiek zrobił przez dwa lata. Nic, kompletnie nic. Jak długo to sero jeszcze nas będzie wodzić za nos? Tyle, ile sami mu na to pozwolimy. Bo on ma jedną opcję. Utrzymać władzę za wszelką cenę. Nawet za cenę zrujnowania gminy i wystawienia jej na pośmiewisko.
OdpowiedzUsuń