Fakty
Suche FAKTY
„Dobrze pamiętam, jak 1 grudnia 2007 roku w godzinach popołudniowych zadzwoniła do mnie Krystyna W. i powiedziała, czy bym nie zawiozła do lekarza pobitego człowieka, kolegę jej syna. Pani Krystyna W. powiedziała, że chodzi o Brunona T., który jest mocno pobity przez p. Andrzeja Z. Dodała, że jest tak strasznie pobity, że sika do miski na klęczkach. Odpowiedziałam, że nie mogę go zawieźć, bo jestem chora. W związku z czym Krystyna W. przyszła do mnie. Dzwoniłyśmy do Marka J. i Marii F., bo mają samochody, ale odmówili ze względu na brak czasu. Zadzwoniłam do Maryli Z., poinformowałam o tej sprawie i spytałam, czy nie mogłaby go zawieźć do szpitala. Pani Maryla powiedziała, że nie może i doradziła, żeby do Brunona T. wezwać pogotowie. Pani Krystyna W. powiedziała, że Brunon T. nie chce pogotowia. Zadzwoniłyśmy do znajomej Krystyny W., pani Haliny P., której syn zgodził się zawieźć Brunona T. do lekarza.
Kilka godzin później zadzwoniła do mnie Krystyna W. i powiedziała, że w szpitalu w Łomży udzielono pomocy Brunonowi T., ale nie wykonano obdukcji ponieważ nie było lekarza uprawnionego.”
„W dniu 01.12.2007 r. około godziny 17 od mojego syna dowiedziałam się, że Andrzej Z. pobił Brunona T. Opowiedział, że do zdarzenia doszło w domu Andrzeja Z., kiedy Brunon T. poszedł po swoją żonę do jego domu, gdzie sprzątała. Powiedział, że Andrzej Z. zbił Brunona T. jak psa. Syn mój powiedział, że trzeba mu pomóc, zawieźć do lekarza, bo T. nie ma pieniędzy i nie ma czym jechać. Byłam zdenerwowana opowiadaniem syna i zadzwoniłam do Grażyny M. Spytałam, czy może zawieść na pogotowie pobitego Brunona T. Pani Grażyna odmówiła, bo była chora. Ubrałam się i poszłam do mieszkania Grażyny M. Wspólnie zastanawiałyśmy się, kto mógłby pomóc Brunonowi T. Zadzwoniłyśmy do pana Marka J., który grzecznie odmówił ze względu na obowiązki zawodowe. Dzwoniłyśmy do naszej koleżanki Maryli Z., która również odmówiła, ale doradziła by zadzwonić po pogotowie. Nie dzwoniłyśmy na pogotowie, bo Brunon T. powiedział mojemu synowi, że nie chce przyjazdu pogotowia, bo jest pod wpływem alkoholu i obawia się poniesienia kosztów. Jednakże bardzo prosił, żeby zawieść go do lekarza. W związku z tym zadzwoniłyśmy do mojej znajomej Haliny P., która powiedziała, że syn odwozi narzeczoną do Łomży i może zabrać Brunona T. na pogotowie. Pan Jerzy P. zabrał Brunona T. i mojego syna z domu Brunona T. i podjechali pod dom Grażyny M. Podeszłam do samochodu i poprosiłam, żeby również przywiózł pobitego z powrotem do domu od lekarza. Widziałam w samochodzie siną i mocno opuchniętą twarz Brunona T., prawe oko było niewidoczne od opuchlizny, skarżył się również na silne bóle brzucha. Po powrocie syn powiedział, że na pogotowiu udzielili Brunonowi Z. pomocy i kazali w poniedziałek przyjechać na obdukcje.
W poniedziałek 3 grudnia poprosiłam syna Marii F., aby zawiózł Brunona T. pod opieką mojego syna na obdukcję. Syn pani Marii F. wyraził zgodę, bo miał do załatwienia swoje sprawy w Łomży. Nie wiem co było dalej w tej sprawie.”
„W niedzielę, 2 grudnia 2007 roku, przed południem spotkałam Marzenę K. i poprosiłam o zwrot piły motorowej do cięcia drzewa, którą pożyczył Brunon T., z którym razem mieszka. Powiedziała, że odniesie piłę wieczorem, gdyż Brunon jest mocno pobity i nie może się poruszać. Późnym wieczorem do mojego domu przyszła Marzena K. i przyniosła piłę i przedłużacz do niej. Zapaliliśmy papierosa. Usiadła u mnie w kuchni i opowiedziała przebieg zajścia, w wyniku którego został pobity Brunon T. Powiedziała, że wczoraj sprzątała u Andrzeja Z. w domu i zaszedł Brunon. Chciał zabrać ją do domu, a ona powiedziała, że niedługo wróci do domu, już kończy sprzątanie. Wtedy wyszedł Andrzej Z. Zaczęli się kłócić. Andrzej Z. wpadł w szał, dostał jakby białej gorączki, miał pianę w ustach. Powalił na ziemię Brunona T. Marzena K. powiedziała, że wtedy zaczęła strasznie krzyczeć, a przechodzący ulicą pan Z. (nie pamiętam wymienionego przez panią Marzenę imienia) mieszkający blisko Marzeny K. przy tej samej ulicy, słysząc jej krzyk, przyszedł na pomoc. Marzena K. powiedziała mi, że krzyczała i prosiła, żeby zostawił Brunona T., że go zabije, a on ma małe dzieci na wychowaniu. Marzena K. powiedziała, że była tak bardzo przestraszona, że już nie kończyła sprzątania tylko wróciła do domu. Opowiadała mi, że Andrzej Z. tak mocno skatował Brunona T., że nie jest podobny do siebie. Zaproponowałam pani Marzenie, żeby go zawiozła do lekarza, bo to poważna sprawa jeśli tak tragicznie został pobity i tak strasznie wygląda. Odpowiedziała, że tym już wczoraj zajął się kolega Brunona.
Imiona i pierwsze litery nazwisk dla dobra sprawy zmienione.
„Dobrze pamiętam, jak 1 grudnia 2007 roku w godzinach popołudniowych zadzwoniła do mnie Krystyna W. i powiedziała, czy bym nie zawiozła do lekarza pobitego człowieka, kolegę jej syna. Pani Krystyna W. powiedziała, że chodzi o Brunona T., który jest mocno pobity przez p. Andrzeja Z. Dodała, że jest tak strasznie pobity, że sika do miski na klęczkach. Odpowiedziałam, że nie mogę go zawieźć, bo jestem chora. W związku z czym Krystyna W. przyszła do mnie. Dzwoniłyśmy do Marka J. i Marii F., bo mają samochody, ale odmówili ze względu na brak czasu. Zadzwoniłam do Maryli Z., poinformowałam o tej sprawie i spytałam, czy nie mogłaby go zawieźć do szpitala. Pani Maryla powiedziała, że nie może i doradziła, żeby do Brunona T. wezwać pogotowie. Pani Krystyna W. powiedziała, że Brunon T. nie chce pogotowia. Zadzwoniłyśmy do znajomej Krystyny W., pani Haliny P., której syn zgodził się zawieźć Brunona T. do lekarza.
Kilka godzin później zadzwoniła do mnie Krystyna W. i powiedziała, że w szpitalu w Łomży udzielono pomocy Brunonowi T., ale nie wykonano obdukcji ponieważ nie było lekarza uprawnionego.”
Czytelny podpis
„W dniu 01.12.2007 r. około godziny 17 od mojego syna dowiedziałam się, że Andrzej Z. pobił Brunona T. Opowiedział, że do zdarzenia doszło w domu Andrzeja Z., kiedy Brunon T. poszedł po swoją żonę do jego domu, gdzie sprzątała. Powiedział, że Andrzej Z. zbił Brunona T. jak psa. Syn mój powiedział, że trzeba mu pomóc, zawieźć do lekarza, bo T. nie ma pieniędzy i nie ma czym jechać. Byłam zdenerwowana opowiadaniem syna i zadzwoniłam do Grażyny M. Spytałam, czy może zawieść na pogotowie pobitego Brunona T. Pani Grażyna odmówiła, bo była chora. Ubrałam się i poszłam do mieszkania Grażyny M. Wspólnie zastanawiałyśmy się, kto mógłby pomóc Brunonowi T. Zadzwoniłyśmy do pana Marka J., który grzecznie odmówił ze względu na obowiązki zawodowe. Dzwoniłyśmy do naszej koleżanki Maryli Z., która również odmówiła, ale doradziła by zadzwonić po pogotowie. Nie dzwoniłyśmy na pogotowie, bo Brunon T. powiedział mojemu synowi, że nie chce przyjazdu pogotowia, bo jest pod wpływem alkoholu i obawia się poniesienia kosztów. Jednakże bardzo prosił, żeby zawieść go do lekarza. W związku z tym zadzwoniłyśmy do mojej znajomej Haliny P., która powiedziała, że syn odwozi narzeczoną do Łomży i może zabrać Brunona T. na pogotowie. Pan Jerzy P. zabrał Brunona T. i mojego syna z domu Brunona T. i podjechali pod dom Grażyny M. Podeszłam do samochodu i poprosiłam, żeby również przywiózł pobitego z powrotem do domu od lekarza. Widziałam w samochodzie siną i mocno opuchniętą twarz Brunona T., prawe oko było niewidoczne od opuchlizny, skarżył się również na silne bóle brzucha. Po powrocie syn powiedział, że na pogotowiu udzielili Brunonowi Z. pomocy i kazali w poniedziałek przyjechać na obdukcje.
W poniedziałek 3 grudnia poprosiłam syna Marii F., aby zawiózł Brunona T. pod opieką mojego syna na obdukcję. Syn pani Marii F. wyraził zgodę, bo miał do załatwienia swoje sprawy w Łomży. Nie wiem co było dalej w tej sprawie.”
Czytelny podpis
„W niedzielę, 2 grudnia 2007 roku, przed południem spotkałam Marzenę K. i poprosiłam o zwrot piły motorowej do cięcia drzewa, którą pożyczył Brunon T., z którym razem mieszka. Powiedziała, że odniesie piłę wieczorem, gdyż Brunon jest mocno pobity i nie może się poruszać. Późnym wieczorem do mojego domu przyszła Marzena K. i przyniosła piłę i przedłużacz do niej. Zapaliliśmy papierosa. Usiadła u mnie w kuchni i opowiedziała przebieg zajścia, w wyniku którego został pobity Brunon T. Powiedziała, że wczoraj sprzątała u Andrzeja Z. w domu i zaszedł Brunon. Chciał zabrać ją do domu, a ona powiedziała, że niedługo wróci do domu, już kończy sprzątanie. Wtedy wyszedł Andrzej Z. Zaczęli się kłócić. Andrzej Z. wpadł w szał, dostał jakby białej gorączki, miał pianę w ustach. Powalił na ziemię Brunona T. Marzena K. powiedziała, że wtedy zaczęła strasznie krzyczeć, a przechodzący ulicą pan Z. (nie pamiętam wymienionego przez panią Marzenę imienia) mieszkający blisko Marzeny K. przy tej samej ulicy, słysząc jej krzyk, przyszedł na pomoc. Marzena K. powiedziała mi, że krzyczała i prosiła, żeby zostawił Brunona T., że go zabije, a on ma małe dzieci na wychowaniu. Marzena K. powiedziała, że była tak bardzo przestraszona, że już nie kończyła sprzątania tylko wróciła do domu. Opowiadała mi, że Andrzej Z. tak mocno skatował Brunona T., że nie jest podobny do siebie. Zaproponowałam pani Marzenie, żeby go zawiozła do lekarza, bo to poważna sprawa jeśli tak tragicznie został pobity i tak strasznie wygląda. Odpowiedziała, że tym już wczoraj zajął się kolega Brunona.
Czytelny podpis
To część suchych faktów. W poniedziałek komentarz.Imiona i pierwsze litery nazwisk dla dobra sprawy zmienione.
Dobrze, że tą sprawę odgrzebano. Dla chuliganów, którzy maltretują ludzi w sposób wręcz sadystyczny, nie powinno być litości i nie ma znaczenia kto był pokrzywdzonym. Szykuje sie niezła afera. Społeczność Śniadowa zna te fakty od dawna, ale są i tacy co brali udział w wyciszeniu sprawy.Zobaczymy jakie będą tego skutki, niech to tylko ruszy z miejsca.Sensacja nie tylko na całe Podlasie.
OdpowiedzUsuńale jaja a dzie u tego czlowieka bo tylkoz nazwy go mozna zwac czlowiekiem jego slowa bog ,honor , ojczyzna jesli to wszystko prawda a cos slyszalem na ten temat to ten pan tylko z nazwy czlowiek juz dawno powinien kiblowac
OdpowiedzUsuńNie oszukujmy się. Po co się okłamywać. Prawie każdy w gminie wie o co chodzi. Czas zrobić porządek. Ten palant nas ośmiesza. Ile można akceptować takie bezprawie.
OdpowiedzUsuńRacja. Sprawa jest ciekawa. Każdy wie o co chodzi. Ilość świadków na potwierdzenie tego zdarzenia jest przytłaczająca.
OdpowiedzUsuńJak się orientuję, wiele osób może na ten temat dużo powiedzieć. Tej sprawy, już nie da się zamiesć pod dywan. Teraz sie wiele nieczystych gierek ujawni i kto w tym brał udział. Dość draństwa w Śniadowie.
OdpowiedzUsuń