Refleksja
Głupi nie jestem
Głupi nie jestem. To wiem na pewno. Dyplom państwowy. Wyższej uczelni. Zdobyty w latach propagandy, sukcesu. Dla mnie mający znaczenie żadne. Niektórych rzuca na twarz. Jednak IQ mnie trzyma. Sto pięćdziesiąt pięć – na dyplomie sygnowanym przez Mensę. Kartę woźnicy mam. W prawie jazdy kategorię A, B i T. W książeczce wojskowej – A1. I uprawnień co nie miara. Pieczątek ze sześć.
Po co ta wyliczanka? Ano, po dwuletniej przerwie, odwiedziłem Urząd Gminy. I ogłupiałem. Nie znam się, źle interpretuję, nie rozumiem, powinienem się zapoznać, nie dopełniłem, nie dostarczyłem, muszę donieść, prawo mówi tak, ustawa o samorządzie gminnym tak, do spowiedzi, do komunii, honor, ojczyzna i na końcu... Bóg.
Po pomieszczeniach snują się nieuprawnienia, niekompetencje... Od progu blask przeszklonych drzwi, kamer i przestraszonych oczu. Zostałem zlustrowany. Przechwycił mnie facet a’la Łukaszenka, dziwnej budowy i dziwnego wzroku, o ruchach masażysty bez praktyki. Moje IQ okazało się niczym. Uprawnienia, papiery, doświadczenie tym bardziej. Cholera, skąd mogłem wiedzieć, że rozmawiam z kierownikiem gminnym – sznytu brak. Błysk naćpanych oczu – moja sprawa nie należy do kompetencji... Kompetencji? A niech to... Zasypane frazesami moje sto pięćdziesiąt pięć okazało się ilością mikrą. Jednostronny monolog wyprowadził mnie. Wyszedłem.
Kierunek nie ten. Blamaż. Fachowców ubyło, urząd spęczniał, spyszniał, wypiął się i stał się wyniosły, i taki jakiś amfetaminą niby podszyty i nasycony strachem. Przed czym? Nie pojmuję ni w ząb. Została teoria, zapisy. Praktyka zaś nie do końca pojęta, filmowana i zawoalowana żałosną bufonadą prowadzaną przez szeroki zad.
Mijają dni. Pokornie wracam. Przyszedłem za wcześnie. Czuję się intruzem. Czekam. Trafiłem niefortunnie. Facet a’la Łukaszenka do stolicy zwiał. Nie sam. Urzędnik ważny za kierowcę robi. Pojechali. Dzisiaj już nie będzie.
Jestem wyrozumiały. Posłusznie stawiam się rankiem dnia następnego. Okazuje się, że za rano. Facet długo śpi. Rozumiem, kierownik z niego jest. Telefon. Nie będzie. Województwo odwiedza, kierowca ten sam. Nerwy moje puszczają. Gmina chora, urząd chory, kierownik chory. Totalne wypaczenie pojęć, przesłanie jakie niesie słowo „administrare” (służyć) traci jakąkolwiek moc. Powstało królestwo niekoronowanej głowy, niekompetentny gigant marnotrawiący ciężko zarobione pieniądze podatników. Trudno dostępna warownia dla uczciwych ludzi.
Głupi nie jestem. To wiem na pewno. Przy moim doświadczeniu i stu pięćdziesięciu pięciu IQ zwątpienie mnie ogarnia. Czy posiadana wiedza, czy też sztuka intryg i naiwna głupota są ważniejsze? Czy bycie kierownikiem gminy, to strategia działania, misja, czy tylko bycie by być? A wszystko to za dziewięć tysięcy brutto z podatników kieszeni. O kurwa, to jawa czy sen? Kto mi na to odpowie?
Na marginesie:
Prowadzenie przez pracownika urzędu działalności gospodarczej obejmującej czynności ściśle związanej z jego obowiązkami pracowniczymi stanowi przyczynę uzasadniającą wypowiedzenie umowy o pracę na podstawie art. 18 ustawy z dnia 22 marca 1990 r. o pracownikach samorządowych (Dz. U. 1990 r. nr 21 poz. 124 ze zmianami). Przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie umowy o pracę na podstawie tego przepisu jest możliwość wywołania wykonywanymi czynnościami podejrzenia o stronniczość i interesowność. Pracodawca nie musi wykazywać, że pracownik wykonywał swoje obowiązki stronniczo lub interesownie, a zwłaszcza, że uzyskiwał w związku z ich wykonywaniem jakiekolwiek korzyści.
Głupi nie jestem. To wiem na pewno. Dyplom państwowy. Wyższej uczelni. Zdobyty w latach propagandy, sukcesu. Dla mnie mający znaczenie żadne. Niektórych rzuca na twarz. Jednak IQ mnie trzyma. Sto pięćdziesiąt pięć – na dyplomie sygnowanym przez Mensę. Kartę woźnicy mam. W prawie jazdy kategorię A, B i T. W książeczce wojskowej – A1. I uprawnień co nie miara. Pieczątek ze sześć.
Po co ta wyliczanka? Ano, po dwuletniej przerwie, odwiedziłem Urząd Gminy. I ogłupiałem. Nie znam się, źle interpretuję, nie rozumiem, powinienem się zapoznać, nie dopełniłem, nie dostarczyłem, muszę donieść, prawo mówi tak, ustawa o samorządzie gminnym tak, do spowiedzi, do komunii, honor, ojczyzna i na końcu... Bóg.
Po pomieszczeniach snują się nieuprawnienia, niekompetencje... Od progu blask przeszklonych drzwi, kamer i przestraszonych oczu. Zostałem zlustrowany. Przechwycił mnie facet a’la Łukaszenka, dziwnej budowy i dziwnego wzroku, o ruchach masażysty bez praktyki. Moje IQ okazało się niczym. Uprawnienia, papiery, doświadczenie tym bardziej. Cholera, skąd mogłem wiedzieć, że rozmawiam z kierownikiem gminnym – sznytu brak. Błysk naćpanych oczu – moja sprawa nie należy do kompetencji... Kompetencji? A niech to... Zasypane frazesami moje sto pięćdziesiąt pięć okazało się ilością mikrą. Jednostronny monolog wyprowadził mnie. Wyszedłem.
Kierunek nie ten. Blamaż. Fachowców ubyło, urząd spęczniał, spyszniał, wypiął się i stał się wyniosły, i taki jakiś amfetaminą niby podszyty i nasycony strachem. Przed czym? Nie pojmuję ni w ząb. Została teoria, zapisy. Praktyka zaś nie do końca pojęta, filmowana i zawoalowana żałosną bufonadą prowadzaną przez szeroki zad.
Mijają dni. Pokornie wracam. Przyszedłem za wcześnie. Czuję się intruzem. Czekam. Trafiłem niefortunnie. Facet a’la Łukaszenka do stolicy zwiał. Nie sam. Urzędnik ważny za kierowcę robi. Pojechali. Dzisiaj już nie będzie.
Jestem wyrozumiały. Posłusznie stawiam się rankiem dnia następnego. Okazuje się, że za rano. Facet długo śpi. Rozumiem, kierownik z niego jest. Telefon. Nie będzie. Województwo odwiedza, kierowca ten sam. Nerwy moje puszczają. Gmina chora, urząd chory, kierownik chory. Totalne wypaczenie pojęć, przesłanie jakie niesie słowo „administrare” (służyć) traci jakąkolwiek moc. Powstało królestwo niekoronowanej głowy, niekompetentny gigant marnotrawiący ciężko zarobione pieniądze podatników. Trudno dostępna warownia dla uczciwych ludzi.
Głupi nie jestem. To wiem na pewno. Przy moim doświadczeniu i stu pięćdziesięciu pięciu IQ zwątpienie mnie ogarnia. Czy posiadana wiedza, czy też sztuka intryg i naiwna głupota są ważniejsze? Czy bycie kierownikiem gminy, to strategia działania, misja, czy tylko bycie by być? A wszystko to za dziewięć tysięcy brutto z podatników kieszeni. O kurwa, to jawa czy sen? Kto mi na to odpowie?
Na marginesie:
Prowadzenie przez pracownika urzędu działalności gospodarczej obejmującej czynności ściśle związanej z jego obowiązkami pracowniczymi stanowi przyczynę uzasadniającą wypowiedzenie umowy o pracę na podstawie art. 18 ustawy z dnia 22 marca 1990 r. o pracownikach samorządowych (Dz. U. 1990 r. nr 21 poz. 124 ze zmianami). Przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie umowy o pracę na podstawie tego przepisu jest możliwość wywołania wykonywanymi czynnościami podejrzenia o stronniczość i interesowność. Pracodawca nie musi wykazywać, że pracownik wykonywał swoje obowiązki stronniczo lub interesownie, a zwłaszcza, że uzyskiwał w związku z ich wykonywaniem jakiekolwiek korzyści.
Robił za szofera strażak, ale drogę to on zna tylko na rynek do Radzymina. Dalej to autobusem i jak tu o drogę spytać, trafić do kibla, a nie daj Boże ruchome schody,zebra, tramwaj, tłok jak się zachować. Tu jednak trzeba uczonego i z woj. Mazowieckiego.
OdpowiedzUsuńwojas ma rację/z mazowieckiego/za kierownicą drugą pensje zarabia/kiedy obowiązki wykonuje jak za kierownicą dorabia/tego nikt nie wie/to wypłoch/pazerny na pieniądze/pryncypała krytykuje/ale kasy brudnej nie wstydzi się brać/fuchy robi w pracy/wozi szefuncia/czasami coś doniesie/ze trzy pensje ma/drży jak osika/lecz bierze udział w tym niecnym procederze/fe/nieładnie/
OdpowiedzUsuń