Peregrynacje gminne
Wątpliwy orgazm dretorki
Nastąpiła radość przedwczesna gminnego pryncypała i jego tępych klakierów. Za sprawą potężnych możliwości techniki oraz zaplecza, jakim dysponuje autor bloga, nie będzie to internetowe okienko jednak świeciło pustką, jak sądzą i od wczoraj rozgłaszają gminne ufoludki na czele z upadłym zaściankowym szlachcicem na urzędzie i pewną damąąą niedawno emerytowaną, która za naddyrektorę robi. Otrzymałem plenipotencje, takie mocne carte blanche, od p. Zbigniewa Dulewicza, by blog przez okres jego choroby żywy był i traktował słusznie o życiu naszym gminnym. Nie mogłem odrzucić tak intratnej intelektualnie propozycji.
Dzisiaj więc o orgazmie dretorki, jaki próbowała sprawić sobie na ostatnim posiedzeniu, takim eniu, eniu, czyli pustym butnym monologu, przetykanym wstawkami osób mających olej w głowie, ale i pokorę podbudowaną rozsądkiem. Monolog ów przez niektórych naiwnych nazwany miał być pogodzeniem stron, a zamienił się w kolejne lanie jadu przez dretorkę. Zapis elektroniczny jest, dowód to niepodważalny.
Dionizyjski występ szanownej dretorki wprawił w osłupienie nawet członków jej gwardii przybocznej. Padło zdanie cwane, głupie i mające ponadroczny spór zamknąć na wieki: „jeśli ktoś czuje się urażony, to przepraszam”. Cwana bestia, ale jak sądzę już tylko w swoim i pryncypała mniemaniu. Przeleciała też przez salę kilkakrotnie kpina z dokumentów urzędowych i lepiej, by już więcej nie powstawały. W rzeczy samej dretorka na mgnienie pokorniejąc, a później lejąc jad i pomyje spłodziła coś na kształt butnego dzieła, któremu zamiast satysfakcjonującego szczytowania zakończonego orgazmem, towarzyszyło najzwyklejsze plucie gorzką śliną z domieszką niechrześcijańskiej toksyny a po drugiej stronie stoicki spokój widzów tego a’la seksualnego spektaklu. Wyszło szydło z worka, jak mawia przysłowie, i amoralność tego butnego babska – wspieranego beztalenciem z gminnego Białego Domu – okraszona postawą z wczesnego komunizmu ujrzała po raz kolejny światło dzienne. Na szczęście tym razem powstał dokument zapisany elektronicznie, będący kapitalnym, niemal książkowym, dowodem gigantycznej głupoty. Już patrzeć, ile będzie wymagało gimnastyki stworzenie protokołu, aby miałkość i głupotę dretorki zatuszować. Bo tuszować będzie, bo mistrzynią w kamuflażu i matactwach jest, to wiedzą wszyscy nawet dłużej jak ponad rok.
Można by rzec, że decydentom wszystko wolno. Gówno prawda, ta akurat sentencja nie zawsze zgodna jest z codzienną prawdą, co udowadniają kobiety szlachetne w liczbie oczko plus jeden oraz funkcjonujące w gminie społeczne gremium i wielu innych ludzi stąpających trzeźwo po ziemi naszej gminnej. Czego, śmiem sądzić, dretorka, rodząc w czwartkowe popołudnie kolejne kompromitujące ją i różne instytucje dzieło, nie wzięła pod uwagę. Persyflaż wysmarowany przez gwiazdę gminnego dziedzictwa kulturowego udowadnia, że pokora i szacunek oraz człowiecza miłość jest sztuką, której nie posiadła i nie dotknie już nigdy, bo wszystkich wkoło ma za nic choć fakultety silniejsze od niej mają i nie przez mamę, ale za swoją ciężką pracę. W rzeczy samej codzienność pokazuje, że tępa jest jak nadżarty miecz zębem czasu. Talent więc z dretorki żaden, z czwartkowego orgazmu nici, co oznacza, że gminny pryncypał powinien pognać to beztalencie tam gdzie pieprz rośnie lub w miejsce jeszcze bardziej ustronne, gdzie czerwieni wstydu nikt nie dostrzeże. Czy gminny szlachcic zaściankowy nie widzi, że traci na próbie utrzymania na tronie osoby, która szczytowania już nigdy nie osiągnie? Nie widzi, więc z taktyki należy mu się jedynka.
I tyle o czwartkowym wątpliwym szczytowaniu i orgazmie gminnej dretorki.
A dziewczyny nadal klasę mają, swoje robią, kwit kolejny puściły w obieg, instytucje słuszne słusznie informując, że z tej mąki chleba już nie będzie. Bo rzeczywiście nie będzie, czy to się komuś podoba, czy nie.
I tylko serce krwawi, bo społeczność gminną stanowią naprawdę w większości ludzie, którzy ciężko pracują, dzieci wychowują, pokorę mają, czasy rozumieją, niegospodarność widzą, rozdawnictwo wspólnego zauważają, dostrzegają grasujące bezprawie, dobrze chcą – pytanie tylko dlaczego nie mogą, mimo że demokracja pełną parą prze?
Nastąpiła radość przedwczesna gminnego pryncypała i jego tępych klakierów. Za sprawą potężnych możliwości techniki oraz zaplecza, jakim dysponuje autor bloga, nie będzie to internetowe okienko jednak świeciło pustką, jak sądzą i od wczoraj rozgłaszają gminne ufoludki na czele z upadłym zaściankowym szlachcicem na urzędzie i pewną damąąą niedawno emerytowaną, która za naddyrektorę robi. Otrzymałem plenipotencje, takie mocne carte blanche, od p. Zbigniewa Dulewicza, by blog przez okres jego choroby żywy był i traktował słusznie o życiu naszym gminnym. Nie mogłem odrzucić tak intratnej intelektualnie propozycji.
Dzisiaj więc o orgazmie dretorki, jaki próbowała sprawić sobie na ostatnim posiedzeniu, takim eniu, eniu, czyli pustym butnym monologu, przetykanym wstawkami osób mających olej w głowie, ale i pokorę podbudowaną rozsądkiem. Monolog ów przez niektórych naiwnych nazwany miał być pogodzeniem stron, a zamienił się w kolejne lanie jadu przez dretorkę. Zapis elektroniczny jest, dowód to niepodważalny.
Dionizyjski występ szanownej dretorki wprawił w osłupienie nawet członków jej gwardii przybocznej. Padło zdanie cwane, głupie i mające ponadroczny spór zamknąć na wieki: „jeśli ktoś czuje się urażony, to przepraszam”. Cwana bestia, ale jak sądzę już tylko w swoim i pryncypała mniemaniu. Przeleciała też przez salę kilkakrotnie kpina z dokumentów urzędowych i lepiej, by już więcej nie powstawały. W rzeczy samej dretorka na mgnienie pokorniejąc, a później lejąc jad i pomyje spłodziła coś na kształt butnego dzieła, któremu zamiast satysfakcjonującego szczytowania zakończonego orgazmem, towarzyszyło najzwyklejsze plucie gorzką śliną z domieszką niechrześcijańskiej toksyny a po drugiej stronie stoicki spokój widzów tego a’la seksualnego spektaklu. Wyszło szydło z worka, jak mawia przysłowie, i amoralność tego butnego babska – wspieranego beztalenciem z gminnego Białego Domu – okraszona postawą z wczesnego komunizmu ujrzała po raz kolejny światło dzienne. Na szczęście tym razem powstał dokument zapisany elektronicznie, będący kapitalnym, niemal książkowym, dowodem gigantycznej głupoty. Już patrzeć, ile będzie wymagało gimnastyki stworzenie protokołu, aby miałkość i głupotę dretorki zatuszować. Bo tuszować będzie, bo mistrzynią w kamuflażu i matactwach jest, to wiedzą wszyscy nawet dłużej jak ponad rok.
Można by rzec, że decydentom wszystko wolno. Gówno prawda, ta akurat sentencja nie zawsze zgodna jest z codzienną prawdą, co udowadniają kobiety szlachetne w liczbie oczko plus jeden oraz funkcjonujące w gminie społeczne gremium i wielu innych ludzi stąpających trzeźwo po ziemi naszej gminnej. Czego, śmiem sądzić, dretorka, rodząc w czwartkowe popołudnie kolejne kompromitujące ją i różne instytucje dzieło, nie wzięła pod uwagę. Persyflaż wysmarowany przez gwiazdę gminnego dziedzictwa kulturowego udowadnia, że pokora i szacunek oraz człowiecza miłość jest sztuką, której nie posiadła i nie dotknie już nigdy, bo wszystkich wkoło ma za nic choć fakultety silniejsze od niej mają i nie przez mamę, ale za swoją ciężką pracę. W rzeczy samej codzienność pokazuje, że tępa jest jak nadżarty miecz zębem czasu. Talent więc z dretorki żaden, z czwartkowego orgazmu nici, co oznacza, że gminny pryncypał powinien pognać to beztalencie tam gdzie pieprz rośnie lub w miejsce jeszcze bardziej ustronne, gdzie czerwieni wstydu nikt nie dostrzeże. Czy gminny szlachcic zaściankowy nie widzi, że traci na próbie utrzymania na tronie osoby, która szczytowania już nigdy nie osiągnie? Nie widzi, więc z taktyki należy mu się jedynka.
I tyle o czwartkowym wątpliwym szczytowaniu i orgazmie gminnej dretorki.
A dziewczyny nadal klasę mają, swoje robią, kwit kolejny puściły w obieg, instytucje słuszne słusznie informując, że z tej mąki chleba już nie będzie. Bo rzeczywiście nie będzie, czy to się komuś podoba, czy nie.
I tylko serce krwawi, bo społeczność gminną stanowią naprawdę w większości ludzie, którzy ciężko pracują, dzieci wychowują, pokorę mają, czasy rozumieją, niegospodarność widzą, rozdawnictwo wspólnego zauważają, dostrzegają grasujące bezprawie, dobrze chcą – pytanie tylko dlaczego nie mogą, mimo że demokracja pełną parą prze?
Wieczna kapcie zastępca przed zastępcami ma powody do dumy. Herbatka, kawka. Ciekawe czy dretorka jej robi. Jest przed i to dużo przed wydarzeniami i osobami. Tylko nadinterpretacja zdarzeń jest fatalna. To takich zastępców nam potrzeba. Ha, ha, ha. Dla niej to nobilitacja, a dla dretorki to kolejna kompromitacja. I raczej to stwierdzenie winno przemówić pani wiecznej vice do rozumu.
OdpowiedzUsuńKról dalej goły. ELEKTORAT maleje, a wybory nieuniknione. Dyrektorka jest z Łomży, a król ze Śniadowa. Jak tak dalej pójdzie to nici z reelekcji. A spłupki maleją, maleją maleją. pisbrader.
OdpowiedzUsuńTo nic innego jak kalekie formy stosowania pokornej atrapy swojej pychy i ignorancji, bo jak inaczej określić podchody dretorki. Nie ma już możliwościi szans na nawiązanie szczerych relacji międzyludzkich. To stan chaosu i bezprawia grasującego w szkole. Dretorka i pryncypał gminny nie rozumieją,ze tylko odejscie tej pani moze uzdrowić sytuację w szkole, tylko w ten spasób zakończy się degeneracja placówki oświatowej - innego wyjścia poprostu nie ma.
OdpowiedzUsuńWójt bez serca i ludzkich odczuć. Bez klasy i honoru. To fakt, zawsze klepie co mu ślina na jęzor przyniesie, ale jak można mieć pociechę w tym że człowiek ma bardzo poważny problem zdrowotny. Potwierdza że nie ma szacunku do życia ludzkiego, a popleczników traktuje jako narzędzia. Moralne dno.Do Pana Zbyszka. Życzymy rychłego powrotu do zdrowia. Jesteśmy z Panem i na pewno nie zaprzepaścimy losu naszej gminy.
OdpowiedzUsuńMówią starzy ludzie pluj świni w oczy a ona mówi że deszcz pada. Takiej ulewy jeszcze żaden z dyrektorów chyba nie widział. Ale dla niej jak deszcz to deszcz. Zawzięcie czeka na pioruny i błyskawice. Zjawiska tornado też mogą być. Chyba że się szybko schowa.
OdpowiedzUsuń