Komentarz
W tygodniku „Kontakty” ruszono dwa tematy,
którymi zajmowałem się dużo wcześniej i bardzo wnikliwie.
Dwie sprawy
Pierwsza. W artykule o sytuacji w Zespole Szkolno – Przedszkolnym w Śniadowie, autorka publikacji zapytała o problem w szkole przewodniczącego Rady Gminy Zdzisława Zarembę. Nikt nie przypuszczał, że facet aż taki ma tupet, widać nauka wójta nie idzie w las, albowiem przewodniczącego, pobierającego co miesiąc ryczałt w wysokości 1000 złotych, stać było na takąż odpowiedź: „Nie chcę się wypowiadać. To nie moja sprawa. Moje dzieci do szkoły już nie chodzą”. W świetle tej doszczętnie kompromitującej przewodniczącego odpowiedzi, autorka pozwoliła sobie na komentarz: „Idąc tym tokiem rozumowania, gdy wyniknie problem straży pożarnej, przewodniczący umyje ręce, bo u niego się nie paliło. Nie będzie się też zajmował sportem, bo nie uprawia sportu, ale ziemniaki”. Gratuluję autorce takiego komentarza. Normalny człowiek, po daniu takiej publicznej plamy, w trybie pilnym powinien podać się do dymisji. Przewodniczący Zdzisław Zaremba czytelnie udowodnił, że takiej funkcji nie powinien pełnić jednego dnia dłużej, bo absolutnie nie rozumie odpowiedzialności, jaka na nim ciąży. A to oznacza, że każdego miesiąca te 1000 złotych podatników wyrzucane jest w błoto. Pozostało podać się do dymisji, najwyższy czas panie przewodniczący Zaremba, najwyższy czas, bo jeszcze tydzień, dwa i wstydu pan nie udźwignie.
Druga. Obok powyższego, na str. 8 „Kontaktów”, króciutki tekst o zegarze na Urzędzie Gminy w Śniadowie. Dowiadujemy się, że utrzymanie tej atomowej bestii kosztuje podatnika 60 zł miesięcznie, niby niewiele, ale jednak. Problem w czym innym, o czym pismo słusznie informuje. Zegar posadowiono na dachu bez stosownych zezwoleń (o czym swego czasu obszernie informowałem w imieniu stowarzyszenia "Solidarna Gmina"), a „nadzór budowlany z Łomży sprawę potraktował jako mało istotną przeróbkę i odstąpił od nakazu przywrócenia pierwotnego stanu dachu” – czytamy w zakończeniu. Według mnie decyzja nadzoru urodziła gigantyczny problem. Żyjemy w wolnym kraju, demokratycznym, opartym na jasno określonym prawie obligującym wszystkich do jego przestrzegania. Stworzenie takiego prawnego precedensu, jaki miał miejsce w Śniadowie, może spowodować, że ludzie nagminnie zaczną sobie modernizować dachy bez zezwoleń, bo po co mają tracić czas i pieniądze. Jeśli wójtowi wolno olać prawo i kpić z ludzi w żywe oczy, to tym bardziej zwykłemu zjadaczowi chleba. I w świetle tego precedensu, każda z tych osób wygra w każdym sądzie z nadzorem budowlanym, a już pewnikiem z nadzorem budowlanym z Łomży.
A zegar tyka, odlicza godziny...
którymi zajmowałem się dużo wcześniej i bardzo wnikliwie.
Dwie sprawy
Pierwsza. W artykule o sytuacji w Zespole Szkolno – Przedszkolnym w Śniadowie, autorka publikacji zapytała o problem w szkole przewodniczącego Rady Gminy Zdzisława Zarembę. Nikt nie przypuszczał, że facet aż taki ma tupet, widać nauka wójta nie idzie w las, albowiem przewodniczącego, pobierającego co miesiąc ryczałt w wysokości 1000 złotych, stać było na takąż odpowiedź: „Nie chcę się wypowiadać. To nie moja sprawa. Moje dzieci do szkoły już nie chodzą”. W świetle tej doszczętnie kompromitującej przewodniczącego odpowiedzi, autorka pozwoliła sobie na komentarz: „Idąc tym tokiem rozumowania, gdy wyniknie problem straży pożarnej, przewodniczący umyje ręce, bo u niego się nie paliło. Nie będzie się też zajmował sportem, bo nie uprawia sportu, ale ziemniaki”. Gratuluję autorce takiego komentarza. Normalny człowiek, po daniu takiej publicznej plamy, w trybie pilnym powinien podać się do dymisji. Przewodniczący Zdzisław Zaremba czytelnie udowodnił, że takiej funkcji nie powinien pełnić jednego dnia dłużej, bo absolutnie nie rozumie odpowiedzialności, jaka na nim ciąży. A to oznacza, że każdego miesiąca te 1000 złotych podatników wyrzucane jest w błoto. Pozostało podać się do dymisji, najwyższy czas panie przewodniczący Zaremba, najwyższy czas, bo jeszcze tydzień, dwa i wstydu pan nie udźwignie.
Druga. Obok powyższego, na str. 8 „Kontaktów”, króciutki tekst o zegarze na Urzędzie Gminy w Śniadowie. Dowiadujemy się, że utrzymanie tej atomowej bestii kosztuje podatnika 60 zł miesięcznie, niby niewiele, ale jednak. Problem w czym innym, o czym pismo słusznie informuje. Zegar posadowiono na dachu bez stosownych zezwoleń (o czym swego czasu obszernie informowałem w imieniu stowarzyszenia "Solidarna Gmina"), a „nadzór budowlany z Łomży sprawę potraktował jako mało istotną przeróbkę i odstąpił od nakazu przywrócenia pierwotnego stanu dachu” – czytamy w zakończeniu. Według mnie decyzja nadzoru urodziła gigantyczny problem. Żyjemy w wolnym kraju, demokratycznym, opartym na jasno określonym prawie obligującym wszystkich do jego przestrzegania. Stworzenie takiego prawnego precedensu, jaki miał miejsce w Śniadowie, może spowodować, że ludzie nagminnie zaczną sobie modernizować dachy bez zezwoleń, bo po co mają tracić czas i pieniądze. Jeśli wójtowi wolno olać prawo i kpić z ludzi w żywe oczy, to tym bardziej zwykłemu zjadaczowi chleba. I w świetle tego precedensu, każda z tych osób wygra w każdym sądzie z nadzorem budowlanym, a już pewnikiem z nadzorem budowlanym z Łomży.
A zegar tyka, odlicza godziny...
Prostactwo wybitne.Jak sie nie umie rozmawiać z dziennikarzem to lepiej"schować język tam gdzie wyrósł" lub " uciec tam gdzie pieprz rośnie".Takiej plamy to jeszcze nie bylo.Nie sądzę, że pan Przewodniczący Rady tym sie zbytnio przejął, pewnie po nim to "spłynęło jak po ........" ale wstyddla gminy pozostał i dla wyborców również.Wielu już zapewne się zastanawia kto takiego erudytę wybrał. Wstyd, wielki wstyd !!!!!!!!
OdpowiedzUsuń