Dłuższa refleksja
Człowiek w kamaszach
Nienawiść, podobnie jak miłość, w każdym człowieku istniej. I oba te uczucia mogą uczynnić się wyłącznie pod wpływem silnego czynnika zewnętrznego. Mistrzostwem, oznaką prawdziwego człowieczeństwa jest umiejętność zapanowania nad jednym, jak i drugim, gdyż oba z nich wylane nierozważnie mogą doprowadzić do gigantycznego nieszczęścia. W obu też przypadkach zaślepić są w stanie i, gdy miotają, czynią wielkie spustoszenie wśród zasad ludzkich podstawowych. Ja, podobnie jak większość, noszę w sobie uczucie miłości, ale i nienawiści także. Każde z nich staram się okiełznać, by negatywne odpryski w otoczenie były jak najmniejsze. Tego, opisanego poniżej, wodze mej psychiki nie potrafiły zmitygować.
Człowieka w kamaszach nigdy nie lubiłem, od lat do kiedy wspomnienia me sięgnąć mogą. Człowiek w kamaszach w całym swym działaniu sprawia wrażenie nieuczciwego, a i nieumiejętnie nieuczciwość próbuje maskować. Człowiek w kamaszach nosi się wyniośle i chłoszcze – trzeba przyznać – małomiasteczkowym sznytem, lecz każdy paproch na nim zauważyć da się wyraźnie, nie wytężając zbytnio wzroku. Człowiek w kamaszach – dla mnie przynajmniej, choć wiem, że nie jestem odosobniony – rodzi niemiłe a nawet odrażające skojarzenia. Od zawsze budził we mnie niesmak i tak naprawdę pospolitość. Człowiek w kamaszach wywołuje we mnie niesamowity antagonizm, którego opanowanie jest ponad moje siły.
Człowiek w kamaszach, gdy spojrzę przez pryzmat lat minionych, jest nieludzko impertynencki i w całej swej okazałości ordynarny. Człowieka w kamaszach pozorna galanteria oraz wymuszona kurtuazja mogą na chwilę niejedną osobę zbałamucić, budząc na pozór zaufanie a nawet zawierzenie. Człowiek w kamaszach swą oprawną powagą oszukał niejednego mężczyznę i niejedną kobietę, a więc potrafi mamić – najlepiej wiedzą o tym ludzie pogodni i autentycznie miłujący bliźnich.
Człowiek w kamaszach z pozoru nie jest hardy, jest raczej głupi, na pewno zimny i w swej osobowości niezawiły, co budzi w pierwszej chwili uczucie infantylnej karności i wymuszać może atencję. Człowiek w kamaszach jest naiwny, bo gdy dokona się analitycznej i generalnej oceny, bez problemu odkryje się jego sztuczną przewagę nad innymi. Człowiek w kamaszach nieustannie zniewala, wywiera presję i ogłupia mniej odpornych, a już na pewno nachalnie prze siłą iluzorycznego wyrazu.
Człowiek w kamaszach wiecznie bałamuci swą wykrzywioną wyobraźnią i okrucieństwem paranoicznego dostojeństwa, co użyte wspólnie potrafi wykoślawić ludzkie postawy do niewyobrażalnego wręcz umysłowego kalectwa, na co dowodów multum mamy. Człowiek w kamaszach – przede wszystkim – kojarzy się z cierpieniem, upokorzeniem i okrucieństwem. To wszystko logicznie usystematyzowane każe człowieka w kamaszach nienawidzić do bólu.
Ale spójrzmy wokoło, popatrzmy uważnie. Spacerując gminnymi ulicami, na każdej z nich spostrzeżemy bez zbytniego wysiłku, że epoka noszenia kamaszy przeminęła, powoli, ale systematycznie odeszła w niebyt. I nie jest to według mnie jedynie wynikiem zmian prozaicznych, lecz raczej trzeźwego patrzenia na życie i próbą poszukiwania przez ludzi czegoś wygodniejszego i bezpieczniejszego. A gdy komfortowe jest, to i optymizm w człowieku, i samopoczucie poprawione, przyjazne, co w konsekwencji oddala myśli od prostracji dnia codziennego. Ludzie łakną ciepła, życzliwych w trudzie, więc dali sobie spokój z niemodnymi, uwstecznionymi oraz ordynarnymi.
Człowiek w kamaszach nieczasowy jest i poczucia spokoju w żaden sposób nam nie zapewni. Człowiek w kamaszach taki już niestety obsceniczny jest.
Nienawiść, podobnie jak miłość, w każdym człowieku istniej. I oba te uczucia mogą uczynnić się wyłącznie pod wpływem silnego czynnika zewnętrznego. Mistrzostwem, oznaką prawdziwego człowieczeństwa jest umiejętność zapanowania nad jednym, jak i drugim, gdyż oba z nich wylane nierozważnie mogą doprowadzić do gigantycznego nieszczęścia. W obu też przypadkach zaślepić są w stanie i, gdy miotają, czynią wielkie spustoszenie wśród zasad ludzkich podstawowych. Ja, podobnie jak większość, noszę w sobie uczucie miłości, ale i nienawiści także. Każde z nich staram się okiełznać, by negatywne odpryski w otoczenie były jak najmniejsze. Tego, opisanego poniżej, wodze mej psychiki nie potrafiły zmitygować.
Człowieka w kamaszach nigdy nie lubiłem, od lat do kiedy wspomnienia me sięgnąć mogą. Człowiek w kamaszach w całym swym działaniu sprawia wrażenie nieuczciwego, a i nieumiejętnie nieuczciwość próbuje maskować. Człowiek w kamaszach nosi się wyniośle i chłoszcze – trzeba przyznać – małomiasteczkowym sznytem, lecz każdy paproch na nim zauważyć da się wyraźnie, nie wytężając zbytnio wzroku. Człowiek w kamaszach – dla mnie przynajmniej, choć wiem, że nie jestem odosobniony – rodzi niemiłe a nawet odrażające skojarzenia. Od zawsze budził we mnie niesmak i tak naprawdę pospolitość. Człowiek w kamaszach wywołuje we mnie niesamowity antagonizm, którego opanowanie jest ponad moje siły.
Człowiek w kamaszach, gdy spojrzę przez pryzmat lat minionych, jest nieludzko impertynencki i w całej swej okazałości ordynarny. Człowieka w kamaszach pozorna galanteria oraz wymuszona kurtuazja mogą na chwilę niejedną osobę zbałamucić, budząc na pozór zaufanie a nawet zawierzenie. Człowiek w kamaszach swą oprawną powagą oszukał niejednego mężczyznę i niejedną kobietę, a więc potrafi mamić – najlepiej wiedzą o tym ludzie pogodni i autentycznie miłujący bliźnich.
Człowiek w kamaszach z pozoru nie jest hardy, jest raczej głupi, na pewno zimny i w swej osobowości niezawiły, co budzi w pierwszej chwili uczucie infantylnej karności i wymuszać może atencję. Człowiek w kamaszach jest naiwny, bo gdy dokona się analitycznej i generalnej oceny, bez problemu odkryje się jego sztuczną przewagę nad innymi. Człowiek w kamaszach nieustannie zniewala, wywiera presję i ogłupia mniej odpornych, a już na pewno nachalnie prze siłą iluzorycznego wyrazu.
Człowiek w kamaszach wiecznie bałamuci swą wykrzywioną wyobraźnią i okrucieństwem paranoicznego dostojeństwa, co użyte wspólnie potrafi wykoślawić ludzkie postawy do niewyobrażalnego wręcz umysłowego kalectwa, na co dowodów multum mamy. Człowiek w kamaszach – przede wszystkim – kojarzy się z cierpieniem, upokorzeniem i okrucieństwem. To wszystko logicznie usystematyzowane każe człowieka w kamaszach nienawidzić do bólu.
Ale spójrzmy wokoło, popatrzmy uważnie. Spacerując gminnymi ulicami, na każdej z nich spostrzeżemy bez zbytniego wysiłku, że epoka noszenia kamaszy przeminęła, powoli, ale systematycznie odeszła w niebyt. I nie jest to według mnie jedynie wynikiem zmian prozaicznych, lecz raczej trzeźwego patrzenia na życie i próbą poszukiwania przez ludzi czegoś wygodniejszego i bezpieczniejszego. A gdy komfortowe jest, to i optymizm w człowieku, i samopoczucie poprawione, przyjazne, co w konsekwencji oddala myśli od prostracji dnia codziennego. Ludzie łakną ciepła, życzliwych w trudzie, więc dali sobie spokój z niemodnymi, uwstecznionymi oraz ordynarnymi.
Człowiek w kamaszach nieczasowy jest i poczucia spokoju w żaden sposób nam nie zapewni. Człowiek w kamaszach taki już niestety obsceniczny jest.
Co prawda to prawda. Kamasze już dawno z mody wyszły. Tytułowy "człowiek w kamaszach" w Pana felietonie to szkodnik jest. Mrozy tegoroczne być może tego gminnego insekta powalą i wiosna zawita i tu i tam. Pozdrawiam Panie Zbyszku. Robi Pan kawał dobrej roboty. Udowadnia Pan, że aby pisać dobre teksty nie trzeba się mienić polonistą. Całusy, pa.
OdpowiedzUsuńTen kamasz dawno nie widział pasty i strasznie uwiera.Jak się go wypieprzy to dopiero wtedy dowiemy się jaka to ulga.
OdpowiedzUsuń