Chwila relaksu

ZAWOŁAJ MI TEGO!!!

Przejąłem służbę o godzinie osiemnastej. Kolega zdającywyjaśnił, że w dzień nic ważnego nie zaszło. Przejrzałem książkę wpisów irzeczywiście miał rację – nic nadzwyczajnego. Przypomniał natomiast, żekontrolnego ma kapitan Faja i powinienem mieć się na baczności, bo człowiek todziwny a przede wszystkim wielki służbista. Przyjąłem ostrzeżenie z powagąoczywiście.

Zostałem sam. Na kompanii spokój, część żołnierzy nasłużbach, część na przepustkach, część w klubie żołnierskim. Rozpocząłem odsprawdzania porządku w toaletach i umywalni. Wszystko lśniło jak lustro,czystość na korytarzu również nie budziła zastrzeżeń.

Wypełniłem podstawowe rubryki w książce dyżurnego iposzedłem do palarni. Tam też było cacy, uchyliłem okno – świeżego  powietrza nigdy za wiele. Wypaliłem fajeczkę i wróciłem do funkcyjnego stolika.

Godziny wlokły się, nuda jednym słowem. Telefon milczał.Podłubałem w nosie, wyczyściłem paznokcie.

Samotność prysła około godziny dwudziestej, gdy zaczęlischodzić się mieszkańcy naszej kompanii. Odznaczałem powroty w książce, stanosobowy zgadzał się idealnie. Większość kładła się spać, dzień mieli ciężki ajutro jak zwykle pobudka skoro świt.

Zaparzyłem kawę. Na służbie wypijam zawsze dwie: pierwszą,jak czas pozwala, około dwudziestej drugiej; drugą robię gdzieś w granicachtrzeciej w nocy, aby przeżyć kryzys kiedy powieki opadają najbardziej.

Wypiłem nieco czarnego płynu. Sięgnąłem po czasopisma.Przerzucałem strony, czytając automatycznie nagłówki.  Szczegółowy przegląd zostawiłem na później. Wszklance została połowa.

Spojrzałem na zegarek, dochodziła dwudziesta trzecia. Kawalubi dym, postanowiłem iść zapalić. Nie zdążyłem, stanął przede mną kapitanFaja.

Zerwałem się z krzesła, przepisowo zameldowałem, podałemstan osobowy kompanii. Stałem wyprostowany jak struna. Faja wysłuchał, nic nieodpowiedział, patrzył tak jakoś dziwnie na wpół uśmiechnięty. Wyprostowałem sięjeszcze bardziej, choć bardziej od struny już nie można było. Ale próbowałem,bo Faja był lekko łyknięty a to nie wróżyło nic dobrego. Dla mnie oczywiście.

Kapitan nagle ruszył, zatoczył wielki krąg, uniósł ramiona inagle opuścił. Skierował się w moją stronę i zatrzymał tak gwałtownie, że zrozpędu niemal na mnie wpadł. Zrobił mały piruet i zapytał:

- Kurwa, żołnierzu, znasz na kompanii wszystkich?

- Tak jest, panie kapitanie! – odpowiedziałem zaskoczony.

Stolik dyżurnego znajdował się we wnęce, w połowie bardzodługiego korytarza. Faja wybiegł na jego środek i zaczął się przechadzać, ręcesplótł z tyłu, na wysokości tyłka. Ja stałem nieruchomo, jak zamurowany. Wstylu sprzed minuty zbliżył się do mnie, ale nie drgnąłem – szybko się hartuję.Kapitan zrobił minę człowieka nie wiedzieć czym oburzonego i nagle wrzasnął:

- Zawołaj mi… no, kurwa, tego!

Skupiłem się. O co mu chodzi, pomyślałem.

- Kogo, panie kapitanie? – odpowiedziałem głośno, czując jakpieką mnie uszy. Faja zaczął się zastanawiać, zrobił klasyczny wyraz twarzy.Nie trwało to długo, ułamki sekund, i wrzasnął ponownie.

- Mówię, kurwa, że… tego!

Ja też myślałem szybko, zapytałem:

- Rozumiem, panie kapitanie, ale kogo mam zawołać?

Faja wykonał coś w stylu jezioro łabędzie, przy tym zrobiłruch prawą ręką, jakby chciał mnie walnąć w twarz.

- Chyba mówię, kurwa, wyraźnie, no… tego, bałwanie! – wykrzyczał.

Oblał mnie pot, nie pamiętam o jakiej temperaturze. Szukałemsposobu wybrnięcia z tej tragicznej dla mnie sytuacji. On nie może sobieprzypomnieć z kim chce rozmawiać, ja nie mogę zaskoczyć o co mu właściwiechodzi.

Faja usiadł, założył ręce na brzuchu, pocmokał.

- Natychmiast chcę widzieć… tego! – wypalił odrobinęłagodniej. Dobił mnie w tym momencie. Sflaczałem, ponownie zesztywniałem ipoczułem spływający pot po plecach do żołnierskich gaci. I nagle olśnienie!

- Tak jest, panie kapitanie, zaraz go zawołam! –odpowiedziałem pewnie. W tył zwrot i w mgnieniu oka znalazłem się w łazience.Umyłem ręce i twarz, wytarłem, ochłonąłem i ruszyłem.

-  Melduję, paniekapitanie, że nie ma tego. Jest na służbie przy magazynie broni. – wyjaśniłem,starając się usilnie aby odpowiedź zabrzmiała przekonująco.

Faja nabrał energii. Wstał, zatarł ręce i rzekł całkiemłagodnie:

-  Zawiadomcie rano,kurwa, tego… że innym razem załatwimy tę sprawę. Teraz już wiecie, kurwa, okogo chodzi żołnierzu?

- Tak jest, panie kapitanie, teraz już wiem! –odpowiedziałem z entuzjazmem w głosie.

Faja odwrócił się i szybkim krokiem opuścił budynekkompanii.

Minęło sporo czasu zanim uświadomiłem sobie, że niepotrzebnie stoję nabaczność.

Komentarze

  1. bystry żołnierz medal mu za tojjj

    OdpowiedzUsuń
  2. Faja przedstawi go do awansu na kaprala, to pewne

    OdpowiedzUsuń
  3. Faja mi kogoś przypomina. Dobry tekst. Proszę o więcej.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Prowokacje

Wspomnijmy

Opinie