Czas mija, na amen ginie
Drogi CZAS
Przyczynkiem do powstania poniższego tekstu jest wspaniała diatryba śp. Aleksandra Małachowskiego na temat czasu, z jaką miałem okazję przed kilkoma laty zapoznać się na łamach jednego z miesięczników. Ja na temat czasu nieco w innym, mniej intelektualnym kontekście zdań kilka poniżej.
Czasu brakuje praktycznie wszystkim. Ale najbardziej pełniącym ważne funkcje np. w samorządach, w tym wójtom, burmistrzom... Są to niewątpliwie zajęcia dobrze płatne – ponad przeciętnie, mówiąc po imieniu. A więc czas tych ludzi jest sowicie opłacany. Drogi czas, zajebiście kosztowny, kiedy weźmiemy na tapetę decydentów. I oni pocą się bezustannie, ale nie z powodu wkładu pracy, za którą biorą ten ciężki szmal. Czynię obserwacje, więc coś na ten temat powiedzieć mogę, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że nie odkrywam ameryki.
Według wyliczeń moich, większość z decydentów ten dobrze opłacany czas przez podatnika marnotrawi, czyli poświęca na zajęcia niezwiązane z pełnioną funkcją. Będzie tego gdzieś z osiemdziesiąt procent. Od wyborów do wyborów, od rana do chwili ustalonej pensją godziny zakończenia pracy prowadzą analizy, rozmowy, pertraktacje, uczestniczą w formalnych i nieformalnych spotkaniach, a wszystko to niewiele ma wspólnego z pełnioną funkcją. Po drodze komuś zaszkodzą, pomogą zaś temu, kto w przyszłych wyborach wsparciem być może. W przerwach tych nieproduktywnych zajęć, pozwolą sobie coś podpisać, wstęgę przeciąć i na odchodne darmowy koniak spić oraz bebech delicjami wypełnić.
Te wszystkie podpisy, wytyczne, instrukcje, kurtuazyjne duperele i bezczelne opieprzanie pracowników „dla zasady” zabiera decydentowi ok. dwadzieścia procent wyznaczonego ustawą czasu pracy. Ale znam takich, że jeszcze nigdy procent dziesięciu nie przekroczyli. Czyż nie zajebiście drogi czas?! Czas opłacany krwawicą nisko płatnych urzędników (mających nierzadko poukładane w głowach wszystkie klepki), upadlanych na różne sposoby dla jedynego tylko celu: aby decydent po następnych wyborach mógł dalej cenny czas w dupie mieć. Bardziej drogiego mechanizmu nie uświadczysz. Bardzo osobliwa maszynka do robienia gigantycznych pieniędzy. Tyle, że maszynka tę kasę tłucze a w zamian dostaje nie tylko figę, ale i wzgardę też, albowiem ta zgraja mających coś do powiedzenia darmozjadów bardzo niewdzięczna jest. Wraz z upływem czasu, decydenci nabierają cech mężów stanu, kreują się na nieomylnych, by w konsekwencji stać się śmiesznymi augurami. Czas mija, bezpowrotnie. Świadomość tego, o dziwo, decydenci posiadają.
Taki decydent, jeden z drugim, zarabia średnio 8 – 9 tys. złotych brutto, jeśli ma wiedza jest kompletna. Według wkładu pracy bezpośrednio związanej z pełnioną funkcją, powinien zarabiać około 2 tys. złotych, no może w porywach do trzech. Łatwo policzyć, jak adekwatnie można by podnieść płace solidnie tyrających urzędników (tylko tych solidnie!), na których spada gros odpowiedzialności, aby machina się w miarę sprawnie obracała. Decydenci bowiem za tę gigantyczną kasę odpowiedzialności w sobie, na sobie, pod sobą i w każdej innej części niestety nie mają i nie ponoszą.
Wniosek z tego wypływa prosty. Dla mnie osobiście zajebiście prosty: kasę co miesiąc do kasy większość decydentów zanieść powinna, niektórzy to nawet powinni każdego miesiąca dopłacać, jako forma podziękowania, że społeczność nadal pozwala im ten kosztowny czas roztrwaniać bez ponoszenia bolesnych konsekwencji. A również i za to, że mogą dalej ciepłe zydle pod swym dupskiem trzymać i wielkie kupry grzać.
Czas mija bezpowrotnie. Trwonienie czasu przez decydentów nasila się, bowiem wraz z upływem kadencji (a teraz upłynęła połowa), rozpoczynają kolejną gonitwę w obronie intratnych posad. Noszę w sobie przekonanie, nieodosobniony, że dla większości będą gonitwami bez upragnionej zwycięskiej mety. Czym bliżej tego gorącego dla nich okresu, zaczynają się pozbywać nawet tych dwudziestu procent przyzwoitości, sowicie opłacanych przez podatnika. Praktycznie już rozpoczęła się gonitwa przybierająca postać małpiego rozumu – chwalenia pomocnych i lżenia niewygodnych. Ukierunkuje się wszystko pod jeden cel, czego jeszcze ukierunkować nie zdążono, nagrodzi tych, których dotychczas nie widziano lub tych, którzy bez skutku próbowali nachalnie i naiwnie na decydenta włazić. Powrócą koleżeństwa i przyjaźnie, które przed poprzednią gonitwą istniały, i które po gonitwie ponownie pójdą w zapomnienie. Inne zaś rozpieprzą się z hukiem zwycięskiej bufonady, inne pozostaną, bo ktoś musi otrzeć gorycz porażki.
A czas przemija, na amen ginie bezpowrotnie. Dla jednych tryska szampanem, dla innych jest czasem poszukiwania chleba. A gdy przeminie, jedni będą umierać ze łzami w oczach i rozpaczy za pozostawionym bogactwem i ciepłym zydlem; drudzy łzy lać będą, że życie ich wypełniały jedynie porażki. Ale będą i tacy, na których twarzy zagości uśmiech i satysfakcja, że śmierć ich dosięga w glorii autentycznego zwycięstwa, bo życie swoje przeżyli godnie i czas ten drogocenny pożytkowali na szlachetne uczynki z poszanowaniem innych.
Decydenci zachowują się, jakby mieli żyć po pięćset lat. Nie do końca umieją zatem zważyć czas, choć w pełni wiedzą, że wciąż przemija, przeto mimo wszystko spieszą się i dla komfortu szastają czasem innych. W rzeczy samej tym drugim nie do końca współczuję, gdyż dawanie przyzwolenia na zło jest postawą nieuzasadnioną, pachnącą nieładnym słowem: współudział. Nie, nie, na pewno nie można tego nazwać kwadraturą koła, czy innym banalnym wyjaśnieniem. Tak wcale być nie musi.
Póki co kieruję apel do młodych wykształconych ludzi. Nie uciekajcie ze Śniadowa i innych tego typu gmin, gdyż droga to niewłaściwa. Trywialnie powiem, że dobrze jest tam gdzie nas nie ma. W Śniadowie i podobnych gminach jest wiele do zrobienia, nikt inny, tylko młodzi są w stanie rozpocząć proces dla poszanowania czasu, który sowicie opłaca ciężko harujący podatnik i zwykły zjadacz chleba także. Pora zacząć poważnie myśleć, komu ten drogi czas dać do dyspozycji.
Przyczynkiem do powstania poniższego tekstu jest wspaniała diatryba śp. Aleksandra Małachowskiego na temat czasu, z jaką miałem okazję przed kilkoma laty zapoznać się na łamach jednego z miesięczników. Ja na temat czasu nieco w innym, mniej intelektualnym kontekście zdań kilka poniżej.
Czasu brakuje praktycznie wszystkim. Ale najbardziej pełniącym ważne funkcje np. w samorządach, w tym wójtom, burmistrzom... Są to niewątpliwie zajęcia dobrze płatne – ponad przeciętnie, mówiąc po imieniu. A więc czas tych ludzi jest sowicie opłacany. Drogi czas, zajebiście kosztowny, kiedy weźmiemy na tapetę decydentów. I oni pocą się bezustannie, ale nie z powodu wkładu pracy, za którą biorą ten ciężki szmal. Czynię obserwacje, więc coś na ten temat powiedzieć mogę, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że nie odkrywam ameryki.
Według wyliczeń moich, większość z decydentów ten dobrze opłacany czas przez podatnika marnotrawi, czyli poświęca na zajęcia niezwiązane z pełnioną funkcją. Będzie tego gdzieś z osiemdziesiąt procent. Od wyborów do wyborów, od rana do chwili ustalonej pensją godziny zakończenia pracy prowadzą analizy, rozmowy, pertraktacje, uczestniczą w formalnych i nieformalnych spotkaniach, a wszystko to niewiele ma wspólnego z pełnioną funkcją. Po drodze komuś zaszkodzą, pomogą zaś temu, kto w przyszłych wyborach wsparciem być może. W przerwach tych nieproduktywnych zajęć, pozwolą sobie coś podpisać, wstęgę przeciąć i na odchodne darmowy koniak spić oraz bebech delicjami wypełnić.
Te wszystkie podpisy, wytyczne, instrukcje, kurtuazyjne duperele i bezczelne opieprzanie pracowników „dla zasady” zabiera decydentowi ok. dwadzieścia procent wyznaczonego ustawą czasu pracy. Ale znam takich, że jeszcze nigdy procent dziesięciu nie przekroczyli. Czyż nie zajebiście drogi czas?! Czas opłacany krwawicą nisko płatnych urzędników (mających nierzadko poukładane w głowach wszystkie klepki), upadlanych na różne sposoby dla jedynego tylko celu: aby decydent po następnych wyborach mógł dalej cenny czas w dupie mieć. Bardziej drogiego mechanizmu nie uświadczysz. Bardzo osobliwa maszynka do robienia gigantycznych pieniędzy. Tyle, że maszynka tę kasę tłucze a w zamian dostaje nie tylko figę, ale i wzgardę też, albowiem ta zgraja mających coś do powiedzenia darmozjadów bardzo niewdzięczna jest. Wraz z upływem czasu, decydenci nabierają cech mężów stanu, kreują się na nieomylnych, by w konsekwencji stać się śmiesznymi augurami. Czas mija, bezpowrotnie. Świadomość tego, o dziwo, decydenci posiadają.
Taki decydent, jeden z drugim, zarabia średnio 8 – 9 tys. złotych brutto, jeśli ma wiedza jest kompletna. Według wkładu pracy bezpośrednio związanej z pełnioną funkcją, powinien zarabiać około 2 tys. złotych, no może w porywach do trzech. Łatwo policzyć, jak adekwatnie można by podnieść płace solidnie tyrających urzędników (tylko tych solidnie!), na których spada gros odpowiedzialności, aby machina się w miarę sprawnie obracała. Decydenci bowiem za tę gigantyczną kasę odpowiedzialności w sobie, na sobie, pod sobą i w każdej innej części niestety nie mają i nie ponoszą.
Wniosek z tego wypływa prosty. Dla mnie osobiście zajebiście prosty: kasę co miesiąc do kasy większość decydentów zanieść powinna, niektórzy to nawet powinni każdego miesiąca dopłacać, jako forma podziękowania, że społeczność nadal pozwala im ten kosztowny czas roztrwaniać bez ponoszenia bolesnych konsekwencji. A również i za to, że mogą dalej ciepłe zydle pod swym dupskiem trzymać i wielkie kupry grzać.
Czas mija bezpowrotnie. Trwonienie czasu przez decydentów nasila się, bowiem wraz z upływem kadencji (a teraz upłynęła połowa), rozpoczynają kolejną gonitwę w obronie intratnych posad. Noszę w sobie przekonanie, nieodosobniony, że dla większości będą gonitwami bez upragnionej zwycięskiej mety. Czym bliżej tego gorącego dla nich okresu, zaczynają się pozbywać nawet tych dwudziestu procent przyzwoitości, sowicie opłacanych przez podatnika. Praktycznie już rozpoczęła się gonitwa przybierająca postać małpiego rozumu – chwalenia pomocnych i lżenia niewygodnych. Ukierunkuje się wszystko pod jeden cel, czego jeszcze ukierunkować nie zdążono, nagrodzi tych, których dotychczas nie widziano lub tych, którzy bez skutku próbowali nachalnie i naiwnie na decydenta włazić. Powrócą koleżeństwa i przyjaźnie, które przed poprzednią gonitwą istniały, i które po gonitwie ponownie pójdą w zapomnienie. Inne zaś rozpieprzą się z hukiem zwycięskiej bufonady, inne pozostaną, bo ktoś musi otrzeć gorycz porażki.
A czas przemija, na amen ginie bezpowrotnie. Dla jednych tryska szampanem, dla innych jest czasem poszukiwania chleba. A gdy przeminie, jedni będą umierać ze łzami w oczach i rozpaczy za pozostawionym bogactwem i ciepłym zydlem; drudzy łzy lać będą, że życie ich wypełniały jedynie porażki. Ale będą i tacy, na których twarzy zagości uśmiech i satysfakcja, że śmierć ich dosięga w glorii autentycznego zwycięstwa, bo życie swoje przeżyli godnie i czas ten drogocenny pożytkowali na szlachetne uczynki z poszanowaniem innych.
Decydenci zachowują się, jakby mieli żyć po pięćset lat. Nie do końca umieją zatem zważyć czas, choć w pełni wiedzą, że wciąż przemija, przeto mimo wszystko spieszą się i dla komfortu szastają czasem innych. W rzeczy samej tym drugim nie do końca współczuję, gdyż dawanie przyzwolenia na zło jest postawą nieuzasadnioną, pachnącą nieładnym słowem: współudział. Nie, nie, na pewno nie można tego nazwać kwadraturą koła, czy innym banalnym wyjaśnieniem. Tak wcale być nie musi.
Póki co kieruję apel do młodych wykształconych ludzi. Nie uciekajcie ze Śniadowa i innych tego typu gmin, gdyż droga to niewłaściwa. Trywialnie powiem, że dobrze jest tam gdzie nas nie ma. W Śniadowie i podobnych gminach jest wiele do zrobienia, nikt inny, tylko młodzi są w stanie rozpocząć proces dla poszanowania czasu, który sowicie opłaca ciężko harujący podatnik i zwykły zjadacz chleba także. Pora zacząć poważnie myśleć, komu ten drogi czas dać do dyspozycji.
Wszystko to prawda i takich gmin jest bardzo dużo w kraju tak jak i moja i nie ma na to siły i młodzi nie pomogą bo jak dojdą wreszcie do władzy są tacy sami i tak samo robią i nie ma co narzekać ludzie sami sobie wybierają to taką władze mają jak już apelować to do społeczności jednoczcie sie i organizujcie przeciw arogancji władz przez siebie wybranych pozdrawiam stały gość z podobnej gminy
OdpowiedzUsuńKomenterz aż nazbyt sceptyczny.Nic nie pomogą apele do ambitnej młodzieży, jak również i odezwy o jednoczenie się społeczności przeciwko złej a jednak demokratycznie wybranej władzy.Czcze gadanie.Jedyną drogą są mądre posunięcia i działanie - a nie tylko biadolenie po kątach, na wszystkich i na wszystko. Jest wiele sposobów, tylko trzeba chcieć. Widzę, że autor blogu to fachowy pasjonat i w nim widzę źródło konkretnego działania, niewielu jest takich - a szkoda. Moje uznanie.
OdpowiedzUsuń